Szkoła janczarów z ul. Wiertniczej, gdzie przez wiele lat Red Gadowski pracował, powyższy tytuł w pełni uzasadnia.
(A. dedykuję:)
Przyjmijmy, że Red Gadowski szuka alibi i wytłumaczenia.
Załóżmy także, iż owo alibi oraz podręczny zestaw argumentów do samoobrony nie są dla niego, ale dla tych wszystkich, którzy się pragną na nim wzorować lub do niego upodobnić.
To założenie jest o tyle konieczne, że leżąca u podstaw tej notki, moja wiara w inteligencję Red Gadowskiego zakłada, iż pytań jakie postawil w swoim wpisie, nie mógł zadać serio sam sobie.
Ba, ale czy ja rzeczywiście mogę takie założenie przyjąć?
Sporo bowiem w ostatnich miesiącach wywiadów i wypowiedzi, w których Red Gadowski rękami i nogami broni się przed, jak to sam zręcznie nazywa - "politycznym uwikłaniem w publikowanie w "Gazecie Polskiej", z którą przecież przez wiele lat współpracował.
Lub też próbuje stać pośrodku, na przykład między PO i PIS, aby przypadkiem - "nie dać się opętać politycznej gorączce", choć warto wiedzieć, że w 1991 r. Witold Gadowski startowal do Sejmu z listy Porozumienia Centrum.
Czy to co nam ostatnio zaprezentował, to dalszy ciąg tej gimnastyki, czy może próba zwarcia szpagatu?
Jeśli to drugie muszę przyznać, że na tle na przykład Rolexa, który przejawia paniczny, zadziwiający wręcz lęk nawet przed takich pytań stawianiem, Red Gadowski jawi się jako postać godna uwagi i szacunku.
Jeśli pierwsze, wolę Rolexa, ma lżejsze pióro.
Na koniec satyryczno-ekscentryczna anegdotka, pozornie tylko niezwiązana z treścią notki, acz udatnie wszelkie dramatis personae (z autorem włącznie) łącząca.
W domu wampira nie wiesza się lustra w salonie.
Nie potrzeba.
Czasem za to przybija się tam do ściany, na widocznym miejscu, kosztowny zegarek.
Pozornie rzecz również bez sensu.
Wampiry, jak wiadomo, czasu nie liczą.
Ale co złoto, to złoto i co szpan, to szpan.
Rzeczy, jak wiadomo, ponadczasowe.
Tym bardziej, że nikt nie zapyta, z czyjej to krwawicy.
Nie wypada.
Inne tematy w dziale Polityka