Jakelo Jakelo
268
BLOG

O pozycji kobiety w polityce.

Jakelo Jakelo Polityka Obserwuj notkę 3

 

Z okazji wyborów samorządowych w Łodzi szczególniej niż w innych miastach ujawnia się zagadnienie udziału kobiet w życiu politycznym. Z dziewięciu (jak dotychczas kandydatów) 1/3 to kobiety, przy tym dominującym nurtem dywagacji jest to, która z dwóch kobiet zostanie prezydentem miasta w zbliżających się wyborach. 

Popadliśmy w syndrom pomylenia „szyi” z „głową”. W wolnych chwilach przeglądam książkę S. Cata-Mackiewicza „Europa in flagranti” poświęconej życiu politycznemu na starym kontynencie sprzed stu lat. Pisze tam ten „wilniuk”, że o stosunku płci w polityce można mówić tylko na podstawie autopsji, wrażeń własnych. Moje „wrażenia” z udziału kobiet w polityce, np. w Łodzi są jak najbardziej negatywne. W opinii „Żubra” kobiety w Polsce żadnych praw politycznych nie potrzebowały zdobywać, bo zawsze, chociaż ich nie posiadały, rządziły naszym krajem. I Konstytucja 3 maja i powstania i inne wielkie wydarzenia w Polsce były dziełem nie tyle Polaków, co Polek. Polki były wg. znanego powiedzenia szyją, która kręciła polityczną głowę w tę lub inną stronę. Naród polski to naród, w którym rządzą nie mężczyźni, ale kobiety. Rzecz zrozumiała nie bezpośrednio, ale „z tylnego siedzenia”.

I w zasadzie nie mam nic przeciwko temu, żeby kobieta, kiedy trzeba była „szyją, która kręci głową”, zwłaszcza kiedy głowa bywa ociężała i nie potrafi wykonać ruchu we właściwym kierunku. To nie tragedia. Tragedia ma miejsce wtedy, kiedy ktoś myli „szyję” z „głową”, czyli wtedy, kiedy kobiety zaczynają rządzić bezpośrednio. Bo „szyja”, choć pożyteczna, nie ma tych zdolności co „głowa” i choćby nie wiem co się stało nigdy ich mieć nie będzie. Bo kobiety i mężczyźni mają różną przydatność do funkcji społecznych wynikającą z naturalnych uwarunkowań, nie zaś jak chcą tego „genderystki” z przypisanych im kulturowo funkcji społecznych. Umysł kobiety jest inny niż mężczyzny i skierowany bardziej retrospektywnie, porządkująco i jest umysłem mniej „odkrywczym” skierowanym ku przyszłości.    

Jeżeli jakaś kobieta nadaje się do powierzenia jej funkcji decyzyjnych, do tego żeby być „głową”, to może nią być niekiedy kobieta grubo po klimakterium, u której pewne funkcje biologiczne są już le passè. Wskazywał na to J.M. Bocheński w książeczce „Sto zabobonów”.

Rozglądając się wokół, z przerażeniem stwierdzam występujące na coraz większą skalę mylenie „szyi” z „głową” i powierzanie kobietom roli głowy. Stopień przerażenia wzrasta, kiedy stwierdzam, że są to kobiety prawdopodobnie już albo jeszcze przechodzące ww. procesy biologiczne.

Kobiety, z małymi wyjątkami, to rozumieją i stąd niewielki ich odsetek pośród polskich głów politycznych. Widać to przy układaniu list wyborczych w wyborach do których Kodeks wyborczy wymaga obecności kobiet nie mniej niż 35%. Obowiązuje to tylko w przypadku miast na prawach powiatu, analogicznie jak w wyborach parlamentarnych na listach sejmowych a nie kandydatów na senatorów, co już nadaje się do uchylenia przez TK. W praktyce zmusza to do umieszczenia na liście kandydatów najmniej dwóch imion i nazwisk żeńskich przy liście 5-osobowej, a czterech przy liście 9-osobowej. Sprawia to, że kobiet musi być od 40 do 44%. I są ze znalezieniem imion i nazwisk żeńskich, zezwalających na umieszczenie ich na liście kandydatów poważne kłopoty. Bo owszem, „szyją” to kobiety nadal chcą być, ale nie „głową”.

Jakelo
O mnie Jakelo

Prawnik

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka