Dreamliner
Boeing oddał liniom lotniczym do eksploatacji już setny egzemplarz samolotu B787, zwanego Dreamliner'em. Tak zwany Production list można śledzić na przykład tutaj.
"Problemy wieku dziecięcego" samolotu zaczęły się wraz wypuszczeniem na rynek pierwszych egzemplarzy. Samozapłon akumulatorów. Począwszy od stycznia aż do końca maja tego roku cała flota była uziemiona. Po wznowieniu lotów, Boeing powołał triage team, odpowiedzialny za śledzenie i monitorowanie wszystkich Dreamliner'ów w powietrzu. Zespół zlokalizowany jest w centrali Boeinga i zajmuje obszerny pokój z wieloma monitorami, pokazującymi pozycję każdego samolotu. Zespół obserwuje tzw."logi", spływające z komputerów, w które wyposażone są statki powietrzne. Inżynierowie Boeinga skrupulatnie przeglądają wspomniane "logi" bezpośrednio po każdym zakończonym locie i wydają zgody na kolejny start. Kilka razy wymagana była komunikacja z pilotami w trakcie lotu, aby uściślić wskazania przyrządów pokładowych i skorelować z zapisami komputerów.
Najdrobniejsza usterka lub nawet podejrzenie jej wystąpienia, wykryta przez naszpikowaną elektorniką maszynę, powoduje, że samolot nie otrzymuje zgody na start zanim przyczyna usterki nie zostanie najpierw wyjaśniona po czym usunieta. Wydaje się wiec, że Dreamliner jest obecnie najbezpieczniejszym samolotem na świecie.

Fot. archiwum domowe autora
LOT
Samolot w komercyjnych liniach lotniczych zarabia pieniądze tylko wówczas, gdy znajduje się w powietrzu. W każdym innym przypadku jest olbrzymim kosztem dla firmy. Dlatego linie lotnicze zwracają uwagę na bezawaryjność i wymagany minimalny czas przy przy gate'cie (boardnig pasażerów, załadunek ich bagażu, załadunek cargo). Każda awaria, to dodatkowy czas na ziemi, kłopoty z niecierpliwymi pasażerami, czasami potrzeba ulokowania ich w hotelach i opłacenia im noclegu, kosztów wyżywienia. Awaria i opóźnienie skutkuje bałaganem w siatce połaczeń. Czasami oznacza to wykupienie biletu pasażerom w konkurencyjnej linii. Cierpi nie tylko kondycja finansowa, również reputacja przewoźnika. Skoro nie można na nim polegać, pasażerowie przeniosą się do innej linii.
Czy więc, biorąc pod uwagę kilkuletnie opóźnienie w dostarczeniu samolotów oraz ich obecną awaryjność, LOT dokonał dobrego wyboru stawiając na Dreamliner'a?
Polski przewoźnik narodowy od lipca tego roku posiada 5 samolotów wspomnianego typu, w kofiguracji 18 pasażerów w klasie Business, 21 w Premium i 213 w Economy. Obsługuje nimi połączenia atlantyckie (Chicago, New York, Toronto) a ostatnio też Chiny.
Dla pasażera Dreamliner nie jest żadnym przełomem, ekran w poprzedzającym fotelu, konsola do gier, gniazdo zasilajace 110V i USB są już standardem we wszystkich szerokokadłubowcach na dalekich trasach.
Dla LOTu z obecnymi kłopotami finansowymi i awaryjnościa samolotu, fakt bycia pierwszą linią lotniczą w Europie z takim "kłopotem" może nie jest najlepszym rozwiązaniem? Oszczędności w spalaniu kilku procent paliwa w locie mniej, nie rekompensują utraty reputacji tudzież ciągłych kłopotów. Co więc powinien był zrobić LOT kilka lat temu? Postawić na sprawdzone rozwiązania, myśle tu o B777-200 lub A330. Na eksperymenty i nowinki techniczne stać bogatych.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)