0 obserwujących
49 notek
56k odsłon
  171   0

Obsesja broni

Podobnież w 2011 roku w Stanach Zjednoczonych sprzedano prawie jedenaście milionów sztuk broni palnej osobom prywatnym. Podobnież w co drugim amerykańskim gospodarstwie domowym jest przynajmniej jedna sztuka broni palnej. Piszę „podobnież” ponieważ takie liczby przewijają się w mediach a mi osobiście nie chce się ich weryfikować. Wyglądają prawdopodobnie, i to mi wystarczy.

W Denver doszło do tragedii. Z rąk psychopaty zginęło dwanaście osób, kilkadziesiąt zostało rannych. Psychopaty, który uroił sobie, że jest Jokerem, jednym z negatywnych bohaterów cyklu o Batmanie. Wydarzenia z Denver przez cały piątek były głównymi na kanałach informacyjnych oraz tematem wiodącym wydań dzienników, zwłaszcza internetowych. Niemalże minuta po minucie relacjonowano incydent na tle tych samych ujęć z miejsca tragedii. Raz po raz próbowano analizować przyczyny lub skutki w momencie gdy jeszcze niejasne było czy to był zamach terrorystyczny, czy atak szaleńca.

Jednakże sposób w jaki tę tragedię komentują niektóre nasze media jest żenujący. W Gazecie Wyborczej, w artykule „Policja wysadzi mieszkanie zamachowca z Denver. Nie potrafi rozbroić bomb” możemy przeczytać: „FBI wstępnie ogłosiła, że nic nie wskazuje na akt terrorystyczny. Była to zatem klasyczna, absurdalna amerykańska jatka wynikająca z tego, że w USA praktycznie każdy może kupić broń - a jeśli kupi ją od prywatnej osoby, nawet nie będzie sprawdzony ani rejestrowany w kartotekach policyjnych.”. Albo w innym „Mroczny rycerz powróci” czytamy „Wszystkie te pytania stawiane przez dociekliwych dziennikarzy są zapewne interesujące, ale w gruncie rzeczy drugorzędne. Pytanie zasadnicze brzmi: dlaczego w Ameryce wszyscy, a w szczególności najróżniejsi pomyleńcy, mają prawo do kupowania, posiadania i noszenia broni? Oczywiście je też stawiano nieskończenie wiele razy i wszyscy uczestnicy chocholego tańca jak refren powtarzają wyuczone odpowiedzi.”. Z kolei w TVN24 prowadząca wręcz obsesyjnie niemal każdemu swojemu rozmówcy stawiała niebywale istotne w tym momencie pytania w stylu „czy w USA już zaczęła się dyskusja na temat dostępu do broni”.

Przepraszam, ale jedyne co w tym wszystkim jest absurdalne to próba zmiany amerykańskiej konstytucji, a zwłaszcza amerykańskiej mentalności przez polskie media. Dostępność broni w Stanach Zjednoczonych to składowa wielu elementów socjologicznych i historycznych, tradycji prawnych i politycznych, które, nade wszystko, nie są jednolite dla każdego stanu i miejsca.

Jeśli ktoś (dziennikarz) usiłuje przycinać amerykańskie realia do tych, które zna, czyli polskich, to raczej nie najlepiej to świadczy o jego fachowości. Nie można dyskutować na temat dostępności broni w USA bez znajomości i z pominięciem tych elementów. Obsesyjne przeświadczenie, iż przyczynkiem całego nieszczęścia jest dostępność broni jest naiwne. Współczesna cywilizacja oferuje całkiem spory asortyment niebezpiecznych substancji. Do kupienia na najbliższej stacji benzynowej, bez żadnej kontroli, rejestracji i sprawdzania.

Pewnie nie byłoby problemem znaleźć amerykańskie statystyki użycia broni w samoobronie. Nie znam ich ale chętnie bym poznał – czy autorzy zacytowanych artykułów zadali sobie trud to zbadać, czy też profilaktycznie unikają tego bo byłoby to zaprzeczeniem ich odczapnej tezy? Czy w związku z tym, iż nasi Policjanci popełniają samobójstwa, w tym ze służbowej broni, redaktorzy planują krucjatę na rzecz odebrania naszej Policji prawa do noszenia broni? Przecież to jest absurdalne dawać do ręki broń komuś, kto może z niej pozbawić życia siebie, ale i swoją rodzinę lub całkiem przypadkowych osób.

Niestety takie wydarzenia jak w Denver to prawo statystyki. Nie uniknie się ich, to nie jest kwestia czy dojdzie do zdarzenia, to kwestia kiedy. W społeczeństwie liczącym jakieś 320 milionów obywateli generalizowanie na podstawie takich wydarzeń jest co najmniej niepoważne. Podobnie niepoważne jest ferowanie wyroków na podstawie ideologii a nie czystego pragmatyzmu. Amerykanie są pragmatyczni i dlatego najwyraźniej godzą się na koszt jaki idzie za ich prawem do obrony.

Odnoszę wrażenie, iż mamy bliższe ciału problemy, którymi warto by się szerzej zainteresować.

Średnio raz w tygodniu jakiś psychopata usiłuje mnie rozjechać na przejściu dla pieszych bo ma nie dość czerwone (droga krajowa nr 2) – nie wspominam o przejściach gdzie nie ma sygnalizacji. W ciągu tegorocznego, tak zwanego „długiego weekendu majowego” złapano ponad 5.000 pijaków za kółkiem – ilu z nich straciło „prawko”, ilu poszło siedzieć? Dla mnie osobiście jest to istotniejsza kwestia, dlaczego szanowni redaktorzy równie obsesyjnie nie zajmują się tymi kwestiami i nie zbadają jaka jest skuteczność działań Policji w praktyce? Czyli ilu pijaków ma szansę na zgodną z prawem recydywę.

Dlaczego nie prowadzą krucjaty przeciwko idiotycznym zmianom w prawie drogowym podnoszącymi dopuszczalną prędkość? Dlaczego z równym zaangażowaniem nie wypowiadają się przeciwko 300 nowym fotoradarom i nie lobbują na rzecz instalacji urządzeń łowiących wyprzedzających na pasach i przejeżdżających na czerwonym?

Problem jest taki, że wariackie zachowania na drogach generalnie spowszedniały pomimo tego, że w 2011 zginęło na naszych drogach prawie 4,2 tysiąca osób, czyli jakieś 2,5 raza więcej niźli w najmniej licznej pod względem mieszkańców polskiej gminie, a rannych zostało prawie pięćdziesiąt tysięcy osób, prawie tyle samo co liczą mieszkańców Skierniewice.

O bezpieczeństwie na drogach najczęściej mówi się u nas przy okazji katastrofy drogowej z dużą liczbą ofiar. Tyle, że pogada się przez dzień, góra dwa, i na tym koniec. Natomiast dostęp do broni to temat ideologiczny, chwytliwy zwłaszcza przy okazji takich tragedii jak w Denver. Poza tym każdy jest kierowcą. Broń posiadają u nas nieliczni.

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale