Tragedia w Szpitalu Południowym. Kobieta straciła dziecko po oczekiwaniu na SOR-ze

Redakcja Redakcja Zdrowie Obserwuj temat Obserwuj notkę 71
Do dramatu doszło w niedzielę 21 czerwca w Szpitalu Południowym w Warszawie. Kobieta w 22. tygodniu ciąży trafiła na szpitalny oddział ratunkowy z silnym bólem brzucha, gdzie czekała na pomoc ginekologiczną ponad trzy godziny - ujawnił Onet. Niestety, pomimo późniejszej walki lekarzy, dziecka nie udało się uratować. Nawet po wybuchu afery w placówce są nieprawidłowości, które skutkują tragedią ludzi.

Z artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego ciężarna czekała na pomoc ginekologa aż 3 godziny i 22 minuty
  • Jak personel SOR-u zignorował objawy i wpisał w dokumentację stan "dobry”
  • Jak przebiegała dramatyczna operacja oraz dwugodzinna reanimacja noworodka urodzonego przez cesarskie cięcie
  • Jakie kroki prawne - w tym skargę do Rzecznika Praw Pacjenta - rozważa poszkodowana

Trzy godziny ignorowania bólu. Brak KTG na oddziale ratunkowym

Kobieta w 22. tygodniu ciąży przyjechała karetką do Szpitala Południowego w Warszawie. Była niedziela, 21 czerwca, dokładnie godzina 14:23 - opisał Onet. Pacjentka od początku sygnalizowała personelowi bardzo silny, rwący ból brzucha. Mimo to na oddziale nie wykonano podstawowej diagnostyki położniczej. W trakcie wielogodzinnego oczekiwania nikt nie podłączył jej do aparatu KTG, który monitoruje tętno płodu i skurcze macicy.

Zamiast natychmiastowej konsultacji ginekologicznej, personel medyczny wielokrotnie zbywał cierpiącą. Na jej kolejne prośby o wsparcie odpowiadano jedynie, że oddział wciąż czeka na wyniki rutynowych badań krwi. - Czekałam z umierającym dzieckiem w brzuchu kompletnie sama. Gdy mówiłam, że boli mnie przeraźliwie, nikt nie reagował - relacjonowała w rozmowie z portalem Onet.

Spóźniona interwencja ginekologa. Krew w brzuchu pacjentki

Sytuacja zmieniła się po ponownym telefonie pielęgniarki na oddział ginekologii. Lekarka z przenośnym aparatem USG przyszła do oczekującej ciężarnej o 17:45. Od przyjęcia na SOR minęły dokładnie 3 godziny i 22 minuty. Wokół łóżka nagle zrobiło się tłoczno. Wezwano dodatkowy zespół medyczny. Rozgoryczona poszkodowana pytała obecnych na sali pracowników: - Gdzie byliście przez te trzy godziny?

Badanie ultrasonograficzne wykonane na miejscu natychmiast ujawniło krytyczny stan dziecka. Tętno płodu spadło do zaledwie 90 uderzeń na minutę, co oznaczało bezpośrednie zagrożenie życia. USG wykazało też dużą ilość krwi w jamie brzusznej pacjentki - podejrzenie pęknięcia macicy. 


Zapis w dokumentacji: stan pacjentki „dobry”

Dokumentacja medyczna sporządzona na izbie przyjęć stoi w całkowitej sprzeczności z faktycznym stanem. W papierach z SOR-u stan kobiety wpisano jako "dobry”. Odnotowano rzekomo prawidłowe ciśnienie oraz zachowany kontakt logiczny.

W rzeczywistości w jamie brzusznej trwał masywny krwotok wewnętrzny, który zagrażał jej życiu. Zignorowanie objawów i wielogodzinne opóźnienie interwencji doprowadziło do stanu skrajnego zagrożenia. Wymagało to natychmiastowego cięcia cesarskiego. Ciężarna trafiła na stół operacyjny w trybie pilnym. Lekarze podjęli desperacką próbę ratowania matki i dziecka. Cenny czas został jednak zaprzepaszczony na korytarzu warszawskiej placówki.

Zaraz po wydobyciu noworodka zespół przystąpił do intensywnej akcji ratunkowej. Według dokumentacji medycznej i relacji mediów, dziewczynka otrzymała 0 punktów w skali Apgar. Była skrajnie niedotleniona i sina. Reanimacja dziecka trwała pełne dwie godziny. W jej trakcie doszło do jednej próby samodzielnego oddechu. Niestety, niedotlenienie organizmu okazało się zbyt rozległe. Dziewczynka zmarła pomimo wysiłków całego zespołu.

Dla matki utrata dziecka w takich okolicznościach stała się niewyobrażalną traumą. - Mam niezgodę na to, jak traktowane są kobiety ciężarne w szpitalach - stwierdziła po opuszczeniu placówki. 


Afery w Szpitalu Południowym. To nie pierwsze problemy placówki

Tragedia z 21 czerwca wywołała falę komentarzy, bo to nie pierwszy przypadek skandali wokół standardów opieki w tej placówce. Szpital, choć nowoczesny, od dłuższego czasu zmaga się z problemami kadrowymi i organizacyjnymi, a także politycznymi wpływami na czele z byłym zarządzającym SOR-em, b. radnym KO, Dawidem Kacprzykiem. Rzutują one na bezpieczeństwo pacjentów.

Wcześniejsze doniesienia medialne wskazywały na braki w obsadzie na kluczowych oddziałach. Zgłaszali je sami pacjenci oraz związki zawodowe. Sprawa śmierci dziecka stała się kolejnym argumentem dla krytyków zarządzania szpitalem, którzy domagają się pilnych kontroli.

Śmierć dziecka badają już instytucje zewnętrzne. Według stanu na wrzesień 2026 r. Narodowy Fundusz Zdrowia przedłużył kontrolę w Szpitalu Południowym - najprawdopodobniej do października. Postępowanie w sprawie placówki prowadzi Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Okoliczności zdarzenia wyjaśniają także Rzecznik Praw Pacjenta oraz Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej Naczelnej Izby Lekarskiej. Poszkodowana zadeklarowała złożenie formalnej skargi do biura rzecznika. Zapowiedziała też konsultacje pełnomocników w sprawie ewentualnego zawiadomienia prokuratury.

Śledczy mieliby ocenić, czy doszło do narażenia życia i zdrowia kobiety. A także, czy zaniechanie personelu doprowadziło do śmierci dziecka. Warszawska opinia publiczna domaga się stanowiska dyrekcji placówki. Szpital jak dotąd unika szczegółowych wyjaśnień, zasłaniając się tajemnicą lekarską.   


Fot. Szpital Południowy/East News 

Red. 

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj71 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (71)

Inne tematy w dziale Rozmaitości