Jarek Cyrankiewicz Jarek Cyrankiewicz
33
BLOG

Rok nie wyrok

Jarek Cyrankiewicz Jarek Cyrankiewicz Polityka Obserwuj notkę 0
No i minął jak z bicza strzelił rok od wyboru Lecha Kaczyńskiego na miłościwie nam panującego Prezydenta RP (przepraszam, że nie wstawiam liczebnika przy RP, ale trochę się pogubiłem przy numeracji). Jaka to była prezydentura?
Zaczęła się od publicznego złożenia meldunku prezesowi PiS (prywatnie bratu bliźniakowi) o wykonaniu zadania. Podobnie jak dużej części Polaków umknął mi ironiczny kontekst tej sytuacji, pozostało zaś wrażenia, że jest to pierwszy krok do zawłaszczenia państwa dla jednej opcji politycznej i dla jednego sposobu myślenia o państwie, polityce, historii, społeczeństwie.
Jak się wydaje – prezydent gardzi metodami public relations uważając, że nie przystoją poważnemu politykowi. Pewnie ma w pamięci przykład Aleksandra Kwaśniewskiego. To lekceważenie umiejętności przekazania siebie skutkuje komunikowaniem się ze społeczeństwem poprzez sztywne telewizyjne orędzia (takie jak wystąpienie, w którym zapowiedział, że nie rozwiąże sejmu) i mamrotanie niedopowiedzeń i insynuacji w stylu: „Pani sędzia Mojkowska nie jest osobą, której nazwiska nie znam. Wiem z jakich środowisk się wywodzi. To nie powinno mieć żadnego znaczenia, ale wczoraj straciłem tę pewność, że to takiego znaczenia nie ma”.
Wielkość polityka poznaje się po tym, jakich ma doradców i jaki ludźmi się otacza. Lech Kaczyński najwyraźniej postawił na miernych, ale wiernych. Potrzeba ciągłych konsultacji z braćmi K. Minister Spraw Zagranicznych, pani Anny Fotygi, pewnie przejdzie do historii polskiej dyplomacji. Należałoby się zastanowić, po co nam taki minister, skoro prezydent – zgodnie z konstytucją – przejął wszystkie jej obowiązki. Drugi przykład to Szef Kancelarii, Aleksander Szczygło, który największe sukcesy święci w mediach wypowiadając wszystkie swoje kwestie z butą i arogancją graniczącą z bełkotem. Na przykład (cytuję fragment Kontrwywiadu RMF FM 10 października 2006):
Konrad Piasecki: Pytam, czy pan i prezydent wyobrażacie sobie sytuacje, gdy Lepper pojawia się w Pałacu Prezydenckim i prezydent wręcza mu tekę wicepremiera i ministra?
Aleksander Szczygło: Przy mojej wyobraźni i zachwycie nad literaturą piękną mogę sobie to wyobrazić.

Właściwie jedyną sensowną rzeczą, jaką usłyszałem od ministra Szczygło, była zapowiedź w „Trójce” Polskiego Radia wspaniałego utworu The Alan Parsons Project pod tytułem „Sagrada Familia”.
Pozostaje jeszcze minister Andrzej Urbański, który podejrzany o robienie interesów z oskarżonym o korupcję Ryszardem Nawratem złożył dymisję podpierając się frazesem: „Otoczenie prezydenta RP musi spełniać ponadstandardowe normy.” Po kilku miesiącach cichcem wrócił. Co się zmieniło: otoczenie, prezydent, standardy czy normy?
O rezygnacji ze współpracy z Władysławem Bartoszewskim, a przede wszystkim o stylu, w jakim to zostało zrobione, nawet nie warto pisać.
Styl uprawiania polityki przez Lecha Kaczyńskiego i jego otoczenie doskonale obrazuje dęta afera rozdmuchana po publikacji przez niemieckie pismo "Die Tageszeitung" satyrycznego artykułu pt. "Nowy polski kartofel. Złodziejaszki, co chcą zawładnąć światem". W efekcie były żądania p. Fotygi reakcji niemieckich polityków, odwołanie wyjazdu na szczyt Trójkąta Weimarskiego pod pretekstem "dyspeptycznej dysfunkcji układu pokarmowego" (cokolwiek to oznacza) oraz powołanie pełnomocnika minister Anny Fotygi ds. ochrony i promocji wizerunku Polski w świecie. Nieźle, jak na jeden głupawy tekst w gazecie.
Pomysł na politykę zagraniczną to postawienie się zarówno Niemcom, jak i Rosji (Gazociąg Północny) oraz odejście od politycznej poprawności w kontaktach z Unią Europejską (optowanie za przywróceniem kary śmierci, odrzucenie konstytucji europejskiej). Tak złej prasy dawno już Polska nie miała, choć trzeba sprawiedliwie oddać, że po ostatnim szczycie UE w Lahti gazety dostrzegły rolę Lecha Kaczyńskiego w "uratowaniu honoru Europy wobec władcy Kremla". Czas pokaże, jakie skutki przyniesie taka polityka.
Być może się mylę, ale moje wyobrażenie o prezydenturze w wymiarze polityki krajowej, to prezydent stojący ponad partyjnymi podziałami, taki swoisty arbiter w życiu politycznym. Tymczasem jednak Lech Kaczyński nie chce i nie potrafi ukrywać swoich sympatii. Nie słyszałem jeszcze żadnej wypowiedzi prezydenta, w której nie powtarzałby jak mantrę tego, co wcześniej powiedział jego brat. Złośliwi mogliby powiedzieć, że tak właśnie bracia K. realizują ideę taniego państwa zatrudniając tego samego „fachowca” do pisania przemówień.
Prezydent Wałęsa objawił publicznie pomysł zderzaków (wtedy braci K.), które należy wymienić, kiedy się zużyją. Teraz PiS chce użyć, a w efekcie zużyć, prezydenta w ujawnianiu agentów WSI. Ciekawa koncepcja wikłania w bieżącą walkę i nieustanną szarpaninę.
Prezydentowi pozostały jeszcze cztery lata i mam nadzieję, że gorzej już być nie może. Mam także nadzieję, że nadejdzie kiedyś taki dzień, że prezydent podpisze dymisję Jarosława Kaczyńskiego, tak jak kiedyś podpisał odznaczenie gen. Wojciecha Jaruzelskiego Krzyżem Zesłańców Sybiru.

Prawo Schmidta: Jeśli psujesz coś dostatecznie długo, w końcu ci się uda. Obserwacja Einsteina: Są dwie rzeczy nieskończone: wszechświat i ludzka głupota. Nie upierałbym się przy wszechświecie. Giuseppe Tomasi Di Lampedusa: Wiele musi się zmienić, aby wszystko zostało po staremu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka