29 obserwujących
451 notek
348k odsłon
  2792   0

Jednak lukrecja? I coś jeszcze o kąpielach ziołowych

Pisałem dopiero co w komentarzach, że lukrecja pomogła mi okresowo zwalczyć migreny, przerywając zaklęty krąg ich niemal coweekendowych nawrotów (faktycznie zdarzało się znacznie rzadziej niż raz na tydzień, ale za to łapało w najmniej porządanym momencie, typu wyjazd) - ale że jednak nie przypisuję jej "bezpośrednich" właściwości przeciwbólowych. W sobotę jednak zdarzyło się coś niezwykłego, co każe mi się tej sprawie lepiej przyjrzeć. Od rana mnie nieco ćmiło w głowie, ale po napiciu się herbaty lukrecjowej wszystko mi się ułożyło. Uznałem jednak, że przede wszystkim jest to skutkiem uzupełnienia płynów - bo straszne bóle głowy brały się często z nieostronżności - z zaniedbania uzupełniania płynów w organizmie, mówiąc "naukowo". A że tym płynem był odwar z ziół z przewagą lukrecji, to tym lepiej... Następnie pojechaliśmy do znajomych, czułem się dobrze, ale od pewnego momentu znów jakby lekko mnie ćmiło. Pojechałem narwać ziół nad Widawę, i już na miejscu poczułem się właśnie tak dreszczowo-migrenowo, czyli dość paskudnie. Zimno i źle. Założyłem jednak kurteczkę "od wiatru" i opróżniłem termos ciepłej herbaty - zwykłej czarnej ale z lukrecją. Po chwili wszystko mi przeszło, czułem się świetnie i poszedłem na zioła, gdzie też "narwawszy" ostatnich w tym roku kwiatów wrotyczu, i oraz także ostrożenia i rdestu ptasiego; trafił się też jeden cenny lepiężnik.

To drugie ozdrowienie też jednak potraktowałbym ostrożnie - gdyby nie trzecie, wieczorne, po powrocie do domu. Zabrałem się za zielsko - płukanie w wannie, mielenie, siekanie rdestu jak szczypiorku (i do zamrażary!) - zeszło mi na tym sporo czasu... Ta robota pomimo zmęczenia dniem odbiła mi się już zupełnym stanem przedmigrenowym, pulsujący ból głowy nasilał się, dreszcze itd. - było źle, z doświadczenia wiem, że na tym etapie nie pomaga już nawet dobra tabletka przeciwbólowa ("dobra" to salicylany z kofeiną). Odbyłem więc szybki "bieg z przeszkodami" mający na celu "czymprędsze" znalezienie się pod kołdrą, w oczekiwanu zresztą na najgorsze. Napiłem się jednak jeszcze po drodze ciepłej herbaty lukrecjowej (gdzieś ze dwie szklanki). I stała się rzecz niebywała - po parunastu minutach wszystkjo przeszło! To się po prostu nie zdarza. A jako że wpływ korzenia lukrecji obserwowałem już wcześniej - przypisuję to działanie właśnie jemu. Od dziś do wiosny piję każdego dnia co najmniej łyżeczkę lukrecji w postaci odwaru lub naparu (zwykle daję łyżeczkę na litr). Być może on działa tak dobrze właśnie na mnie, na mój typ bólu głowy? Nie mam pojęcia, ale to ostatnie "ozdrowienie" było rzeczą niebywałą. Nie miałem okazji przeżyć wcześniej czegoś takiego chyba dlatego, że pijając lukrecję regularnie - po prostu migren nie miałem. Teraz dopiero do niej powróciłem, więc organizm jeszcze nie jest nią nasycony, działa krótkotrwale po wypiciu a nie permanentnie - i oto była możliwa taka obserwacja. Jak pisałem - zdumiewająca i bezprecedensowa.

---

A skoro pisałem o kąpielach ziołowych w leczeniu AZS, to muszę oddać sprawiedliwość jeszcze innym zielskom, nieco pokrzywdzonym moją pochwałą wrotyczu. Po raz pierwszy wyraźny efekt leczniczy przyniosła kąpiel w zielu uczepu trójlistnego, to akurat można kupić w sklepikach zielarskich. Jest to tradycyjne remedium na łuszczycę - i na te właśnie zioła powinni zwrócić uwagę atopicy. Wcześniej robiliśmy jakieś kąpiele w zielu ostrożenia, ale nie były one spektakularne w skutkach, choć dawało się dostrzec pewne złagodzenia stanu skóry. Kąpiel w samej wodzie tego nie daje, potrafi to dawać emolient dodany do wanny, który jednak z kolei skutkuje niekiedy wystąpieniem silnej pokrzywki (zioła raczej nie a jeśli nawet, to zaraz się ten efekt cofa, jeszcze w wannie; w wypadku emolientu konieczne jest przerwanie kąpieli). Dodajmy tu przy okazji, że uczep to charakterystyczna, rachityczna roslinka nadrzeczna - dokładnie ta, która zostawia nam w ubraniach tuziny nasionek wpinających się w tkaniny dwoma małymi zadziorkami. Nie chodzi o rzepy, tylko o takie jakby "pesteczki"... Ostrożeń zaś, to taki większy, bujniejszy i urodziwszy oset - ma szerokie liście i tworzy efektowny gąszcz, a na łące znajdziemy go często w postaci wielkiej, efektownej rozety. Tradycyjnie ceniony jest ostrożeń warzywny (nawet w niektórych krajach uprawiany jako warzywo), ale podobne właściwości ma ostrożeń polny. Zbierałem go ostatnio dla wzbogacenia składu kąpieli, składnik bardziej "wypełniający".

Dobrze zadziałała także Ehinacea purpurea - ziele jeżówki purpurowej, jednej z lepiej przebadanych roślin leczniczych. To o niej można przeczytać w kolorowych gazetkach, że jest jedyną rośliną leczniczą o "rzeczywiście" udowodnionym i silnym działaniu, co akurat jest bzdurą, bo takich roślin są dziesiątki, a wśród nich jedną z najbardziej zadziwiających jest pospolite jaskółcze ziele. Ziela jeżówki używaliśmy więc z powodzeniem do kąpieli, a dodatkowo kupowaliśmy czasem korzeń tej roślinki, chyba słusznie uchodzący za czołowe zioło przeciwzapalno-przeziębieniowe. Robi się z niego odwar do picia. Działa świetnie, choć oczywiście zawsze może człowieka najść myśl, że może i bez tego by przeszło, podobnie jak przy płukaniu gardła naparem wrotyczu (zawsze skutecznym). Jednak przy skutecznym antybiotyku nie ma się takich myśli - to musi działać! Dotyczy to jednak także co lepszych ziół - tych o silnym, pewnym działaniu. Po prostu aż się w nie momentami nie dowierza.

Lubię to! Skomentuj11 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale