6 obserwujących
80 notek
81k odsłon
  972   0

Uniwersytet Stulecia - marzenia o elitarnym uniwersytecie w Polsce

Dyskutanci radiowi podnosili spodziewaną, ożywczą rolę regularnych, co cztery lata, ocen polskich szkół wyższych. Po co tyle czekać na złe wiadomości? - W wiodących krajach anglosaskich takie oceny (formalnie lub półformalnie) są co roku. Od asystenta do profesora. Jeżeli profesor nie osiąga lokalnych minimów (n.p. publikacyjnych, grantowych) to udziela mu się delikatnej ale wyraźnej pisemnej zachęty, po roku – silnej zachęty, a po 3 latach – ostrzeżenia prowadzącego do eleganckiego zwolnienia. A młodym po prostu nie przedłuża się kontraktu (najczęściej 5 letniego) lub nie udziela się “tenure” (coś w rodzaju lokalnej habilitacji). Nie można czekać  kolejnych 4 lat, aby dowiedzieć się, czy nastąpiła jakaś poprawa. A chętnych jest dużo, młodsi czekają. Uposażenia i perspektywy emerytalne są oczywiscie “godziwe”, szczególnie dla profesorów. Przejawy nielojalności lub jakiekolwiek dorabianie (n.p. poprzez ekspertyzy) lub nie odprowadzenie dla własnej uczelni n.p. 15% narzutu z grantu lub oficjalnego zlecenia kończy sie zwolnieniem tak, że nie wielu próbuje. O dwuetatowosci nikt nie słyszał. To tak egzotyczne jak, za przeproszeniem, oficjalna bigamia.

Zmartwiła mnie duma, z którą wiceminister uczestniczący w dyskusji informował, że konsultowano wszystkie możliwe środowiska aby poznać ich postulaty. A skąd to owi  młodzi lub ci bez doświadczenia, chociaż życzliwi, mają wiedzieć, jak ma działać sprawny uniwersytet, który musi konkurować na rynku miedzynarodowym ? – To nie są sprawy intuicyjne. Nie może być tak, ze Konstytucja dla Nauki jest efektem kompromisu różnych zdań, interesów, doświadczeń i perspektyw.

Jeden “elitarny” uniwersytet bardzo by się Polsce przydał

Jeden “elitarny” uniwersytet bardzo by się Polsce przydał po latach niewoli i upokorzeń. Od niego dzielą jednak skutki wojny, później lata PRLu, braku lustracji (tak jak w Niemczech czy Czechosłowacji, o czym wspomniano) no i późniejszych zaniedbań.  Ewolucji można poddać uniwersytety już istniejące. Niemal trzy lata temu napisałem felieton:

https://www.salon24.pl/u/j-krzemieniecki/585482,polityka-porownuje-rektorow-cambridge-i-uj

gdzie Polityka (czasopismo) porównała nowomianowanych wtedy rektorów uniwersytetów Cambridge i Jagiellońskiego. Proszę to sobie dla informacji przejrzeć, to się Państwo zdziwicie.

Jeżeli chcemy mieć w Polsce pierwszy, potencjalnie na poziomie międzynarodowym, uniwersytet “elitarny” to należy zacząć od tego, aby  znaleźć na świecie naukowca polskiego pochodzenia (tacy są tam), o doświadczeniu takim jak sir Leszek Borysiewicz, a nie, jak kontrastuje Polityka, takim jak na UJ. Rektor musi bowiem prowadzić uniwersytet do przodu, a nie być zakładnikiem kadry akademickiej i uczestniczyć bezwolnie w skandalicznym spadku UJ w prestiżu rankingowym (o czym w omawianej dyskusji radiowej tylko wspomniano).

A co dalej ? – Należy powołać nowy, prywatny uniwersytet, aby móc się uwolnić od rozmaitych biurokratycznych przepisów i przeciwskutecznych, a zadawnionych zwyczajów. Może to mogłaby być “spółka Skarbu Państwa”, a może - lepiej - kreacja jakiejś prywatnej fundacji ?  - W każdym razie należy ją utworzyć na wzór konkretnego, wybranego uniwersytetu anglosaskiego. Osobiście polecam wzór australijski: https://www.salon24.pl/u/j-krzemieniecki/562077,odplatnosc-za-studia-w-australii-elitarnosc-uniwersytetow

Dalej jest juz “z góry”. Uniwersytet Stulecia (może Niepodległości ?) powinien znajdować się najlepiej blisko Krakowa lub Śląska, ale nie w Warszawie. Należy mu wybudować piękny campus. Nawet nieduży, na początek. Na campusie powinny także być collegia (domy akademickie) z refektarzami. A równie ważne – musza być przyzwoite “common rooms” (sale do spotkań) dla studentów, dla doktorantów i osobno dla kadry akademickiej. Każdy z departamentów powinien posiadac dodatkowy własny “common room”, gdzie wszyscy pracownicy akademiccy, szczególnie profesorowie, spotykaja sie tradycyjnie codziennie (choć nieobowiązkowo) rano na kawę i popołudniu na herbatę. Nikt nie ma drugich etatów do "obskoczenia" J, więc jest okazja, aby móc udzielać szybkich konsultacji doktorantom lub dowiedzieć się od kolegi, co słychać. Byłoby dobrze, gdyby w czasie przerwy lunchowej jakiś sponsor lub bogaty absolwent ufundował raz na zawsze ciepłą zupę choćby w dnie parzyste, co przyciągnie chętnych (z własnymi kanapkami) do regularnego, ale  “nieformalnego” seminarium departamentalnego. Albo profesor A opowie, co widział w Super University na konferencji przed tygodniem. Kto był na porządnym uniwersytecie, to wie, o czym piszę.

Nowy rektor mianuje “executive deans”, a ci bedą rządzić wydziałami. Rad wydziałowych w polskim wydaniu praktycznie nie będzie, a szczególnie czasochłonnych otwierań przewodów doktorskich. Nie mówiąc już o tradycyjnych w Polsce obronach doktoratów, do czego wystarczą komisje, a w niektórych krajach anglosaskich – zwykłe seminarium. Trudno mi pisać o wszystkim. Wspomnę tylko o najważniejszej w końcu sprawie, czyli o kształceniu studentów. Studenci powinni mieć szanse spotykania wybitnych ludzi i niezwykłych kolegów, aby nawiązywać i budować kontakty na przyszłość. Muszą miec okazję do działania w przeróżnych klubach i próbowania sił w debatach.  To tak w wielkim skrócie.

Lubię to! Skomentuj25 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo