Rację zatem przyznałbym mieszkańcom, iż ... nie najlepszej kondycji jastrzębskiego szkolnictwa doszukiwać należy się również w zaniedbaniach władz lokalnych. Są w Polsce samorządy, które mimo niekorzystnych czynników zewnętrznych radzą sobie z tym problemem zdecydowanie lepiej niż prezydent Marian Janecki. Paradoksalnie to wszystko ma miejsce w mieście, w którym prezydentem jest nauczyciel z zawodu, a w radzie miasta zasiada spora liczba radnych - nauczycieli. W mieście, w którym prezydent powołał nawet specjalnego doradcę do spraw oświaty.
Koniec wakacji. Uczniowie wracają do szkół. Należy im życzyć sukcesów w nauce, a nauczycielom satysfakcji z wykonywanej pracy. Rozpoczęcie roku szkolnego wydaje się też dobrym momentem, by pochylić czoła nad stanem jastrzębskiej oświaty.
Ale najpierw o czymś innym. Od czasu do czasu docierają do mieszkańców, za pośrednictwem mediów, informacje o różnego rodzaju rankingach. I tak na przykład w sierpniu, dotarła do nas informacja, że Jastrzębie-Zdrój znalazło się na 7. miejscu w rankingu zmian w poziomie rozwoju w kategorii miast na prawach powiatu opublikowanego przez Pismo Samorządu Terytorialnego „Wspólnota”. Żadna redakcji nie podjęła się analizy metodologii badań. A szkoda. Co miało wpływ na wysoką pozycję Jastrzębia w rankingu? Przede wszystkim dwa czynniki. Miasto uzyskało wysoką notę za wzrost potencjału finansowego (dochodów z tytułu podatków i opłat) i potencjału społecznego. W tym drugim przypadku na ocenę wpływ miał wzrost różnego rodzaju świadczeń socjalnych wypłacanych z funduszy miejskich. Zdecydowanie gorzej wypadło nasze miasto w kategorii wzrostu potencjału gospodarczego, czyli liczby nowo powstałych podmiotów gospodarczych oraz wzrostu potencjału infrastrukturalnego. Nasuwa się zatem spostrzeżenie czy rzeczywiście na wyniki rankingu należy spoglądać z optymizmem.
Miało być jednak o oświacie. To samo wydawnictwo przedstawiło inny ranking, który w naszych mediach pozostał niezauważony. Prawdopodobnie dlatego, że urząd miasta nie widział potrzeby zainspirowania jego wynikami mediów. Chodzi o ranking przedstawiający edukacyjną wartość dodaną w gimnazjach za lata 2010-13. W czterostopniowej skali miasto nasze uzyskało wynik na poziomie „0 i mniej”, co przedstawia załączona mapka i co klasyfikuje Jastrzębie wśród najgorzej ocenianych gmin w Polsce.
Często toczą się na łamach naszych lokalnych mediów dyskusje na temat miejskiej oświaty. Generalnie mieszkańcy mają na jej temat krytyczne zdanie i za ten stan rzeczy obwiniają urzędującego prezydenta. Z kolei prezydent Marian Janecki i jego otoczenie za zły stan oświaty obwinia raczej czynniki zewnętrzne, tj. głównie złą politykę edukacyjną władz centralnych. Pewnie jest w tym trochę racji. Sęk w tym, że te same uwarunkowania prawne obowiązują na trenie całego kraju. Wszystkie samorządy bazują na tych samych przepisach. Mimo tego wartość dodana w jastrzębskich gimnazjach należy do najniższych w kraju. Rację zatem przyznałbym mieszkańcom, iż mimo złej polityki oświatowej kolejnych rządów, nie najlepszej kondycji jastrzębskiego szkolnictwa doszukiwać należy się również w zaniedbaniach władz lokalnych. Są w Polsce samorządy, które mimo niekorzystnych czynników zewnętrznych radzą sobie z tym problemem zdecydowanie lepiej niż prezydent Marian Janecki.
Paradoksalnie to wszystko ma miejsce w mieście, w którym prezydentem jest nauczyciel z zawodu, a w radzie miasta zasiada spora liczba radnych - nauczycieli. W mieście, w którym prezydent powołał nawet specjalnego doradcę do spraw oświaty. To ostatnie rozwiązanie nie mogło zresztą przynieść żadnych wymiernych korzyści. Na stanowisko doradcy oświatowego prezydent powołał bowiem człowieka, który nigdy nie był zawodowo związany z systemem oświaty. Kwalifikacje jego nie wynikają także z wykształcenia. Doradca jest inżynierem górnictwa, a jego wcześniejszą karierę zawodową wiązać należy z tą właśnie branżą, a nie oświatą. Zresztą podobnie, moim zdaniem, należy ocenić kompetencje samego naczelnika Wydziału Edukacji w Urzędzie Miejskim, którego kariera zawodowa, również nie była związana z oświatą, a jest karierą typowo urzędniczą. W rezultacie polityka oświatowa miasta skierowana jest bardziej na realizację zadań o charakterze administracyjnym czy bieżącym utrzymaniu obiektów oświatowych, a nie skupia się na tym co najważniejsze, a więc na jakości nauczania. Kolejnym, w moim przekonaniu, szkodliwym rozwiązaniem było powierzanie nieodpowiednim ludziom udziału w pracach komisji konkursowej na stanowisko dyrektorów placówek oświatowych. Przykładowo zdaniem prezydenta, odpowiednim kandydatem z ramienia miasta może być radny z koalicyjnego ugrupowania, z wykształceniem zaledwie średnim, emerytowany górnik, który nigdy zawodowo nie był związany ze szkolnictwem lub administracją oświatową. Na marginesie wyznaczenie takiego kandydata, moim osobistym zdaniem uwłacza godności kandydatów na dyrektorów, którzy mają odpowiednie wykształcenie, stopień awansu zawodowego i bagaż doświadczenia za sobą. Najwidoczniej jednak dla prezydenta ważniejsze bywa spełnienie osobistych aspiracji koalicyjnego polityka, niż poziom oświaty. Efekty są widoczne w rankingu.
W wywiadzie udzielonym dla „Gazety Jasnet” dwa tygodnie temu przedstawiłem tezę, że sprawa oświaty powinna być priorytetowa dla nowego prezydenta, i że z jej reformą nie można czekać. Pewne ruchy powinny być zrobione natychmiast. Jakie? Takie, które spowodują, że na kluczowych stanowiskach w administracji oświatowej zasiądą ludzie, którzy na oświacie się znają i pojmują jakość nauczania jak dobro publiczne.
W następnym artykule będzie mowa o kolejnym rankingu, który pozostał niezauważony przez lokalne media.
Sławomir Żmudziński
Autor jest kandydatem na Prezydenta Miasta Jastrzębie-Zdrój Komitetu POROZUMIENIE NPW-NOWA PRAWICA.


Komentarze
Pokaż komentarze