źródło grafiki: https://www.polskatradycja.pl/folklor/stroje-ludowe/slask.html
źródło grafiki: https://www.polskatradycja.pl/folklor/stroje-ludowe/slask.html
Jacek Silesia Jacek Silesia
912
BLOG

Zamieszanie wokół "języka" śląskiego.

Jacek Silesia Jacek Silesia Prawo Obserwuj temat Obserwuj notkę 38
Sejm i Senat wiosną 2024 r. swoimi większościami znowelizował ustawę o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym, tym samym postanowiono, że śląsko godka ma status języka regionalnego. Wszyscy zwolennicy języka śląskiego teraz spoglądają na pałac prezydencki, a tam prezydent prawdopodobnie przymierza się jednak do zawetowania ustawy, chociaż jeszcze przed procedowaniem ustawy w sejmie spekulowano, że może ustawę podpisze. Zresztą tak ciągle uważa też jeden z liderów Ruchu Autonomii Śląska Henryk Mercik. Czas pokaże jak będzie.

Język śląski versus „język” śląski. 


Wobec języka śląskiego trwa gorący spór o to, czy jest językiem, zespołem gwar, etnolektem śląskim lub dialektem języka polskiego. Osobiście najczęściej używam sformułowania śląsko godka.

Przeciwnicy uznania mowy śląskiej za język regionalny powołują się na opinie, choćby prof. Jana Miodka czy prof. Franciszka Marka, ale zwolennicy tezy o języku regionalnym tez mają swoich profesorów m.in. Panią Jolantę Tambor, czy prof. Henryka Jaroszewicza. Trzeba jednak uczciwe przyznać, że prof. Tambor i prof. Jaroszewicz sporo się napracowali w kierunku stworzenia argumentacji ( z którą nie trzeba się zgadzać) za istnieniem osobnego języka śląskiego. Ten ostatni nawet napisał „Zasady pisowni języka śląskiego”, gdzie pisze m.in., cyt: „Z genetycznego punktu widzenia trzeba przyznać śląska mowa wchodzi wespół z językiem kaszubskim i językiem polskim do grupy lechickiej języków zachodniosłowiańskich . Trzeba jednak jednak dodać, że na dzisiejszy kształt języka śląskiego – głównie w obrębie leksyki – w zauważalny sposób wpłynął język niemiecki, w mniejszym stopniu także język czeski.”. Wbrew pozorom do dość ważny fragment, pokazujący, że wśród zwolenników języka śląskiego nie ma tylko nieprzejednanych szurów piszących o wielowiekowej alienacji śląskiej mowy wobec innych języków, szczególnie polskiego. Lecz jasno pokazujący, że śląska mowa podobnie jak cały region Śląska był strefą zewnętrznych oddziaływań, w tym przede wszystkim niemieckich. W opracowaniu tym jest też jedna teza mocno dyskusyjna, otóż prof. Jaroszewicz uważa, że słynne zdanie z „Księgi Henrykowskiej” „day ut ia pobrusa, a ti poziwai” za zabytek języka śląskiego. Jest to opinia kontrowersyjna i mocno dyskusyjna, gdyż zdanie te jest również postrzegane jako zabytek języka staropolskiego.


Prof. Tambor w jednej ze swych publikacji, w której popiera nadanie śląszczyźnie statusu języka regionalnego pisze, cyt: „Kolejną kwestią, zwracającą uwagę w wynikach spisowych, jest duża liczba osób, które zadeklarowały (jako pierwszą lub drugą) tożsamość śląską: 846 719. To prawie cztery razy więcej niż liczba deklaracji kaszubskich i prawie sześć razy więcej niż ma ich największa spośród ustawowo uznanych mniejszości narodowych w Polsce, czyli niemiecka. Język śląski (bez względu na to, czy uznajemy etnolekt śląski za język czy też nie) jako ojczysty wskazało 140 012 respondentów, czyli prawie trzy razy więcej niż język niemiecki, a ponad dziesięciokrotnie więcej niż kaszubski. Jeśli zaś weźmiemy pod uwagę deklaracje dotyczące języka używanego w domu, to proporcje w stosunku do kaszubskiego i niemieckiego się wyrównują (5:1), ale liczba wskazań śląskiego jako języka pierwszego, domowego wzrasta do 529 377.”

„Zatem w dzisiejszych czasach i w dzisiejszym świecie kodyfikacja etnolektu śląskiego jest niezbędna. Jest niezbędna, gdyż jest w Polsce uznawana za jeden z koniecznych warunków przyznania mu prawnego statusu języka regionalnego. Ów prawny status z kolei jest niezwykle istotny choćby z dwóch powodów: prestiżowego i materialnego. Wyższy prestiż ma w społeczeństwie etnolekt, który można nazwać językiem – potocznie nazwa gwara ma wydźwięk pejoratywny (m.in. ze względu na liczne konotacje socjalne, potwierdzane w słownikach: gwara przestępcza, złodziejska, więzienna). Nie bez znaczenia są również kwestie ekonomiczne – status języka regionalnego ułatwia pozyskiwanie środków (ze źródeł krajowych i choćby unijnych) na ochronę i promocję tegoż języka: inicjatywy edukacyjne, programy medialne, publikacje itp” 


Dalej napisała, cyt: „Europejska Karta Języków Regionalnych lub Mniejszościowych jest bardzo ważnym europejskim dokumentem. W Preambule do niej „podkreśla się wartość wielokulturowości i wielojęzyczności i uznaje, że ochrona języków regionalnych bądź mniejszościowych i poparcie dla nich nie powinny przebiegać ze szkodą dla języków oficjalnych i potrzeby ich poznawania”. Europejska Karta stanowi więc dokument bogactwa kulturowego każdego państwa, a nie narzędzie zubożenia kulturowo-językowego państw, które ją ratyfikują. Języki mniejszościowe i regionalne wymienione w akcie ratyfikacyjnym Karty są językami używanymi na terytorium danego kraju tylko w pewnych sytuacjach i w pewnych regionach, stanowiących integralną część każdego państwa. Nie są w żadnym razie zagrożeniem dla języka oficjalnego, urzędowego, państwowego."


Tak więc prof. Tambor powołuje się na spis powszechny z 2011 r. (w 2021 r. spis powszechny pokazał, że liczba deklarujących się Ślązaków  jest mniejsza, niż w 2011 r.), który pokazuje, że więcej osób w Polsce posługuje się nieuznawanym oficjalnie językiem śląskim, niż uznawanym językiem kaszubskim, oraz uważa, iż język regionalny wzbogaca kulturowo dane państwo i nie wpływa na główny język urzędowy.


Jednak naukowe badania, lub opinie są wtórne często jeżeli chodzi o proces legislacyjny i decyzyjny. O tym, czym język śląski istnieje bądź nie, decydują tylko i wyłącznie politycy. Nie spisy powszechne, nie referaty lingwistów lub historyków. Sejm i Senat uchwaliły ustawę o języku śląskim, ale władza wykonawcza może to zawetować. Co wtedy? Język śląski istnieje, czy nie?  Dlatego ten spór będzie się toczył niezależnie o tego co zdecydują posłowie i senatorowie, których kompetencje często też pozostawiają wiele do życzenia. Kolejną kwestią jest szczerość polityków optujących za językiem śląskim. Jeden z piewców śląskiego języka lewicowy europoseł Łukasz Kohut swego czasu napisał na social mediach, że nie jest Polakiem, jest Ślązakiem. Nie od dziś wiadomo, że język śląski jest tylko polityczną przystawką dla środowisk ślązakowskich, gdzie także nie brakuje elementu separatystycznego, a kolejnym postulatem jest uznanie Ślązaków za mniejszość etniczną. Tu zdecydowanie spór może być dużo gorętszy, gdyż jednak zdecydowanie większa liczba Ślązaków deklaruje się jednocześnie Polakami (ostatni spis powszechny) i nie muszą chcieć, aby za pomocą ustawy ktoś im przypinał dodatkową etniczność, gdyż jak to często sami ślązakowcy mówią, narodowość to odczucie subiektywne ;). Od razu dopiszę, że mój największy sceptycyzm dotyczący języka śląskiego dotyczy jego politycznej i ideologicznej konotacji. Dla mnie osoby pokroju Rossy i Kohuta, które głoszą progresywne poglądy nie są reprezentantami śląskich interesów.

A co do w/w elementu separatystycznego wśród tzw. śląskich ruchów, to proszę przyjrzeć się tej mapce na dole. Znajdę czas to napisze więcej, gdyż grafik z podobnym przekazem jest więcej w Internecie. 

image

Pora trochę skrytykować też przeciwników języka śląskiego...z których wielu na Górnym Śląsku posługuje się na co dzień śląską godką. Przez lata było wiadomo, że w województwie śląskim jest kilkaset tysiąc osób posługujących się mową śląska. Nikt z tzw. prawej strony politycznej nie przedstawił tym ludziom oferty politycznej w tym zakresie. A przecież można było zastąpić język regionalny zespołem gwar lub dialektem i nadać temu odpowiednie ramy prawne. W ostatnich wyborach parlamentarnych jeden z kandydatów Konfederacji (Ślązak z Świętochłowic) miał taki pomysł, lecz nie przebił się z tą ofertą wewnątrz swego ugrupowania. Tak więc brak realnych działań niesie ze sobą pewne konsekwencje, aczkolwiek warto mieć na uwadze, że kilku posłów PiSu ze Śląska ustawę o języku śląskim poparło.

Język śląski zniszczy gawry śląskie? 


Prof. Miodek swego czasu mówił, że język śląski będzie trudno skodyfikować, a prof. Marek uznał, że kodyfikacja śląskiej mowy zdeprecjonuje kilkanaście innych gwar. 

Przytoczę tutaj fragmenty felietonu Artura Marcisza z Nowin, cyt: „Jako Ślązok z dziada pradziada i od urodzenia mieszkający na południu Śląska, od pierwszych słów godający po śląsku, po swoimu śląsku, mam spore rozterki związane z tym, co się obecnie dzieje wokół śląskiej godki  


W różnych miejscach Śląska, różnie się po śląsku godo. Inaczej na Nikoszowcu, skąd w ostatnich dniach sondaże społeczne robią wszelakie ogólnopolskie stacje, którym Śląsk zazwyczaj ogranicza się do Katowic i okolic. Inaczej godo się na Raciborszczyźnie, inaczej na Śląsku Cieszyńskim, inaczej w okolicach Wodzisławia Śl. Ba, różnice występują nawet na poziomie gmin. 


Ponad rok temu od pewnego ważnego i wpływowego Ślązaka z Gliwic, który co prawda nie godo w gwarze, ale jest całym sercem za językiem śląskim, usłyszałem, że oczywiście kodyfikowana będzie wersja katowicka. "No bo to naturalne, że uczyć należy języka używanego w stolicy regionu."

No i to jest problem, który z czasem stanie się poważnym problemem. Szczepan Twardoch ostatnio w Kanale Zero powiedział, że sobie oni poradzą. Oni, czyli samozwańcza rada języka śląskiego. Czy aby na pewno? Osoby znające temat gwar śląskich wiedzą, że najbardziej w procesie kodyfikacyjnym może ucierpieć gwara cieszyńska (mówi się też dużo o gwarze lublinieckiej), która faktycznie na tle reszty gwar się wyróżnia. Na marginesie dopiszę, kiedyś byłem świadkiem jak jedna Pani powiedziała -pieronowa bizantyja, co oznacza pieronowa awanturnica. A skąd ta bizantyja, a no Pani wypowiadająca te słowa była spod Cieszyna. Przy okazji z moich rodzinnych Rydułtów cesta (czyli droga w gwarze cieszyśńkiej) do Cieszyna nie jest długa. Przykładów można mnożyć, bo samych gwar śląskich jest kilkanaście. Uważam, że nie ma szans, aby gwary nie ucierpiały, chyba że powstanie rada języka śląskiego, która także będzie zrzeszać osoby z poszczególnych regionów, które spróbują powalczyć o to, aby kodyfikacja języka śląskiego mająca na celu  utrzymania mowy śląskiej przy życiu, nie doprowadzi do jej faktycznej likwidacji


Język śląski i jego instytucjonalizacja


Czytam niektórych zwolenników języka śląskiego to człowiek nie wie czy się ma śmiać, czy płakać Niektórym wydaje się, że wszystkie procesy wdrażanie języka śląskiego potrwają chwilkę i wszyscy wkoło będą szprechać.

Po kolei. Ustawa pozwoli uczyć język śląskiego w szkołach, a nawet (z pewnymi ograniczeniami) zdawać maturę. Ale do tego trzeba mimo wszystko nauczycieli...których nie ma. Wiem, za chwilę ktoś powie jestem pedagogiem i godom po śląsku. To ja od razu zapytam, jaka uczelnia ma swoje wydziały, na których można studiować język śląski? Tak, ślązakowcy, chcecie uczyć śląskiego najpierw stwórzcie instytucje od edukacji szczebla wyższego począwszy. Do tego dochodzi kwestia rady języka śląskiego, bo niby już taka jest i można się dowiedzieć o niej tyle, cyt: „Powstała w grudniu 2023 roku, a pod swe skrzydła wzięło ją Stowarzyszenie Pro Loquela Silesiana – Towarzystwo Kultywowania i Promowania Śląskiej Mowy. Radę utworzyli przedstawiciele śląskich środowisk akademickich, pisarze, tłumacze, artyści, wydawcy i dziennikarze. Jej członków łączy miłość do Śląska i wspólny cel: uznanie języka śląskiego za język regionalny.”
Więcej: tutaj


Dobrze niech stowarzyszenia działają, jako legalnie działające podmioty prawne,  ale jeżeli ma powstać prawdziwa rada języka śląskiego, to powinna ona wyjść już z jakiejś istniejącej instytucji jak np. rada języka polskiego, bądź powinna zostać formalnie powołana np. przez Polską Akademię Nauk. Samozwańcze rady to domena pewnej złej ideologii, a prawne warcholstwo nie jest dobrą wizytówką organizacji, które Śląsk wymienia przez wszystkie przypadki.

Ustawa także pozwala używać języka śląskiego jako języka pomocniczego w gminach, gdzie według spisu powszechnego ponad 20% mieszkańców posługuje się na co dzień śląszczyzną, a urzędnicy, którzy poświadczą jego znajomość będą mogli dostać dodatek do pensji. No i znowu pytanie, kto będzie dawał przysłowiowy papier urzędnikowi poświadczający jego znajomość języka śląskiego, skoro nie jest jeszcze odpowiednio skodyfikowany oraz nie ma instytucji formalnych trzymających nad nim pieczę. Proces wdrażania języka śląskiego w szeroko rozumiany obszar instytucjonalny (edukacja, administracja) nie potrwa więc kilka miesięcy, lecz kilka lat, no, chyba że ma to być robione dla picu i osobistego szpasu niektórych środowisk na Górnym Śląsku.

Ustawa także daje możliwość dofinansowania ze środków publicznych organizacje, które będą dbać i propagować język śląski. A więc tu przeciwnicy języka śląskiego mogą się wykazać. Zamiast narzekać i straszyć, że środki publiczne pójdą do RAŚu, załóżcie swoje organizacje i korzystajcie. Parę pomysłów od razu do głowy przychodzi np. biografia Wojciecha Korfantego w śląskiej mowie, albo publicystyka Pawła Musioła. W myśl zasady nie palcie komitetów, zakładajcie swoje. Klasyk oczywiście jest dobrze znany. W końcu polski patriotyzm też ma barwy Górnego Śląska.

Język śląski jest więc ciągle dużą niewiadomą. Jego polityczni mocodawcy nie powiedzieli ostatniego słowa, co prawda będą kluczyć i wić się jak Kohut na otrzymane pytanie, czy jest Polakiem, lub nie. Mimo tego ich zły kierunek działań jest znany. Jednak z drugiej strony śląska tożsamość oraz kultura wymaga wsparcia i ochrony, gdyż jest na to pewne zapotrzebowanie na Górnym Śląsku. Ględzenie oraz straszenie Niemcami nie pomoże. Za to praca organiczna już dobrym kierunkiem, co w swej historii Polacy, także ci na Śląsku udowadniali. 


Historia Historia Śląska https://buycoffee.to/jacsilesia

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka