Ktoś, kto powinien używać języka miłości i tolerancji (wszak publikuje w kochającej wszystkie owady, ryby i ssaki [mniej ludzi] Gazecie Wyborczej) i nazywa się Hartman, nie powinien w chamski i bezczelny sposób obrażać innych. A jednak… Jana Hartmana stać na to w programie telewizji publicznej, emitowanym na żywo!
25 sierpnia w "Warto rozmawiać" Wojciech Cejrowski w męskich słowach podsumował pierwsze dni prezydentury Bronisława Komorowskiego oraz "premierowanie" Donalda Tuska, nazywając obu chłoptasiami. Konkretnie chodziło o to, iż Kaszub oraz mieszkaniec Budy Ruskiej, kolokwialnie mówiąc, nie mają jaj.
W tym momencie głos zabrał Jan Hartman. Kierując złośliwie swoje zdanie w kierunku red. Cejrowskiego, podkreślił, żeby nie uczyć męskości kogoś, kto ma pięcioro dzieci.
No cóż, panie ex-Kramsztyk, od razu pomyślałem sobie, iż nie każdy kto potrafi, za przeproszeniem - pi…..ć, automatycznie musi być prawdziwym mężem stanu. Dla przykładu przypomnę wybitną postać Romana Dmowskiego, któremu Donald Tusk rękami Bronisława Komorowskiego mógłby czyścić podeszwy butów. Otóż ten PRAWDZIWY MĄŻ STANU nie miał dzieci, ale nikt – od lewicy po prawicę – nie mógłby jemu zarzucić 'braku jaj'.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)