Fascynują mnie teksty, mielone bez ustanku we wszystkich możliwych serwisach, dzień w dzień, od nie pamiętam już kiedy, choć ostatnio coraz częściej: rynki troszkę uspokojone, giełda znów lekko w dół, na parkiecie zielono, dziś przeważał kolor czerwony, wskaźniki drgnęły, brak oznak paniki wśród inwestorów, dobre wyniki nie przekładają się na długoterminowy optymizm, gracze są zaniepokojeni, indeksy lekko się obniżają, itd, itd. Chodzi mi może nie o same teksty, które składają się łącznie najwyżej z dwudziestu słów odmienianych przez wszystkie możliwe liczby, przypadki i rodzaje, łączonych w bezładne chyba ciągi wg jeszcze bardziej bezładnych algorytmów. Fascynuje mnie, że ktokolwiek ma jeszcze siłę te teksty tworzyć, ktoś ma siłę to czytać lub słuchać, a są i tacy, którzy nawet w to wierzą i się tym przejmują.
Zrozumcie proszę naiwni, że wszystko to jest fikcją, imaginacją sprowadzającą się do kilku elektronów czy odkształceń pola elektromagnetycznego, które po przeleceniu pewnej ilości światłowodów i kabelków wyświetlają się na waszych monitorach, u jednych z plusem, u drugich z minusem. Wasze akcje, udziały, fundusze czy inne "pożal się Boże aktywa" które przechowujecie w tych światłowodach i na twardych dyskach, są warte tyle, ile twardej gotówki czy pracy dadzą za nie inni. Czyli na końcu, po odjęciu Elektronowej Wartości Imaginowanej będą zapewne ułamkiem pierwotnej wartości. To że wcześniej zapłaciliście żywym pieniądzem za swoje marzenia, nie daje wam teraz żadnego prawa do domagania się zwrotu. Dostaliście przecież marzenia, niektórzy z was mogli się nimi cieszyć nawet bardzo długo, niektórzy marzą nadal. Karmiliście się swoimi marzeniami i na dodatek chcecie je jeszcze realizować? Pamiętajcie, że nie można zjeść ciastka i mieć ciastka. To pierwsza zasada ekonomii.
Rozumiem, że żałujecie trochę pieniędzy, zeżartych wam przez banki, greckich nierobów, francuskich rolników, brukselskich urzędników, naszych polskich zresztą też. I wiem, że fajnie było wpłacić na początku kasę, po czym gapiąc się w monitor, czekać aż sama urośnie. Nic z tego, sama nie urośnie! Ale miło się marzyło, co?
Kiedyś sprzedawałem coś jakiejś babci i mówiłem, że jakby co, może to wziąć na kredyt. A ona mi na to, że po co jej kredyt, przecież nikt nigdy nie dostanie więcej, niż sam sobie wypracuje własnymi dziesięcioma palcami. Do dzisiaj te dziesięć palców to dla mnie wykładnia wielu policzalnych wartości. A inne wartości to tylko elektrony, światłowody, kabelki i monitory. I żal mi trochę, że sam niestety też coś ulokowałem w Elektronową Wartość Imaginowaną. Jak leming jakiś. Tfu, ale stało się i już nie odstanie.
Czekam tylko, aż w końcu te idiotyczne teksty o giełdach, kursach, i kolejnych transzach pomocy dla Grecji i złodziejskich banków przestaną ukazywać się w serwisach, bo wszystko, z całym euro i Brukselą na czele, wreszcie trafi %$&%$#@%&. Staniemy wtedy nadzy, w prawdzie, mając do dyspozycji tylko dziesięć palców. I wreszcie będziemy wolni.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)