Kumpel z podstawówki zapytał mnie co ja sądzę o wyroku uniewinniającym S. Kociołka, który w Grudniu 1970 r. był sekretarzem wojewódzkim pezetpeeri w Gdańsku i jak bardzo jestem niezadowolony.
Chyba udało mi się go zaskoczyć, bo odpowiedziałem, że „sądzę” o tym wyroku bardzo dobrze i absolutnie nie jestem niezadowolony.
Oczywiście, wtedy, w Grudniu 1970 r. powinien stulić mordę i nie gadać głupot w telewizji… Zrobił jak wiadomo inaczej, co nie oznacza, że był winny masakry, która kilka godzin po jego wystąpieniu nastąpiła… Nie on jednak dał rozkaz strzelania do ludzi. Brak jest podstaw do tego, by uznać iż był to zbrodniarz-ludobójca niemalże, jak wielu by chciało rozumując tak: wieczorem namówił ludzi do przyjścia do pracy w gdyńskiej stoczni, a rankiem kazał do nich strzelać… Nic takiego nie miało miejsca… Strzelać kazał kto inny…
A tym innym był ówczesny I sekretarz Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej towarzysz Wiesław, czyli Władysław Gomułka… Ponieważ to on podjął decyzję o użyciu broni wobec robotników cała ta organizacja okryła się hańbą… a jej sztandar krwią robotników, tak jak to komuniści śpiewają w swoich piosenkach… By tego „odium” uniknąć wymyślono wersję z Kociołkiem jako sprawcą masakry… Tymczasem to nie on, to pezetpeeria z towarzyszem Wiesławem na czele…
Front ludzi zaangażowanych w ten manewr, zgodnie z zasadą "zawsze chroń pierwszego" był duży… w zasadzie ta piosenka, że Janek Wiśniewski padł… i na drzwiach ponieśli go świętojańską też była ważnym punktem tego frontu… Bo przecież pezetpeeria musiała dalej rządzić Polską tym razem z tow. Gierkiem na czele… Musiała, chociaż już wtedy jaki organizacja przestępcza powinna być rozwiązana…
Istnieją liczne wypowiedzi Gomułki, w których nie ukrywał on, że był zwolennikiem rozwiązania siłowego… Do zastosowanie takiego rozwiązania namawiał Jaruzelskiego… 10 lat później…
Inne tematy w dziale Polityka