43 obserwujących
1406 notek
817k odsłon
512 odsłon

Piotr Beniuszys: Kościół, wolność, nieporozumienia

Wykop Skomentuj16

Tylko do 3. listopada XXIII LIBERTÉ! "Dlaczego chrześcijaństwo się nie przyjęło?” wydane w całości dzięki crowdfundingowi do kupienia w Empikach. Numer można nabyć także przez Internet: http://liberte.pl/pobierz-liberte/ Kupując LIBERTÉ! wspierasz niezależne media.

We współczesnej Polsce poglądy na rolę Kościoła w przestrzeni publicznej, w debacie politycznej i w procesach decyzyjnych nadal silnie się ścierają. Nasza kultura polityczna nie wygenerowała żadnych – nawet minimalnych – podstaw konsensusu dla tych problemów. Nie mamy, jak w USA, silnego przekonania o konieczności separacji Kościołów od państwa, poza elementami sfery symbolicznej, ze względu na konieczność zachowania pokoju religijnego. Nie mamy, jak we Francji, modelu radykalnego rozdziału Kościołów od państwa ze względu na doświadczenia utylitarnego wykorzystywania religii w brutalnych walkach o władzę. Nie mamy, jak w Wielkiej Brytanii, nonszalanckiego podejścia do religijności, które pozwala zupełnie ignorować religię jako element wpływu w polityce. Nie mamy, jak w Niemczech, obustronnej kultury wzajemnego szacunku pomiędzy państwem a Kościołami, która powściąga wszystkie instytucje przed zakusami wykraczania poza swój naturalny zakres działalności i wywierania presji na określone rezultaty. Zamiast tego mamy głęboki spór przybierający postać „wojny kulturowej” pomiędzy zwolennikami państwa całkowicie świeckiego, z którego ceremoniału religia miałaby być całkowicie wyparta – mimo takiej, a nie innej konfiguracji religijnej polskiego społeczeństwa – a zwolennikami państwa po prostu wyznaniowego (które tylko ma opory przed otwartym określeniem siebie w ten sposób), w którym wszelka legislacja w jakikolwiek sposób dotykająca materii rozstrzyganej na płaszczyźnie nauczania oraz nakazów religijnych jest kształtowana w sposób zgodny z nim i z udziałem duchowieństwa jako rozstrzygającego autorytetu. Gdzieś pomiędzy tymi frontami sporu znajduje się trzecia strona sporu, która uważa model ujęty w obecnej Konstytucji i praktyce za wymagający tylko nieznacznych korekt, ale jej siła wyrazu w mediach wciąż słabnie.

Wiara w wolność a wolność wierzenia

W relacji pomiędzy religią a wolnością z natury rzeczy zawsze dochodziło do licznych napięć. Czy ludzie byliby bardziej wolni, jak chciał John Lennon, w świecie bez religii, ponieważ dostarcza ona zawsze zestawu nakazów i zakazów, z których wiele brzmi zupełnie absurdalnie, a w dodatku antagonizm międzyreligijny popycha ludzi do nienawiści i zbrodni? Czy jednak religia, o ile nie ma oblicza fundamentalizmu i nie stosuje radykalnych sankcji, lecz jedynie formy pewnego przymusu moralnego, pomaga człowiekowi nie schodzić na manowce prowadzące do zbrodni na wielką skalę (a więc do zanegowania wolności), którymi usiana jest ludzka historia? Najprawdopodobniej żadna z tych dwóch tez nie jest w pełni prawdziwa, a gdyby debata pomiędzy nimi nie była prowadzona w warunkach wiecznych emocji i dzięki temu zakończyła się wspólnymi wnioskami, świat stałby się lepszym miejscem.

Na polskim podwórku współzawodniczą dwie narracje dotyczące relacji naszego rodzimego Kościoła katolickiego z obywatelską potrzebą indywidualnej wolności. Pierwsza z nich głosi naturalnie, że Kościół, intensywnie dążąc do ukształtowania prawa w sposób zgodny z nauczaniem religijnym, wolność jednostki ogranicza, gdyż prawne zakazy pozbawiają obywateli niektórych opcji wyboru. Gdy sprawy dotyczą sytuacji, w których jednostce zabrania się szkodzić wyłącznie samej sobie (a nie innym ludziom; chodzi o tzw. przestępstwa bez ofiary), konflikt z Millowską koncepcją wolności, na której opiera się w gruncie rzeczy cała idea społeczeństwa liberalnego, jest ewidentny. Sytuacje bezpośredniego i intensywnego zaangażowania się dostojników kościelnych w proces stanowienia prawa w Polsce lub zdarzenia pozwalające na twierdzenie o istnieniu swoistych umów wiązanych pomiędzy prawicowymi siłami politycznymi a Kościołem tę narrację – zwłaszcza w ostatnim czasie – wzmacniają. Kościół staje się aktorem politycznym, w dodatku agentem restrykcji, zakazów i moralizatorskiego paternalizmu z pominięciem ambony na rzecz państwowego aparatu przymusu jako środka skuteczniejszego. Druga narracja odwołuje się natomiast do tradycji chadeckich, koncepcji osoby ludzkiej posiadającej niezbywalną godność, podkreśla otwartość Kościoła na dialog, a w polskich warunkach dodatkowo uwypukla rolę Kościoła w obaleniu antywolnościowego systemu socjalizmu realnego PRL-u, a wcześniej otwarcie przez Kościół swoich podwojów dla opozycji wolnościowej, także tej o niereligijnym profilu ideowym. Ta narracja sugeruje powściągliwość hierarchii kościelnej, jeśli chodzi o aktywne wpływanie na procesy polityczne, więc w obecnej sytuacji znajduje się w coraz większej defensywie.

Wykop Skomentuj16
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo