Piękna Helena T. (część pierwsza)
Blogerzy w klawiatury zbrojni, lecz smutni,
wchodzili na salon, gdy już zmierzchało;
i w niebie coś grało podobne do lutni
cedrowej chyba i kurzem starym pachniało.
Od blogów rzeźbionych w pokoi cieniu
szła procesja notek, aż po biały świt
i świergotał serwer, jak ptak na ramieniu,
nad wszystkim czuwał Admin, straszny typ.
Potem ludzkie szeregi podzieliły się i starły
szorstką skórą postów, bokiem frazy o bok;
idee wschodziły, a potem jako wnioski marły,
tak to przez dzień i noc, z roku na nowy rok.
A gwiazdy Salonu siadły na SG jak gołębie.
Blogerzy skupieni nad nimi nachylali twarz
i szukali w tekstach praw prawdy w głębi
z chytrym uśmieszkiem, który chyba znasz.
Pewnego dnia nagle Salonu otwarły bramy
i wpłynęła Ona, niczym podniebny obłok,
Piękna Helena T., nikt nie przeczuwał dramy,
choć jej teksty od początku przyciągały wzrok.
Jej notki miały zapomnianej nostalgii smak
i powodowały kliknięć i tęsknych postów las,
i szukali blogerzy u Niej Prawdy w widmach
z chytrym uśmieszkiem, który chyba znasz.
Cdn..



Komentarze
Pokaż komentarze (64)