Blog
obserwator
Ernest Skalski
Ernest Skalski publicysta, czytam i piszę
0 obserwujących 330 notek 413850 odsłon
Ernest Skalski, 9 października 2014 r.

Czarny interes

 
Czarny interes
 
Od początku roku zginęło w naszych kopalniach dwadzieścia osób. Wypadków zaklasyfikowanych jako ciężkie było jedenaście. Wszystkich wypadków – 1469. Wskaźnik zabitych na milion ton wydobytego węgla wynosił 0.19 co znaczy, że jeden trup przypadał na ok. pięć milionów wydobytych ton. Ten wskaźnik w długim okresie maleje. Gdy w kopalniach pracowali więźniowie i żołnierze trup padał gęsto.
 
Wypadki, w tym śmiertelne, bywają w transporcie, budownictwie, na roli. Nikt jednak nie postuluje, by likwidować czy choćby ograniczyć te branże. A górnictwo węglowe podlega dyskusji i słusznie. Katastrofa w KWK Mysłowice nałożyła się na kolejne zaostrzenie permanentnego kryzysu branży.
 
Górnicy są aktywnym podmiotem w toczonej rozgrywce. Gdy tylko trochę ucichnie szum wokół ostatniej katastrofy, będzie się dla nich liczyła praca i płaca , a nie życie i zdrowie. A mężczyzna młody, zdrowy i silny może spokojnie przepracować pod ziemią piętnaście lat. Nawet w trudnych warunkach. Potem może być różnie.
 
W latach 1978 - 1980 wypadło mi zająć się tym tematem. Dwa razy zjeżdżałem pod ziemię w dwóch różnych kopalniach, rozmawiałem z górnikami różnych specjalności i z naukowcami od socjologii i ekonomiki górnictwa, z fachowcami od zdrowia górników i BHP. Stąd to i owo wiem.
 
Od tego czasu rewolucji w górnictwie nie było. Nastąpiła ona wcześniej kiedy pożegnano się z szuflą, podstawowym narzędziem górnika. Górnik ze stażem, w tych zaprzeszłych czasach – słyszałem – to był człowiek, który nie mógł rozprostować palców dłoni, łokci, ramion i grzbietu.
 
I do tego pracował – nadal pracuje - pod ziemią, a to nie jest naturalne środowisko człowieka. Kopalniany stres – twierdzili psychologowie od górnictwa - nie przechodzi przez całe życie. Napięcie jest zresztą konieczne; trzeba uważać. Maszyny, owszem, wyręczają w ciężkiej pracy, ale same stanowią niebezpieczeństwo. Pracujące mechanizmy w ciasnej przestrzeni, przewody pod napięciem, pociągi w ciasnych chodnikach. Do mediów trafiają tragiczne katastrofy górnicze, a proste złamanie nie jest traktowane jako wydarzenie. Pylica nie jest może aż  tak groźna jak dawnej, bo jest mechaniczna wentylacja, ale górnik miewa przewlekłe zapalenie górnych dróg oddechowych. W jednych miejsca, na podszybiu wieje zimny wiatr i pada…deszcz – naprawdę, zmokłem – a na ścianie upał i zaduch i pył.
 
Zaś zmiany w ostatnich dekadach oznaczają stopniowe pogarszanie się warunków pracy, w miarę tego jak kończą się stosunkowo łatwo dostępne złoża i coraz większy staje się udział trudniejszych.
 
Górnicze tradycje i obyczaje, wypracowane w ciągu pokoleń, duma z zawodu swoja drogą, a przy tym ambicją górnika było zawsze, by syn nie musiał pracować pod ziemią. Choć nie zawsze się udawało. Historycy branży ustalili, że trzymała się ona przez dwa z góra wieki dzięki kolejnym napływom siły roboczej z odległych rolniczych okolic. Ostatnie wielkie zaciągi miały miejsce już w PRL. Przy czym górniczy etos i obyczaj były na tyle silne, że nowi przybysze szybko wtapiali się w środowisko. Dzieci ”goroli” byli już ”hanysami”. Teraz nie ma już problemu z zawodem dla synów, bo to ojcowie walczą aby się w nim jak najdłużej utrzymać.
 
Płacić godziwie i rozsądnie
 
Ówczesne kontakty utwierdziły mnie w trwającym wciąż przekonaniu, że górnik dołowy powinien bardzo dobrze zarabiać, tak aby po tych piętnastu niegroźnych dla zdrowia latach mógł odejść – jak żołnierz po kontrakcie - i dobrze wystartować do następnych lat życia. By dobre warunki mieściły w sobie należytą opiekę lekarską i usługi socjalne, a gdy górnik na dłużej zostaje pod ziemią powinien mieć specjalne ubezpieczenie – komercyjne ! - gwarantujące bardzo wysoką emeryturę. I aby wszystkie wydatki na te cele, będące realną częścią składową kosztów wydobycia, ponoszonych przez właścicieli kopalń, znajdowały swoje odbicie w cenie węgla !
 
Piekarz też pracuje w relatywnie trudnych i szkodliwych dla zdrowia warunkach, a płacimy mu za to kupując chleb. Przy wszystkich różnicach między białą mąką i czarnym węglem mechanizm ekonomiczny powinien być taki sam.Cenę za węgiel ma płacić ten komu się ona kalkuluje, czy to przedsiębiorstwo, czy osoba fizyczna. I nie widać dobrego powodu, by ten odbiorca – przedsiębiorca, pracownik, emeryt, podatnik i płatnik ZUS – przepłacał za węgiel, opłacając cudze 13-tki, 14-ki, składając się na miliardy na specjalne świadczenia emerytalne górników. A do tego by utrzymywał zgraję nierobów i pasożytów, jakimi są niezliczeni bonzowie niezliczonych związków i związeczków zawodowych w tej branży. Żeby pokrywał utracone korzyści wynikające z zakupów sprzętu dokonywanych za łapówki przez prezesów i dyrektorów. A przy tym, byśmy byli pośrednio obciążani wynajmowaniem autokarów dla wandali, którzy przyjeżdżają by demolować nasz wspólny dobytek.
 
Demokratyczne państwo, reprezentujące ogół obywateli, ma wystarczającą ilość sposobów na prezentowanie i negocjowanie interesów różnych grup społecznych. Łącznie z legalnymi strajkami i legalnymi demonstracjami, bez użycia przemocy. I trzeba się przy tym liczyć, że nie każdy interes, niezależnie od słuszności jego uzasadnienia, może być w państwie spełniony. Są ograniczenia prawne, są interesy innych grup, które musza być uwzględnione, są ograniczone możliwości spełniania żądań. Nieuniknione bywa rozgoryczenie i gniew. I nawet wiedząc to wszystko, państwo, które ma być szanowane, nie ustępuje przed siłą, nie układa się z tymi, którzy wobec niego i współobywateli stosują przemoc. Nie dopuszcza do niej, stosując prawem przewidziane środki i karze za organizowanie tumultów i udział w nich.
 
Z tym w III RP nie jest najlepiej, a już górnicy stali się świętymi krowami. Nie dotyczą ich prawa ekonomiki i nawet prawo karne. Sprawy związane z importem swoją drogą. Domagają się rozstrzygnięcia. Lecz blokowanie torów, podobnie jak ongiś wysypywanie zboża na tory – niedopuszczalne i karalne. To, że ostatnia ich demonstracja pod Sejmem, podczas wygłaszania expose pani premier, przebiegała spokojnie, to oczywiście plus dodatni. I oby tak było dalej, jeśli tak musi być.
 
Kołysanka górnicza
 
W praktyce rękojmię przestrzegania elementarnych warunków ekonomicznych w górnictwie – i wszędzie indziej - może zapewnić tylko własność prywatna. Wszystkie państwowe, czy z udziałem państwa, spółki w górnictwie obciążają nas setkami milionów strat. Prywatna kopalnia Bogdanka zarabia. I zapewne płaci jakieś podatki.
 
Prywatyzacja i realna kalkulacja tej branży zmieniłaby nie tylko ją, lecz całą gospodarkę energetyczną, opartą w gruncie rzeczy na węglu. Zapewne też inaczej wyglądałaby wszechstronna kalkulacja wymagańklimatycznych UE i koszt elektrowni jądrowej. Niezależnie od tego co kto sądzi o globalnym ociepleniu, spalanie węgla – niechby nawet w mniejszej ilości i nie tak zasiarczonego jak w PRL – jest najbardziej szkodliwym ekologicznie sposobem uzyskiwania energii. I najdroższym, w naprawdę wszechstronnym i długofalowym rachunku. Biednego może być nie stać na szybką racjonalizację czegokolwiek, lecz nie powinien z biedy robić zalety i bronić jej jak niepodległości. Nie pozwala to na planowanie, niechby powolnego, wychodzenia z tej biedy. A wychodzenie wymaga powstania z kolan.
 
Górnictwo od dawna cieszyło się sporym, zresztą zasłużonym, szacunkiem, ale w PRL nastąpiła jego sakryfikacja. W ramach kultu klasy robotniczej, wyróżniał się kult tej od ciężkiego przemysłu, a już górnictwo to była corona industriae. Wynikało to i ze zmurszałej teorii i po trochu z kolorytu, który ozdabiał bonzów systemu. I ozdabia do dziś. Śpiewając ”Szła dzieweczka…” kołysali się w Barbórkę kolejni pierwsi sekretarze KC, kołyszą się premierzy i ministrowie RP.
 
Za Gierka z górnictwa zrobiło się wręcz państwo w państwie, z własnym zapleczem socjalnym, zdrowotnym i budowlanym. Funkcjonowało górnicze zjednoczenie budowlane. I gdy normalnie na mieszkanie spółdzielcze czekało się do dwudziestu lat, przy kopalniach w Jastrzębiu nowy górnik dostawał je od ręki. Była nawet odrębna sieć sklepów – tzw. ”geweksów” – gdzie było to czego nie było poza Peweksami, tyle, że górnik nie musiał mieć waluty czy bonów dolarowych, bo dostawał talony. A kalkulacja wydobycia i eksportu węgla była naciągana nawet jak na gospodarkę realnego socjalizmu, w którym nie było realnych pieniędzy, a ceny ustalała po uważaniu Państwowa Komisja Cen.
 
W ten sposób doszło w roku 1988, ostatnim pełnym roku PRL, do 193 milionów ton wydobytego węgla kamiennego i 32 milionów ton jego eksportu. Przy światowych cenach rzędu 40 – 45 dolarów za tonę i przy niepoliczalnych realnych kosztach wydobycia. Trudno o gorszy interes. Wydrenowano w miarę dostępne złoża, zasiarczony węgiel rujnował środowisko, szkody górnicze niszczyły Śląsk. Górnictwo przeciążało infrastrukturę kolejową i tabor. Było ono jednym z głównych czynników obciążających coraz mniej wydolną gospodarkę. Ale ”się opłacało”, a Balcerowicz z Sorosem i Sachsem na polecenie Banku Światowego zniszczyli górnictwo, którego roczne wydobycie jest teraz rzędu 80 milionów ton, co zmusza Polaków do kupowania węgla z importu. Tak się jakoś składa, że taniego, podczas gdy drogi polski zalega na hałdach. I przy tym systemowe płaczki jakoś nie kwapią się do rzetelnego porównania całej polskiej gospodarki i Polski z lat 1988 i 2014.
 
Przypominam sobie nieczynne szyby kopalniane Zagłębia Ruhry, widziane już na początku lat siedemdziesiątych zeszłego wieku. Niemcy jakoś niezgorzej sobie radziły bez węgla, choć niewiele wcześniej, jeszcze zaraz po wojnie, był on i tam bardzo ważny.
 
Czas węgla kamiennego przemija. Wycofywanie się zeń jest elementem rozwoju cywilizacji. To proces stopniowy i zaczyna się od zaniechania wydobycia w najtrudniejszych i najmniej opłacalnych kopalniach. A takie przeważają w Polsce. Nie stać nas na zdecydowane ograniczenie wydobycia w najbliższych latach ? Może. Ale powtarzam; trzeba uczciwie obliczyć ile naprawdę kosztuje nas energetyka węglowa. A tego nie da się zrobić przy obecnym systemie paznstwowej  własności i niepełnych rozliczeń w górnictwie.
 
Jeszcze bardziej się nie da jeśli zostanie zrealizowany pomysł, aby deficytowe kopalnie łączyć z dochodowymi przedsiębiorstwami energetycznymi. Zagmatwa się wszystko jeszcze bardziej, a do górnictwa będziemy może dopłacać również w rachunkach za prąd.
 
…z żywymi naprzód iść…
 
Luddyści którzy dwieście lat temu w Anglii niszczyli maszyny włókiennicze nie zatrzymali postępu technologii, rozwoju przemysłu, poprawy warunków życia wszystkich warstw społeczeństwa.
 
W roku 1812 parlament angielski uchwalił ustawę karzącą za ten proceder. Z jej mocy powieszono siedemnastu luddystów w Jorku, a znacznie więcej powędrowało zasiedlać Australię. Naszym luddystom za łamanie prawa na torach w Braniewie czy na ulicach Warszawy nic praktycznie nie grozi ze strony prokuratorów, którzy zajmą się nieprawidłowościami przy imporcie węgla. Będą koncesje na handel węgla. Dlaczego ? I jak to się ma do generalnej zasady wolności gospodarczej ? Prawdopodobnie już sporo tych, którzy je będą przyznawać zaciera ręce.
 
