Fora internetowe pełne są zadziwiających entuzjastów kontroli i wiary w to, że to urzędnicy zorganizują kontakty konsumentów i producentów . Wynika to z jakiegoś dziwnego przekonania, że zarówno ja jak i tysiące moich kolegów dybiemy na ludzi w swoich gabinetach , więc lepiej żeby do nich przed Pacjentem wkroczył urzędnik i sprawdził . A to jest g...o prawda ( w klasyfikacji ks Tichnera) ! Urzędnik, zwłaszcza w Polsce z zasady przed niczym nie zabezpieczy.
I jeszcze jedno . Niewielu zdaje sobie zdawać sprawę , że NFZ jest mega instytucją monopolistyczną, która jest okopana prawnie i tak zabezpieczona instytucjonalnie przez polityków, że od lat prowadzi swoją działalność bez żadnej kontroli społecznej. Decyzje są podejmowane woluntarystycznie i nieodwołalnie, decyzje które doprowadzają do upadłości szpitale i destabilizują regionalne systemy opieki zdrowotnej. W konflikcie z NFZ do tej pory żadnych szans nie miały ani samorządy ani szpitale. A teraz opinia publiczna zdaje się cieszyć, że taka mega instytucja mająca i pieniądze, i prawników , i czas zacznie miażdżyc nas - lekarzy. Jakie my mamy z nimi szanse w swoich indywidualnych gabinecikach. Jaka to logika prowadzi do przekonania ,że w tym konflikcie opinia publiczna staje po stronie silniejszego , bezwzglednego i niekontrolowanego gracza? Jak silny musi być absurdalny kompleks nienawiści połączonej z niewiedzą ? ( w chwili obecnej NFZ jest w sposób niekonstytucyjny, tylko personalny kontrolowany przez ministra zdrowia i Premiera)
Kanalizacja emocji społecznych to wielka umiejetność Tuska. W chwili obecnej problem protestu lekarzy został skanalizowany do prostej formuły : nie chcą być karani za swoją nieodpowiedzialność i my rządzący jesteśmy zmuszeni się na to zgodzić. Świetne nieprawdaż ? Ale co zrobic w sytuacji która powstała przez nieostrożne ( niekompetentne ) zdefiniowanie leku dopuszczonego do refundacji : refundacja dotyczy tylko wskazań rejestracyjnych .
Pierwsza sprawa,że w tym burdelu MZ nie ma dostępnej publicznie bazy rejestracyjnych wskazań do stosowania leku. Ba, nie wiadomo, czy ministerstwo wogóle ma dokumentację dla tych wszystkich leków. A nasi przodkowie już w XVI wieku uchwalili ustawę, że prawo które nie jest wiadomym powszechnie , nie zobowiązuje obywatela do jego przestrzegania.
Druga sprawa to ta, że lekarze w stosowaniu leków kierują się wytycznymi towarzystw naukowych oraz rekomendacjami gremiów eksperckich , które z roku na rok ewoluują i nie pokrywają się ze wskazaniami rejestracyjnymi , tak więc nie mogą z mocy ustawy stanowić podstawy do refundacji leku. W taką pułapkę logiczno-prawną zostali złapani lekarze i chorzy na liczne choroby onkologiczne, reumatyczne transplantologiczne i dzieci, dla których niewiele jest wskazań rejestracyjnych w poważnych chorobach z lęku firm przed odpowiedzialnościa prawną. Oni też stracili prawo do refundacji swoich leków, niezaleznie od tego co Premier powie w telewizorze i mogą dostawać pełnopłatne leki.
Poza tym ustawa ma wbudowany kolejny problem - 30 czerwca tego roku tysiące lekarzy zatrudnionych na umowe o pracę straci prawo do wystawiania recept z refundacją . Już się boję tej zadymy.


Mam wrażenie ( ale nie moge nigdzie odnaleźć tego stwierdzenia) , że premier powiedział, iż celem nowej ustawy jest likwidacja konkurencji w zakresie leków refundowanych.
Jeśli to prawda , to byłbym wstrząsnięty - ale przeżyłem w tym kraju ostatnie 4 laty i wiem ,że liberalizm Tuska i PO ma raczej charakter towarzyski niż intelektualny.
Jak bylo do tej pory ? Przykładowo 20-30 producentów jednego leku walczyło na śmierć i życie o kawałek rynku. Efektem była ostra konkurencja cenowa pomiędzy nimi. Ponieważ działo się to na całym rynku , mieliśmy leki najtańsze w Europie. Trochę nawet bylismy oburzeni,że państwo dopuszcze do tak łatwych rejestracji , ale po kilkunastu miesiącach ceny spadały z kilkudziesieciu do kilku-kilkunastu złotych. Firmy które pozostawały przy wysokich cenach wypadały z rynku. Tak jak to przewidują najprostsze nawet modele ekonomiczne. Nawet mieliśmy taka zabawę:przychodził pacjent z jakimś kolejnym generykiem z nazwy nie podobnym zupełnie do niczego. I była zgaduj zgadula co to za preparat. I powiedzcie : Komu to przeszkadzało?