2 obserwujących
21 notek
9216 odsłon
  183   0

Idzie nowe, idzie stare... (3) - Glenn Gould albo celowy idiotyzm interpretacji

– Powtarzam ci, że są jeszcze inne rzeczy poza boksem.

– Jakie? Wymień choć kilka.

– Och, sztuka, muzyka, malarstwo, i tak dalej. 

                                                   (Ch. Bukowski tlum. Leslaw Ludwig The South of No North/ Na Poludnie od  Nigdzie)

 


Chłód, cisza, spokój, samotność. Północ. Daleka i bliska. The North. Taka, której nie ma, nie istnieje inaczej jak tylko w wyobraźni szaleńców nie bojących się wejść z szeroko otwartymi oczami w mrok i którym przede wszystkim uda się potem z tego mroku  wyjść. A o tych, których mrok połknie i z wyprawy na Północ nie powrócą już nigdy, pozostali szybko zapomną. (Tom Clancy). Albowiem interesuje ich głównie Południe od tej Północy. The South of No North.

Wizja Goulda jest samotna, ale polimorficzna, nie ma w niej strachu przed pustką ani monotonią. To przedsionek konceptualnego czyśćca, continuum archetypu (Edward W. Said). W poszukiwaniu syntetycznej, ambiwalentnej tożsamości prowokuje pełne fałszywego współczucia odrzucenie,  a potem przy entuzjastycznym akompaniamencie  feerii śnieżnych iskier znika za linią dalekiego horyzontu nonsensologii stosowanej, w dziurze czasoprzestrzeni.(1)  No North czyli nigdzie. Na południe od nigdzie. 

Typowy w tych warunkach wewnętrzny konflikt filozoficzno-estetyczny bywa nieodzownym, naturalnym  kontrapunktem radykalnego dążenia do narcystycznej doskonałości. (2) Ujawnia się on może szczególnie w kwestiach interpretacji muzyki dawnej, będących zazwyczaj niczym innym jak mniej lub bardziej udokumentowanymi, pseudo-obiektywnymi śladami prób rekonstrukcji rozproszonego , jeśli nie w ogóle zatraconego w metodologicznym chaosie materiału.(3) Skriabin Goulda jest odarty z tajemnicy i ekstazy a fantasmagoryczny La Valse Ravela można pomylić z któraś z inwencji dwugłosowych Bacha. A dalej,  quid  z jego kontrowersyjnymi nagraniami  Prokofiewa, Straussa, Kreneka?  Albo z celowo "idiotyczną" wizją Mozarta, w której rozmyślnie łamie każde formalne, strukturalne, harmoniczne i stylistyczne tabu? (4) W takich sytuacjach muzykolog Björn Schmelzer bywa kategoryczny: " Właściwym celem interpretacji powinno być wyzwolenie muzyki z okowów pseudo-nadprzyrodzonego pseudo-zawodowstwa i pseudo-historycznej monotonii. Pozwoli to odkryć nieznane dotąd pokłady ekspresji i zniwelować barierę czasu wypełniając pustą formę żywą treścią." (tłum. JK) (5)  


Charakterystyczny bardziej dla Theodora Adorno i Szkoły Frankfurckiej pogląd, że współczesna analiza muzykologiczna usiłuje zbliżyć się do Prawdy negując zideologizowanie tradycyjnych norm estetycznych (6) napotyka na opór tych, którzy jak Roger Scruton  nie utożsamiają się z koncepcją dzisiejszej cywilizacji jako zmechanizowanej, dyletanckiej i w końcu fałszywej rzeczywistości, pozbawionej pierwiastka antycznego, nieziemskiego, nie-człowieczego Piękna (7)(8)

Liberalnie narzucony relatywizm dogmatyczny nowym post-modernistycznym dogmatem? Tak, ale ze spora dawką semantycznego delirium w charakterze listka figowego:  "The claims of firmness of political correctness are falsehoods. [...] The intrinsic varieties of the disallowed critical forms of the truly aesthetic are similar to the abundance of created reality, of truth, of substance. They should not be patronized, but rather used respectfully and efficiently as devoted allies in [the] search for existential identities". (9) Henry Giroux twierdzi zdecydowanie, że forma myślenia krytycznego jaką jest wizjonerstwo, w zastanych, zwróconych ku siłowej standardyzacji kręgach opiniotwórczych funkcjonuje programowo, dziedzicznie niemal  jako herezja (10) Wymaga tym większej odwagi, indywidualnej i cywilnej, na im bardziej zażarty napotyka opór. (11) 

Oczywiście nikt nie jest w stanie odpowiedzieć na pytanie ile wspólnego ma ulotna wizja twórcza z jej jakoby odwzorowaniem przy użyciu umownie przybliżonej, symbolicznej notacji.  A już z cała pewnością nie zastępy przeżartych konformizmem, zindoktrynowanych  funkcjonariuszy "policji myśli", tego nieprzebranego mrowia nauczycieli, producentów, promotorów, krytyków, agentów itd., którzy  za pomocą ideologii Werktreue (wierność hipotetycznej intencji twórcy na jaka bedzie powolywal sie odtwórca), rozumiana jako Textreue (wierność zapisowi dzieła, partyturze) terroryzują poszukiwaczy zinstytucjonalizowanej Prawdy. Tu nie ma miejsca ani na wrażliwa wyobraźnię ani na transcendentna iluminację.  Każda próba wyłomu jest poddana natychmiastowej, bezwzględnej cenzurze i oznacza właściwie tylko jedno: śmierć społeczną. Gould, Tureck, Celibidache, Pogorelich z tytułowej Północy powrócili, mimo ze grali (grają) "inaczej" (12). A ilu przepadło? Tych nie policzył nikt, nie ma dla nich miejsca w ludzkiej pamięci. 

Ale nic to, bo właśnie na kruche motyle znów wytoczono  potężne machiny oblężnicze. (13)

No bo, na dobra sprawę, czymże jest Prawda? 



Jozef Kapustka        


 


Przypisy:

(1) https://www.erudit.org/revue/is/2005/v25/n1-2/1013308ar.pdf

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura