Autor ksiązki jest historykiem piszącym na modłę Wiktora Suworowa. Nawet stosuje zbliżona do niego formę zdroworozsądkowych pytań i odpowiedzi. W podobny sposób przebiega od szczegółu do uogólnień.
Ksiązka składa się z opisu trzech operacji Armii Czerwonej, które przeprowadziła ona ( a raczej próbowala przeprowadzić) w trzeciej dekadzie czerwca 1941 roku oraz z podsumowania.
1 / Wydarzenia na Froncie Północnym czyli wojna z Finlandią.
Jak się okazuje w dniu 22 czerwca we wszystkich jednostkach rosyjskich otwarto specjalnie przygotowane na okazję wybuchu wojny czerwone koperty ( wbrew temu co pisze Suworow,że takowych nie było) i rozpoczęto działania wg nich. Były to, rzecz teraz oczywista plany ofensywy a wdrożenie ich realizacji w sytuacji odmiennej od założeń było jedną z przyczyn klęski. Np na opisywanym w pierwszej części książki Froncie północnym doprowadziły do kuriozalnej sytuacji. W chwili gdy niemiecka 4 GRUPA PANCERNA przygotowywała się do natarcia w kierunku północno-wschodnim, w rejonie Pskowa załadowano na transporty kolejowe liczący tyle samo czołgów co niemiecka grupa, radziecki 1 korpus pancerny i przewieziono w kierunku przeciwnym niż front oraz wyładowano ją 22 czerwca w tundrze 260 km na południe od Murmańska .Po co ? Okazuje się,że oddziały Frontu Północnego realizowały w ten sposób plan zaatakowania Finlandii.W dniu 25 czerwca lotnictwo radzieckie dokonało zmasowanych nalotów na lotniska i inne cele nie uczestniczącej do tej pory w wojnie Finlandii. Trwające w ciągu następnych kilku dni próby ofensywne nie miały już takiego rozmachu - po prostu były całkowicie nieudolne. Autor metodą Suworowa podkreśla pytanie dlaczego ZSRR wciągnął do wojny, chcącą zachować neutralność Finlandię, co ostatecznie doprowadziło do śmiertelnej blokady Leningradu. Ale pozostaje jeszcze pytanie. Jesli Finlandia była neutralna to jak w kilka dni po napaści na nią z okolic fińskiego Petsamo niemiecki korpus górski Dietla zaatakował ( nieskutecznie) Murmańsk, a drugi korpus znalazł się w Finlandi własnie 260 km na południe od tegoż Murmańska.
2 / Wydarzenia na Froncie Zachodnim czyli próba przeciwuderzenia z rejonu Białegostoku.
W pierwszych dniach wojny dowództwo radzieckie planowało za pomocą 2 korpusów pancernych i korpusu kawalerii wykonać uderzenie tym potęznym zgrupowaniem pancernym ( 1310 czołgów ) z rejonu Białegostoku na Grodno wprost na tyły niemieckiej 3 grupy pancernej która była już na wschodnim brzegu Niemna. Próba nie udała się z przyczyn wyjaśnionych przez autora, jak i nieco nie wyjaśnionych ( np to,że nie ześrodkowano całosci sił ani nie skoncentrowano dowodzenia - sztaby znajdowały się w zupełnie innych miejscach niż wojska ) . Ciekawostką jest to,że Niemcy nawet nie zauważyli radzieckiego przeciwuderzenia. Przy okazji autor snuje rozważania nt skuteczności lotnictwa, po których widać ,ze nie jest wojskowym .Negliżuje skuteczność oddziaływania lotnictwa na czołgi , powołując się na radzieckie doświadczenia ( tak , tak Rosjanie przeprowadzili na poligonach dokładne badania statystyczne siły oddziaływania lotnictwa) z których wynikało , że do zniszczenia jednego czołgu potrzeba zależnie od rodzaju samolotu 10 do 15 samolotolotów. Niemcy nie mogli wykonać w pierwszych dniach tak skutecznych uderzeń, bo po prostu nie mieli odpowiedniej ilości samolotów. Autor potrzebuje tego dla wskazania , że przyczyną klęski radzieckich korpusów pancernych nie było oddziaływanie z powietrza tylko inny czynnik. No tak , ale co z oddziaływaniem psychologicznym samolotów latających bezkarnie i atakujących bardziej wrażliwe kolumny samochodowe na drogach ( czyli paraliżując transport i zaopatrznie). Ciekawostką jest też, wyłaniająca się z podobnych przesłanek nieprawda o zniszczeniu lotnictwa sowieckiego na ziemi. Wg autora Niemcy nie mieli odpowiedniej ilości samolotów do ataku na radzieckie lotniska. Zaatakowali ich niewielką część i to w znacznej mierze nieskutecznie.Wg autora większość strat poniesionych przez lotnictwo radzieckie na ziemi dotyczyło sytuacji pozostawienia sprzętu i ucieczki personelu ( zbyt małego bo na wielu lotniskach znajdowały się jeszcze stare samoloty i jednocześnie te z nowych dostaw przy jednej obsadzie ), i głownie dwóch najbardziej eksponowanych dywizji lotniczych Frontu Zachodniego.Wg danych rosyjskich radzieckie lotnictwo wykonało w pierwszych miesiącach wojny jakąś dosłowinie szaleńczą ilość lotów bojowych , do której Niemcy zbliżyli się tylko w jednym miesiącu 1942 roku. A jednak niewielu na ziemi widziało w tym czasie radzieckie samoloty, a niemieccy piloci nie wspominają zbyt wielu spotkań z rzekomo nadaktywnymi sowieckimi mysliwcami. Tajemnicę można wyjaśnić socjalistyczną metodologią : sowieckie samoloty latały częściowo tylko w sprawozdaniach, a jeśli nawet to jakby obok toczących się wydarzeń. Stalin początkowo próbował zachęcić pilotów nagrodami ( za określoną ilość lotów bojowych najwyższe odznaczenia , a nawet tytuł Bohatera Związku Radzieckiego), potem jedna był zmuszony uściślić definicję lotu bojowego, bo jak widać papierowa pseudodziałalność lotnicza kwitła.
3 / Działania na Froncie Południowo-Zachodnim tj bitwa pancerna pod Brodami.
Autor opisuję największą bitwę pancerną wszechczasów w której wzięło ze strony radzieckiej ponad 5000 czołgów. Jednak właściwszym okresleniem będzie stwierdzenie,że i owszem Rosjanie mieli ponad 5000 czołgów ale, żadna wielka bitwa pancerna tak naprawdę nie miała miejsca. Na skutek chaosu , sprzecznych rozkazów, nieudolności i braku umiejętności skoncentrowanego działania radzieckie działania były dośc anemiczne, bardzo często polegały na dreptaniu w miejscu. Co ciekawe, niemieckie czołgi wyszły spod uderzenia jadąc dalej na wschód, a radziecką masę pancerną obezwładniła niemiecka piechota. Autor zwraca uwagę na zjawisko "topnienia" sowieckich jednostek - po kilku dniach, w potęznych , liczących kilkaset czołgów dywizjach pozostawało po kilkanascie wozów bojowych. Większość została porzucona.
Mamy więc kolejną ksiązkę suworowopodobną. Jest to bardzo dobra pozycja, z dużą ilością faktów nie znanych polskojęzycznemu czytelnikowi. Warta przeczytania dla każdego kto interesuję się Rosją lub Związkiem Radzieckim. Jest jednak pewne ale . Książki Wiktora Suworowa mają tezę. Brnąc przez kolejne opisy klęski rosyjskiej w czewcu 1941 zastanawiałem się co autor przez to wszystko chciał powiedzieć.W stopce redakcyjnej napisano,że autor stawia śmiałą tezę,że przyczyną bezprzykładnej klęski Armii Czerwonej była paniczna ucieczka, dezercja i porzucenie sprzetu. Nie jest to dla nas jakieś odkrycie,ale może Rosjanie tego do tej pory nie wiedzieli.Okazuje się jednak,że za tym wszystkim kryje się inna teza i to bardzo ważna. Stalinowski Związek Radziecki na początku lat 40-tych, pomimo pozorów totalnego podporządkowania, dojrzał do rozpadu. Wiekszość obywateli (poza 5-10% wielkomiejskich i inteligenckich beneficjantów) zupełnie nie identyfikowała się z tym krajem.Wg autora identyfikacja ta nastapiła w drugiej połowie 1942 i w pierwszej 1943 roku. Od tego momentu wojna stała się dla Rosjan Wielką Wojną Ojczyźnianą.
PS.Autor jak wiekszość pozostających poza głównym nurtem rosyjskiego życia intelektualnego ma podstawowy problem z rozdzieleniem tego co rosyjskie od tego co radzieckie ; nie bardzo wie , na co się ma zdecydować. Stąd częste jak u dysydentów rosyjskich historyczne rozdwojenie jaźni. Np. Stalin był zły bo zamordował miliony; ale jednak Stalin wygrał wojnę z hitlerem i uratował Rosję , czyniąc ją tak potęzna jak nigdy - więc jednak nie jest całkiem zły.Czy ci którzy poddawali się, uciekali od komunistów do Niemców lub kolaborowali z nimi byli źli czy dobrzy. Bo jeśli dobrzy to jak określić tych , którzy bili się do ostatniego naboju? Itp. Ksiązka pokryta jest całą siatką takich rosyjskich sprzeczności.
" 22 czerwca 1941" Mark Sołonin
Wydawnictwo Rebis 2007


Komentarze
Pokaż komentarze (6)