La vedetta łódzkiej telewizji red. Magdalena Kamińska przedstawiła felieton, który zainspirował mnie do napisania niniejszego tekstu. Z felietonu wynikało, że życie rodzi przed wymiarem sprawiedliwości karnej kwestie coraz to nowe, z którymi ma on problemy, a rozwiązanie których w szeroko pojętym społeczeństwie wywołuje coraz częściej salwy śmiechu.
Z felietonu wynikało, że do surowej reakcji karnej za kradzież batoników i dalszych prawnych konsekwencji za tego typu czyny doszło nowe zagadnienie - czy umieszczona na "fejsbuku" fotografia zabawki robiącej wrażenie "miednicy" do gry w ruletkę jest przedmiotem czynności wykonawczej przestępstwa albo wykroczenia skarbowego określonych w art. 110a kks i tym samym, czy umieszczenie tej fotki było to umieszczeniem zakazanej reklamy hazardu. Sąd w trybunalskim mieście Piotrkowie uznał, że jest. Czy miał rację?
Zgodnie z przepisami zawartymi w tym artykule promowanie lub reklamowanie m.inn gier cylindrycznych (a taką jest ruletka) w sposób sprzeczny z ustawą stanowi przestępstwo zagrożone grzywną albo też, jeżeli sąd dopatrzy się przypadku mniejszej wagi, wykroczenie. Dotrzemy do ustawy regulującej gry hazardowe i juz będziemy w domu. Ustawa określa w art. 26 ust. 8 że niedozwoloną reklamą lub promocją m.in gier cylindrycznych, czyli także ruletki jest również reklama lub promocja przedmiotów i usług, których nazwa, znak towarowy, kształt graficzny, lub opakowanie wskazuje podobieństwo lub jest tożsame z oznaczeniem tych gier. Z tego przepisu, jak sadzę, organa celne oraz sąd wysnuły wniosek, że umieszczone na "fejsbuku" zdjęcie najwyraźniej szczęśliwego nabywcy "miski" do ruletki pochylonego nad nowym nabytkiem stanowi reklamę gry cylindrycznej, do której podobne "miski" są używane.
Człowiek ów zdecydował się uchylić przed światem rąbka swojej prywatności i wpadł w tarapaty. Gdyby zamieścił fotkę z planszami do szachów albo chińczyka, kompletem bierek albo pchełek, świat by o nim nie słyszał, jako że nie sięgnęły by po niego zachłanne ręce służby celnej oraz wymiar sprawiedliwości... Zadziwiająca rzecz. ww. przepis ustawy zaledwie w przypisie rozszerzającym został przytoczony w pracy "Prawne aspekty hazardu", związanego ze służbą celną G. Skowronka. Dziwię się, że tak ważny przepis znalazł miejsce na komentarz tam gdzie znalazł, choć dziwić się nie powinienem, bo przecież G. Skowronek nie będzie podcinał gałęzi na której siedzi i ma się dobrze. Zaciekłą krytykę tego przepisu znalazłem dopiero w komentarzu do kks, autorstwa L. Wilka. Autor (nie związany ze służbą celną) zarzuca tej konstrukcji prawnej, będącej niezwykle rozszerzającą definicją reklamy i promocji "jedynie to", że czyni z norm prawnych zawartych w art. 110a kks - jako że odsyłają do treści tej ustawy - "lex incerta". Zarzut ten w cywilizowanym świecie jest najcięższym zarzutem jaki można postawić ustawodawcy i owocom jego działalności w zakresie prawa karnego. Znany nam z fotki na "fejsbuku" właściciel "miski" łudząco podobnej do tych, przy których padają słowa "rien ne va plus" może mieć zatem satysfakcję, że został skazany na podstawie przepisu, którego treść urąga współczesnym standardom normy prawnokarnej. Ale to mało...
Otóż, według dyrektywy 2006/114/WE UE reklama oznacza przedstawienie w jakiejkolwiek formie w ramach działalności handlowej, gospodarczej lub wykonywania wolnych zawodów w celu wspierania zbytu towarów lub usług, w tym nieruchomości, praw i zobowiązań. Odnoszę wrażenie, że dyrektywa ta ani twórcom ustawy, ani też organom celnym, ani też sądowi w sprawie nie była znana. Z zawartej w niej definicji reklamy jednoznacznie wynika, że uskuteczniana ona może być jedynie w ramach działalności gospodarczej (handlowej lub wolnego zawodu) a to jednoznacznie oznacza, że w świetle norm unijnych, które ponoć mają moc prawną także i w Polsce, ów podsądny z Piotrkowa żadnej reklamy nie prowadził. Trudno bowiem uznać za działalność gospodarczą uchylenie gronu "fejsbukowych" znajomych rąbka swojej prywatności przez umieszczenie fotografii, która przedstawia go pochylonego nad przedmiotem łudząco podobnym do standardowego wyposażenia kasyna. Mamy zatem zaistniały w mieście trybunalskim przypadek skazania za czyn, który nie wyczerpywał znamion przestępstwa prowadzenia niedozwolonej reklamy, jako że ta w myśl przepisów unijnych nie była ona prowadzona. "Przedstawienie" o którym mówi przepis unijny, zabawki łudząco podobnej do prawdziwej ruletki okolicznościach życia prywatnego, poza działalnością gospodarczą nie może być traktowane jako reklama.
Cóż jeszcze można napisać pod adresem ustawodawcy ponad to, że kreując zakaz reklamy hazardu stworzył "lex incerta"? Wskazałbym, że już w latach 70-tych XXw. ustawodawca wprowadzając nowe kodyfikacje karne z rezygnował z penalizacji wytwarzania przedmiotów "łudząco podobnych" do innych tj. do pieniędzy i papierów wartościowych. Prawo o wykroczeniach z 1932r. jeszcze zakazywało produkcji przedmiotów łudząco podobnych do banknotów (np. papierowych serwetek z wydrukiem banknotu) lub monet (medalionów o wyglądzie jednodolarówki), uznając że jest to niezbędne z uwagi na nierówny rozwój świadomości jednostek społeczeństwa. W latach 70-tych XXw. podczas prac nad nowym prawem wykroczeń uznano, że produkcja takich przedmiotów-zabawek łudząco podobnych do pieniądza nie powinna już być czynem karygodnym, z uwagi na wzrost świadomości społecznej.
Wprowadzona kilka lat temu penalizacja profesjonalnej prezentacji przedmiotów-zabawek łudząco przypominających oryginalne narzędzia i gadżety hazardowe jest w pewnym sensie cofnięciem prawa karnego wstecz, a spowodowana jest przekonaniem o niskiej świadomości społeczeństwa lub też jego wysoką skłonnością do hazardu.
Inne tematy w dziale Polityka