"Czworo byłych ministrów spraw zagranicznych w liście do „Sunday Timesa” zaapelowało do premiera Davida Camerona, by w najbliższy poniedziałek, w trakcie spotkania z Dmitrijem Miedwiediewem w Rosji, poruszył sprawę ochrony biznesu przed korupcją sankcjonowaną przez rosyjskie władze. (...) - Setki tysięcy rosyjskich biznesmenów przebywa w więzieniach, ponieważ są ofiarami korupcji usankcjonowanej przez władze. Osoby te mają do czynienia z silnym sprzężeniem korupcji i bezprawia - napisali sygnatariusze listu do brytyjskiego premiera.
- Niebezpieczeństwo polega na tym, że rosyjskie praktyki nie ograniczają się do terytorium samej Rosji. Zabójstwo Aleksandra Litwinienki pokazuje, iż rosyjskie bezprawie ma skutki także dla Wielkiej Brytanii - dodają. (...)
Pod listem podpisali się Margaret Beckett, David Miliband, Jack Straw i Malcolm Rifkind."
A pamiętacie może list byłych ministrów spraw zagranicznych z lipca 2006 r.?
W którym to liście Dariusz Rosati, Bronisław Geremek, Władysław Bartoszewski, Andrzej Olechowski, Włodzimierz Cimoszewicz, Adam Daniel Rotfeld, Stefan Meller i Krzysztof Skubiszewski atakując Prezydenta Lecha Kaczyńskiego na łamach zagranicznej prasy oświadczyli - "Odwołanie spotkania na szczycie (przywódców państw Trójkąta Weimarskiego) bez bardzo istotnej przyczyny jest lekceważące wobec partnerów. Należy żałować, że doszło do odwołania spotkania".
Są takie deklaracje, na szczęście spisane i nie do zapomnienia, po których można rozpoznać, kto jest na przykład ministrem spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii, a kto ministrem (rzecznikiem) spraw zagranicznych w Polsce.
I trzeba to robić szybko, nie wikłając się w styropianowe konwenanse, przeprosiny i różnicowanie "z uwagi na", do czego jak pamiętamy, poczuli się wówczas zmuszeni Lech Kaczyński i Antoni Macierewicz.
Zanim historia strzeli nam w pysk upiornym tańcem socjopatów i zwykłych bandytów na trumnach z 10 kwietnia.
Inne tematy w dziale Polityka