Zniknięcie adresu http://popisowiec.salon24.pl to dla mnie osobista przykrość. Wraz z felietonami popisowca zniknęło także kilka moich własnych tekstów. Może nawet tych najlepszych, jakie w życiu napisałem? Kto wie? Niespodziewanie okazało się, że prawdziwym ich właścielem był gospodarz bloga. On dysponował pełnym prawem decydowania o ich dalszym istnieniu.
Z drugiej strony zdałem sobie sprawę, że to wyjątkowo miłe, gdy pisząc komentarz do czyjegoś tekstu zostawiamy mu bezwarunkowo w podarunku coś z siebie. Teraz rozumiem, dlaczego intuicja odwodziła mnie od podjęcia trudu redagowania własnego internetowego sztambucha. U siebie piszę dla siebie.
Rozumiem też teraz jeszcze jaśniej, dlaczego nie należy wypisywać po cudzych kątach byle czego. Dzięki Popisowcze. Tak, czy inaczej, jestem Twoim dłużnikiem. Nie tylko ze względu na jakość pisanych przez Ciebie tekstów.
Nie żałuję więc Popisowcowi swojego podarku. Cieszę się, z tego, co udało mi się dać Autorowi. Nieskromnie ufam, że coś z tego pozostanie z nim na dłużej, znacznie dłużej niż jego salonowe wcielenie. Niekoniecznie nawet w formie werbalnej i czy w ogóle jakoś konkretnie uświadomionej.
Zniknięcie Popisowca to zarazem też rodzaj mementa dla wszystkich tych w s24, którzy sądzą, że "Można inaczej". Czy to znaczy, że jednak nie można? I niby dlaczego nie można?
To dla mnie bardzo inspirujące pytania. Coś trzeba będzie z nimi począć.
68
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (6)