Oszustwa w tym imporcie, jak wszędzie, należy wykrywać i karać. Ale nie zmieni to ogólnego bilansu, w którym wydobycie węgla pozostaje w wielkim zapewne stopniu nieopłacalne. System płac i ogólnie system rozliczeń, ma na celu skrycie tej nieopłacalności, choćby w części. Mniej więcej tak jak pod rządami nieświętej pamięci Państwowej Komisji Cen.
 
Nie wygląda zachęcająco to co robi rząd, powołany wszak do pilnowania porządku i przestrzegania prawa oraz do dbania o ład i równouprawnienie wszystkich podmiotów w gospodarce. Jak na razie podejmuje kroki, fakt że umiarkowane, podtrzymujące zacofanie energetyczne i broni partykularnych interesów tych wspaniałych mężczyzn z kolorowymi pióropuszami wyzyskujących ogół pracujących na nich podatników.
 
Tę politykę podjął premier Tusk, kontynuuje ją premier Kopacz. Wiadomo o co chodzi. Przed wyborami rząd nie zraża liczących się grup społecznych. Wszelako ton komentarzy na forach internetowych każe się zastanowić czy to się rządowi opłaca. Widać wypowiedzi w rodzaju: ” Od…cie się od górników” Wydaje się jednak, że przeważają głosy oburzenia. Antygórnicze i antyrządowe – patrz dalej. Ale to może być tylko wrażenie. Nie spotkałem badań opinii publicznej w tym względzie. Można sądzić, że jeśli coraz więcej ludzi pójdzie po rozum do głowy i zacznie go tam znajdować, to z czasem dokładanie do górnictwa przestanie się opłacać również wizerunkowo.
 
Na razie mamy dramat w KWK Kazimierz-Juliusz, ostatniej kopalni w Zagłębiu Dąbrowskim. Miała być do końca września zamknięta z powodu wyczerpania się złóż węgla. Górniczy protest pod ziemią okazał się skuteczny. Sam się wzruszyłem, widząc zmordowanych, umorusanych ale szczęśliwych górników z małymi dziećmi. Pani premier zaprosiła żony górników. Ciepło i miło.
 
W atmosferze; kochajmy się, przedłużono funkcjonowanie kopalni na kilkanaście miesięcy, dopóki nie wyskrobie się resztek węgla. Dopłaca się do tego sto milionów złotych, co zresztą wymaga od Sejmu błyskawicznej zmiany ustawy. Czy nie taniej byłoby z tych pieniędzy wypłacić górnikom ich zarobki za te miesiące, żeby już się nie męczyli i nie powiększali obciążenia nas wszystkich. Brać pieniądze za niezrobienie nie honor ? Tak. A brać za wyzysk rodaków?
 
- Leszek Balcerowicz;
”Jeżeli coś jest widowiskowe i podoba się mediom, wtedy to jest nagłośnione i niektórzy politycy się na to łapią. Tysiące ludzi traci pracę i czy teraz wszystkich będzie do siebie zapraszała premier Kopacz? … Ten wizerunek nie będzie na dłuższą metę zwiększał poparcia, tylko je zmniejszał. Oportunizm nie zawsze przynosi polityczne awanse…Wyborcom PO nie podobają się tego typu działania związane z rozdawaniem publicznych pieniędzy. Nie przyciągnie też wyborców PiS-u.”
 
- Internauci z portalu gazeta.pl;
”Wreszcie ktoś – to o wystąpieniu Leszka Balcerowicza - skomentował problem od właściwej strony. Bo ja tylko wczoraj słyszałem o "wielkim sukcesie negocjacyjnym, wszystkie strony zadowolone, górnicy nie tylko nie stracą pracy, ale zachowają przywileje mieszkaniowe". Czemu Naród się cieszy jak związkowcom uda się coś "wywalczyć", nie zastanawiając się, że odbywa się to kosztem Narodu? Górnicy mają jakieś chore przywileje w tym kraju, tylko dlatego że są zorganizowani, silni i palą opony pod Sejmem raz na parę lat, a nikt nie strajkuje przeciwko przywilejom górników. ”
”Miała być Thatcher, a okazała się miękka faja.
Znowu rozdawnictwo ciężko uciułanych przez innych podatników pieniędzy.”


 
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

”...Skalski to mistrz syntezy ”sprzedawanej”... atrakcyjnie” (Stefan Kisielewski)

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • PIOTRUŚPAN Pokaż mi, Panie Piotrusiu, choć jeden mj tekst opublikowany w ”Trybunie Ludu”,...
  • Od autora - Magister Skalski pisze we własnym imieniu i dlatego MY gratulations. - Albo ja...
  • PT Komentatorzy Czy to naprawdę tak trudno zrozumieć co się czyta ? Jak reaguje normalny...

Tematy w dziale