Donald Tusk pognał do Wilna na pomoc własnej kampanii wyborczej.
Oczywiście, po ogłoszeniu przez "zaprzyjaźnione media" w Warszawie "sukcesu" w kolorze białoczerwonym, przylazła skrzecząca rzeczywistość w postaci dzisiejszego oświadczenia premiera Litwy:
"- Nie planujemy zmieniać ustawy i nie widzę ku temu żadnych powodów - cytuje premiera Andrusa Kubiliusa dziennik "Lietuvos Rytas".
Którego to oświadczenia owe "zaprzyjaźnione media" już litościwie dla Tuska nie zauważą.
Przypomnijmy, że to zmiany tej, dyskryminującej ich ustawy domagają się strajkujący na Litwie Polacy.
Stosunki z Litwą to niełatwa sprawa, i jak słusznie zauważył w niedawnym wywiadzie Jarosław Kaczyński, wymagająca stałego stosowania kombinacji trzech czynników - unikania aroganckiej postawy wobec Litwy, proponowania im korzyści ze współdziałania oraz twardego domagania się respektowania praw i traktowania w cywilizowany sposób mniejszości polskiej na Litwie.
Czy i jak obecny rząd te warunki spełnia - każdy widzi.
Relacje z Litwa to twardy orzech z jeszcze jednego powodu.
Można by to wytłumaczyć w sposób następujący - spróbujmy sobie wyobrazić ponad 2,5 milionową mniejszość niemiecką na przykład w okolicach Wrocławia. I to nie cwaniaczków z opolskiego z szybkimi paszporcikami z Krzyżowej, ale mniejszość osiadłą tam od stuleci, pamiętającą w dodatku swoje państwo na tym terenie - a mielibyśmy pewnie z 40% tych obaw, jakie w związku z mniejszością polską budzą złe instynkty w Litwinach.
No właśnie, tylko ile jeszcze osób w Polsce jest w stanie takie obawy w ogóle zrozumieć?
Na pewno nie należą do nich indyferentni narodowo i tym indyferentyzmem się wręcz chwalący, obecnie rządzący Polską "europejscy patrioci".
Ale czy tylko oni?
Bo co powiedzieć o tych, a jest ich przecież niemało, którym zwisa i powiewa ponad 200 tysięcy "Niemców opolskich"? Lub o tych, którzy olewają wspierany po cichu i jawnie przez Niemcy, a ostatnio całkiem otwarcie przez partię rzadzącą RAŚ?
Tymczasem bez zrozumienia pojęcia obawy o tożsamość narodową nie uda się zrozumieć walki litewskich Polaków, a bez świadomości zakorzenienia w tej tożsamości niepodległości własnego kraju - lęku Litwinów.
Nie da się także w litewskich obawach odróżnić tego, co w nich zrozumiałe i dopuszczalne od tego, co obsesyjne, tego co w założeniu ma litewskich Polaków szykanować, i tego wreszcie co może być wynikiem działania marzącej o wiecznym skłóceniu Polaków z Litwinami, rosyjskiej agentury.
W sprawach zatrącających o patriotyzm, a nawet wszelkie, wynikające z niego fobie, spierać się i dogadywać mogą wyłącznie patrioci.
Bowiem zwłaszcza tam, gdzie w grę wchodzą wartości przynajmniej dla jednej ze stron niezbywalne, nie ma prostego handlu i dyplomatycznych gierek.
Nie ma rzucania białoczerwonego, medialnego cienia i tanich grepsów na Twitterze.
Jest budująca respekt u partnerów hierarchia wartości, wynikająca z niej strategia, a potem długa i żmudna praca władz państwowych, która pozwoli postawić korzyści ze współpracy na pierwszym planie, a uprzedzeniom zejść na dalszy.
Inne tematy w dziale Polityka