To już nie jest rocznica Porozumień Sierpniowych i Solidarności.
No bo jakich Porozumień? Czy tych które, jak przyznał dzisiaj, w jednej z tak dla niego charakterystycznych, chwil bezdennej szczerości Bolek - "musieliśmy podpisać, bo by nas zabili"?
A co do Solidarności...
Ta parada spasionych, odpychających kreatur. Ci wszyscy prezydenci i premierzy, przemykający się chyłkiem, na kilka godzin przed oficjalnymi uroczystościami, w podwójnej obstawie. Ci przyjaciele "ludzi honoru" i pupile oficerów prowadzących. Dmuchane "ikony" i wynajęci kuglarze, odgrywający role dawnych herosów.
Ten wreszcie spacyfikowany, usłużny - z nielicznymi wyjątkami - wobec władzy związek zawodowy, coraz bardziej przypominający peerelowski CRZZ. Oficjalne obchody zaczynają mi się kojarzyć z komunistycznym świętowaniem 1 maja. Ta sama już prawie dawka bełkotu i obłudy.
Zapomnijmy o tym.
Jarosław bardzo dobrze zrobił, że nie pojawił się na dzisiejszych uroczystościach, tylko jutro przyjedzie na zaproszenie stoczniowców. Nawet jako tło dla wyżej wymienionej hołoty jest kimś, na kogo oni nie zasługują.
To jest rocznica Protestu i Nadziei.
Protestu przeciwko zniewoleniu i kłamstwu oraz nadziei, że nawet w najtrudniejszych warunkach może się udać.
To powinna być rocznica oczyszczającego ognia i rozświetlającego mrok płomienia, który choćby nie wiem jak głęboko zakopany, nigdy nie przestaje płonąć.
I któremu ciśnienie rzeczywistości tylko dodaje energii.
Im więcej widzę wokół oznak tak dobrze mi znanych z przeszłości - bezczelności władzy, wszechobecnego kłamstwa, panoszącej się ubecji i wtrącającej się we wszystko zagranicy, tym jestem spokojniejszy, że ten płomień nabiera mocy i na pewno w końcu wybuchnie.
Nie wiem kiedy, ale bardzo chciałbym wiedzieć jak.
Bo tylko jeśli uświadomimy sobie, że 31 sierpnia to w rzeczywistości święto Niedokończonych Spraw i Nieustającego Protestu, być może w przyszłości nie popełnimy tych samych błędów.
Inne tematy w dziale Polityka