Jest taki moment w dyskusji, sporze, rywalizacji, gdy jedna ze stron zdaje sobie sprawę, że brakuje jej argumentów i zaczyna się posługiwać formułą "A u was to Murzynów biją".
Trzeba było jakoś pokryć własne tchórzostwo i ucieczkę od debat, kompromitujący najbardziej PO wyrok "sądu" w trybie wyborczym, zaczęto więc zarzucać PIS próbę "poniżania i przesłuchiwania ministrów".
To oczywiście klasyczne zagranie PO, wmawiającej przeciwnikowi własne intencje i działania.
Wyjątkowo przy tym bezczelne, gdyż następujące niemal natychmiast po 11-godzinnym przesłuchaniu Zbigniewa Ziobro na zlecenie gości, którzy powinni siedzieć w więzieniu.
Tym niemniej jednak, a może po części dlatego, tak jak poprzednie wiwijasy w tegorocznej kampanii wyborczej PO - wizerunkowo kompletnie nieskuteczne.
No bo sugerowanie, że ministrowie tego, najlepszego od wieków, polskiego rządu mogą zostać w rozmowie na temat zawarty w zakresie ich kompetencji, przez żałosną, oszołomską i nic nie znaczącą opozycję poniżeni, raczej im - delikatnie rzecz ujmując - najlepszego świadectwa nie wystawia.
Czyżby Tusk zaczynał kolejną fazę kampanii wyborczej, opartą tym razem na wzbudzaniu wobec siebie i PO litości?
"Bo wicie, rozumicie, my to tylko trochę więcej niż zero, ale jak nam jeszcze raz dacie szansę...".
PIS powinien się natomiast skupić na drugiej części "zarzutów" Tuska, ujmując sprawę mniej więcej tak:
Jeśli dla Tuska pytania zadawane rządowi przez opozycję kojarzą się z przesłuchaniem, to chyba myli demokrację z totalitaryzmem, gdzie zadawać pytania mogą jedynie rządzący.
A może wie on coś więcej na temat najwłaściwszej formuły rozmowy z członkami swojego rządu?
PS
Pierwsza z "uciekinierek od debat" postanowila "podyskutować" i "dać odpór" PIS na swoim blogu. Wyszło jej na to, że PIS ma taki sam program jak ona:)
PIS dobrze wiedział, kogo do debaty zaprosić.
Inne tematy w dziale Polityka