Dariusz Ged
Nikt mi nie płaci, czyli notki bezwartościowe?
12 obserwujących
98 notek
69k odsłon
1273 odsłony

Przesłanie finału serialu "Gry o tron"

Wykop Skomentuj68

Wielu fanów jest zawiedzionych zakończeniem filmu, szczególnie tych, co byli pod urokiem matki smoków. Nie rozumieją jej gwałtownej przemiany i mimo jej własnych zapewnień, że nie jest, jak ojciec, świadomie i mając inny wybór dokończyła jego dzieło zniszczenia. Pomijając fantastykę świata i wiele nierealnych aspektów, serial uderzał ogromnym realizmem. Były pewne przerysowania, szczególnie bitew, gdzie na potrzeby grozy pokazywano często rzeź totalną, by ostatecznie okazało się, że tylko część lub maksymalnie połowa zginęła, ale poza niezrozumiały wtrętami mocy nadprzyrodzonej, można było się wczuć i mieć wrażenie, że rozumem da się ogarnąć bieg wydarzeń, do czego przekonywać nas miała postać np. mądrego karła. Realizm był jedynie przykrywką dla przesłania fikcyjnego determinizmu i przeznaczenia, jakie nam "pan światła" ustanowił. Wszystko miało dążyć do finału i było tak podporządkowane, by o włos, ale jednak się spełniło, jak przepowiedziała "czerwona wiedźma". 

Zatem główna bohaterka musiała stać się tyranem, inaczej nie dałaby rady spełnić swojego zamierzenia, czyli pokonać innych tyranów. Los jednak jej był przypieczętowany. Musiała na końcu też umrzeć, inaczej historia zatoczyłaby koło i dalej rządziłaby ludźmi tyranka. Czemu musiała zniszczyć stolicę? Mało kto zauważył i nigdzie prawie nie jest to poruszane, ale w momencie bicia dzwonów na sygnał poddania się miasta, Daenerys na swoim smoku, przyglądając się czerwonemu zamkowi i widząc tam w wyobraźni przebiegłą królową, nie walczyła tylko z pragnieniem zemsty, ale przemiana w bezlitosną tyrankę napędzana była ostatnią myślą kilka razy wcześniej powtórzoną: litość królowa traktuje jako słabość. Litując się nie po raz pierwszy, da się zwieść i wpędzić w pułapkę. Przegra, bo nie ma już asów w rękawie. Kolejny smok nie zjawi się by uratować ją z opresji. To ostatni odcinek, więc przegrana w nim będzie porażką ostateczną (choć można wątpić, że bohaterka miała świadomość ostatniego odcinka :D ). Postanowiła zatem zrobić coś nieprzewidywalnego. Coś, by złamać zaklęte koło i nie doprowadzić do zwycięstwa tyrana (mając na myśli Cersei). Paląc całe miasto w pewnym momencie dało się zauważyć eksplozje dzikiego ognia. Smok ział czerwonym ogniem, a towarzyszyły mu ogniska zielonego. To oznacza, że na wkraczające zwycięskie oddziały, czekały zasadzki w środku miasta. Gdyby miasta nie spaliła Daenerys, dzieła zniszczenia dokonałaby Cersei, kopiując plan szalonego króla, ojca Daenerys. Spaliłaby część miasta wraz z wrogimi oddziałami, czym wzbudziłaby wściekłość smoka. Działanie rycerza Jaime zatem przesunęło tylko w czasie kataklizm, bo nie mógł oszukać przeznaczenia. Został królobójcą, ratując miasto, ale pośrednio wyhodował tym samym dwie kolejne osoby, rywalizujące o spalenie miasta w walce o żelazny tron.

Postawa matki smoków choć wydaje się niezrozumiała, była jej przeznaczeniem. Całe życie doznawała zawodów i brutalnego traktowania, utraty najbliższych i szans na realizację swojego celu, by ostatecznie nie zawahać się i pozbyć się swojej słabości, czyli litości. Wytłumaczyła sobie to tak, że skoro tego pokolenia nie da się wyzwolić, trzeba stworzyć nowy świat z nowymi ludźmi. Nie była jednak świadoma, że aby zaistniał ten świat w ostatniej kolejności pozbyć się musi ostatniego tyrana, czyli jej, oraz ukarać prawie banicją zabójcę ostatniej królowej.

John Snow główny bohater nie zostaje zatem dobrym królem w nowym świecie, bo jego przeznaczeniem jest cierpienie dla innych. Choć nie chciał być królem, gdy pogodził się już z tą myślą, został pozbawiony tej możliwości mimo słusznej decyzji, czyli zdrady i zabójstwa ukochanej tyranki. Poświęcenie to przeznaczenie dla większości bohaterów filmu, więc by zatrzymać wojnę domową został skazany na zakon. Dało się dostrzec, że pozbawienie zaszczytnej roli, której wcale nie chciał, też boli i upokarza. Kończąc w miejscu, które sobie sam za młodu wybrał, będzie zawsze czuł niedosyt niezrealizowanych nieswoich marzeń.

Nie da się uciec od przeznaczenia. Własne nogi zaprowadzą nas tam, gdzie mamy umrzeć za sprawę. Nie zostaniemy lady, jak Aria, mimo że miała dobrą ofertę. Nie taki sobie los wybrała. Mając na koncie zabicie króla umarłych i wykonania 95% zadań Starków, nie mogła zostać zwykłą podrzędną lady. Musiała wybrać inny sposób na bycie niezależną, więc wybrała poszukiwanie nowego świata. Wybrała wolność, choćby ona była na dnie oceanu. A gdyby komuś się nie podobało przeznaczenie i przez to stracił zapał do pracy, bo przecież i tak wszystko jest już ustawione, dostanie zachętę do działania, jak Ogar widzący swoją ulubienicę spadającą z dachu. 

Komu podoba się taka wizja świata? Może jako fikcja, jest ciekawa, ale całe szczęście w naszym świecie realnym nic nie jest pewne. Nawet 500+ :P


Wykop Skomentuj68
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura