Tomasz Sakiewicz zaaapelował, żeby szefowie mediów ogłosili, na kogo zamierzają głosować w najbliższych wyborach.
Naiwność? Zapewne trochę tak. Ale przynajmniej miał odwagę powiedzieć wszystkim - sprawdzam.
Potraktowanie apelu Sakiewicza niemal powszechnym milczeniem nie dziwi. Jedyne co zaskakuje, to mozolna próba wytłumaczenia odmowy, podjęta przez szefa portalu "Wpolityce" Michała Karnowskiego.
Gdybyż się ona bowiem zakończyła na prostym - wybory są tajne i jam mam zamiar z tego prawa skorzystać. Otóż nie, Red Karnowski postanowił - szanując postępowanie Tomasza Sakiewicza - swoją decyzję zracjonalizować i jak się to zawsze dzieje w wypadku osoby udającej kogoś, kim naprawdę nie jest, zaplątał się we wlasne nogawki okrutnie.
"Wyjaśniam więc, że deklarację Sakiewicza o tym, którą partię wspiera, przyjmujemy jako coś uprawnionego i normalnego. Przed wojną tradycją było w polskiej prasie mocne i wyraźne afiliowanie redakcji przy partiach politycznych. Deklarację o tym kogo popierają składają też często lokalne i centralne redakcje amerykańskie (choć nie rezygnują z dążenia do obiektywizmu).
Jednak w polskich warunkach jest to dość rzadko spotykane (wcześniej Jacek Żakowski ogłosił iż wspiera SLD). I chyba lepiej by tak zostało. Publicysta naszym zdaniem powinien być bowiem wierny wartościom, a nie żadnej partii."
Dlaczego to, co było dobre w II RP i jest dobre na przykład w USA, w Polsce ma nie być dobre?
Red Karnowski chciałby zapewne, żeby wszyscy czytelnicy się domyślili, że to na co mógł się zdobyć Tomasz Sakiewicz jest poza jego zasięgiem. OK, domyślamy się.
Ale skoro Karnowski próbuje się ulokować między Sakiewiczem a Żakowskim, pragnę go poinformować, że jest taka wartość niewątpliwa, która nazywa się prawda.
W pewnych sytuacjach można ją konfrontować z innymi wartościami, na przykład ze wspomnianym przeze mnie konstytucyjnym prawem do tajności głosowania, i dokonywać między nimi wyboru. Ale nie można wypisywać takich głupot jak poniższe:
"Deklaracja iż dany publicysta idzie z jedną czy drugą partią mogłaby więc w warunkach polskich oznaczać jeszcze mniej wolności, a nie, jak sądzi Sakiewicz, większą przejrzystość."
Bowiem to oznacza, że dla Karnowskiego prawda niesie ze sobą zniewolenie.
A tak myślą niewolnicy kłamstwa.
I nie ma już wtedy większego znaczenia, że taki mentalny niewolnik stara się mrugać do nas porozumiewawczo, że przecież gdyby się oficjalnie określił jako przeciwnik rządzących, to by tyle nie miał, tyle nie mógł, itd.
My już wiemy, że tę smycz trzyma ktoś inny, a ten który jest do niej uwiązany tłumacząc się, zawsze próbuje tłumaczyć nie siebie, ale swojego Pana.
Naprawdę, lepiej było milczeć.
Inne tematy w dziale Polityka