Wygląda na to, że zima dobiegła nareszcie końca. Jakby w rozpaczliwym geście agonalnej złośliwości topniejący śnieg w pełnej krasie ukazał rozmiar zniszczeń jakie przyroda wyrządziła drogom i chodnikom. No właśnie: czy aby tylko przyroda?
Człowiek uczy się powoli. Tym wolniej im wyższe stanowisko zajmuje. Może to jest przyczyną tego, że władze naszego miasta nie biorą sobie do serca konieczności kontrolowania i dokładnego rozliczania firm zajmujących się odśnieżaniem. Kolejny rok z rzędu zewsząd słychać sygnały o tym, że wykonawcy tzw: "utrzymania zimowego" na potęgę rozjeżdżają delikatne chodniczki ciężkim fadromami, zamiast wpuszczać na nie lżejsze i mniejsze pojazdy. I po raz kolejny słychać zapewnienia urzędników, że "przyjrzą się problemowi" i "wyciągną konsekwencje".
Problem w gruncie rzeczy jest śmieszny. Z jednej strony bezmyślność wykonawców, z drugiej inercja urzędników, z trzeciej tandeciarskość źle ułożonej kostki a z czwartej strony nieprawdopodobna czujność radnych, którzy wiecznie zaskoczeni co roku zadają to samo pytanie "Czy nie da się czegoś z tym zrobić?". Istny czworokąt niemocy.
Odpowiadając radnym: Tak, można coś z tym zrobić. Tylko po co? No bo po co psuć świetnie funkcjonujący układ? Przecież to, co w zimie jedna firma zepsuje, inna wiosną naprawi. Pieniądz rodzi pieniądz. I na nic prezydenckie zapewnienia, że niszczycielscy wykonawcy zostaną "zobowiązani do naprawy". No bo co to oznacza w praktyce? Że firma X od grudnia do kwietnia poodśnieża a potem za darmo naprawi to co zepsuła? A jak udowodnić, że to właśnie firma X rozpruła chodnik i że stało się to we wspomnianym okresie zwłaszcza, że wszystko leżało pod śniegiem? Zresztą, czy ktoś widział żeby ktoś reperował chodnik po sobie? Póki co nie jest pewne, czy nasze trakty odzyskają dawny wygląd po masowym rozkopywaniu na rzecz instalacji światłowodów, nie ma więc co mówić o prostowaniu kolein czy wymianie nadgryzionych przez pługi krawężników.
Oczywiście, że dobrze byłoby gdyby magistrat w końcu dopilnował tak banalnej sprawy, ale widocznie problemem jest obwarowanie specyfikacji przetargowej na utrzymanie zimowe srogimi karami umownymi za zniszczenie jezdni/chodnika/trawnika. I widocznie problemem jest też skwapliwe kontrolowanie stanu dróg przez straż miejską. W takim układzie wykonawcom nie opłaca się uważać na cokolwiek bo taniej wysłać w rejon jeden wielki pług, który omiecie i ulicę i chodnik, zamiast się rozdrabniać: tu wielka piaskarka, tu malutki traktorek. Tak jest po prostu taniej.
Plusy sytuacji są takie, że ktoś zarobi na naprawie tych wszystkich chodników. No i radni mogą się chwalić, że dostrzegli problem.
Minister Osiedlowy
280
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze