0 obserwujących
10 notek
27k odsłon
3215 odsłon

Bieda ci, oj bieda banków kredytujących frankowo

Wykop Skomentuj13

W naszym przykładzie oczywiście gorzej by było, gdyby frank się osłabił, na przykład jego kurs spadł z 2 zł na 1 zł. Wtedy, jak łatwo zauważyć, kredytobiorca spłaciłby bankowi tylko 500 tys. zł, on by oczywiście radosny zacierał ręce, natomiast po lewej stronie bilansu pojawiłby się niedobór – jedyny sposób zaksięgowania takiej hipotetycznej sytuacji tak, aby lewa strona zrównała się z prawą to postępowanie takie jak w przypadku niespłaconych kredytów, wprowadzenie w pasywach nowej pozycji – straty nadzwyczajne -500 tys. zł – ujemna pozycja przeniesiona z rachunku strat i zysków, zrównoważy bilans, ale oczywiście bank nie byłby w stanie spłacić zobowiązań wobec klienta A – nazywa się to „niedoborem płynności” i to jest prosta droga do bankructwa. Dlatego na Zachodzie wspierano banki w ten sposób, że państwo „dokapitalizowało” je dostarczając gotówki, by mogły realizować swe zobowiązania wobec deponentów. Oczywiście księgowo musiała się pojawić gotówka po lewej stronie i źródło pochodzenia – zobowiązania wobec państwa jako nowego udziałowca kapitału własnego. Tradycyjnie rolę wspierającą pełniły banki centralne – kredytodawcy ostatniej instancji dla banków, które mają poważny niedobór – źródłem środków dla banku centralnego były rezerwy obowiązkowe odprowadzane przez wszystkie banki komercyjne.

Swapy to jednak pewna wirtualna gra, która dopiero w fazie ostatecznej ujawnia swe prawdziwe, realne skutki. Gdy natomiast pominiemy te wynalazki, i spojrzymy realnie, to przecież  w wyniku umocnienia franka pojawiła się nadwyżka, tylko na pozór kłopotliwa księgowo. A iluż chciałoby mieć takie „kłopoty”: dzięki decyzji szwajcarskiego banku centralnego z nieba spadło 1 mln zł….sorry, nie tyle z nieba, ale taki pojawił się klimat finansowy, że można było od kredytobiorcy, którego udało się zabajerować na zapożyczenie się we frankach (banki przecież doskonale wiedziały, że frank był w tym czasie niedowartościowany, dlatego wystawiły swapy na wzrost kursu), wydusić dodatkowe 1 mln zł, bo jego zadłużenie wobec banku „cudownie wzrosło” – można powiedzieć, że nowe wartości w aktywach „powstały z niczego”, taki sobie finansowy „cud”.

Ten kłopot to jest zatem całkiem przyjemny kłopot, bo podczas gdy od kredytobiorcy B bank pozyskał tylko odsetki, to od C ma mniejsze odsetki, ale za to cudowne rozmnożenie aktywów, tylko problem, jak zbilansować prawą stronę z lewą. Jest w błędzie ten, kto twierdzi, że dla zrównania prawej strony z lewą trzeba pozyskać depozyty – w błedzie, bo każde realnie pozyskane środki są zapisane w pasywach jako zobowiązanie, ale jednocześnie w aktywach jako gotówka lub papiery wartościowe (na przykład obligacje), gdy ktoś wchodzi na udziałowca wnosząc nie gotówkę lecz papiery wartościowe – w efekcie zawsze gdy rośnie prawa strona, to rośnie i lewa. Jest zatem nieporozumieniem, że można wyrównać bilans pozyskując jakieś pasywa, czyli powiększając kapitał –faktycznie wyrównanie nastąpiło w wyniku „wyrośnięcia” po cichu hodowanej roślinki na pasywach – zobowiązania wobec funduszu hedgingowego.

Jak nam pokazuje tabela 4, co najmniej dyskusyjne jest też twierdzenie, że „banki, choć dobrze skapitalizowane – nie zwiększają akcji kredytowej, bo ich aktywa rosną i nowe kredyty coraz trudniej byłoby sfinansować”. To też opowiadanie „bajerów”, bo jak widzimy, gdy nastąpiła spłata kredytu, bank dysponuje większymi środkami, dodatkowe milion „za frico”, które mógłby przecież uruchomić w akcji kredytowej, a z części może powiększyć rezerwy dla zachowania „adekwatności kapitałowej”. Tu jednak „topi” je w swapach, które stają się zyskiem powiązanej instytucji finansowej.

Gdyby nie było tych wynalazków XX w., to przepływy finansowe miałyby bardziej realny i konkretny kształt, jeśli „kłopotliwa” nadwyżka pojawiła się po lewej stronie efektywnie jako gotówka, to można by zaksięgować pozycję przeniesioną z rachunku strat i zysków – nadzwyczajny zysk – ilustruje to tabela 7.

Tabela 7. Wyrównanie bilansu banku przez zaksięgowanie zysku nadzwyczajnego

   

Aktywa

Pasywa

we frankach

500 tys

gotówka

2000000

depozyt

1000000

   

środki trwałe

1000000

kapitał własny

1000000

   

 

 

zysk nadzw.

1000000

   

Razem

3000000

Razem

3000000

Nadzwyczajny zysk, to jest właśnie to źródło pochodzenia dodatkowego miliona, wtedy dodatkowa gotówka może być normalnie opodatkowana, a jeśli zostanie podzielona między akcjonariuszy albo przeznaczona na inne wydatki. Ja myślę jednak (to taki mój „wynalazek”), że z tytułu tego nadzwyczajnego zysku powinno się zastosować w pasywach inny mechanizm absorbujący jak sprężyna ten nadmiar środków. Powinna to być korekta nominalnej wartości kapitału akcyjnego, jego waloryzacja z tytułu operacji denominowanych w obcej walucie. Ilustruje to tabela 8.

Tabela 8. Wyrównanie bilansu banku przez zwaloryzowanie kapitału własnego

   

Aktywa

Pasywa

we frankach

500 tys

gotówka

2000000

depozyt A

1000000

   

środki trwałe

1000000

kapitał własny

1000000

   

 

 

waloryzacja kapitału

1000000

   

Razem

3000000

Razem

3000000

Taka waloryzacja rozłożona na cały kapitał akcyjny według wzoru, który każdy może sobie wyprowadzić na podstawie wiedzy matematycznej ze szkoły średniej, absorbowałaby ryzyko zarówno wzrostu, jak i spadku wartości waluty, w której denominowano kredyt. Podwyższenie nominalnej wartości akcji nie dawałoby bezpośrednio nic akcjonariuszom, natomiast wymuszałoby wykorzystanie środków na inne cele niż podział zysku – choćby na działalność kredytową., albo nawet podzielenie się korzyścią z kredytobiorcą, który poniósł wysokie koszty tej aprecjacji franka i powinno mu się to częściowo skompensować – co postulowałem w swym pierwszym tekście.

Wykop Skomentuj13
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale