Pani Barbara Fedyszak-Radziejowska napisała tekst w "Naszym Dzienniku" zatytułowany "Platforma reaktywuje PRL".
I o ile z wnioskiem, zawartym w tytule owego artykułu trudno się nie zgodzić, to niestety mam spory problem z umieszczoną tam analizą i opisem postaw i zachowań społecznych po 10 kwietnia 2010 r.
Oczywiście nie mogę frontalnie odrzucić przytoczonych przez Panią Fedyszak-Radziejowską wyników i ocen badań, ale zastanawia mnie, czy ona z kolei wzięła pod uwagę źródło owych badań i analiz?
Bowiem cytowanie, jako przesądzającej, opinii pracownika Instytutu Studiów Politycznych PAN (proszę zwrócić uwagę na sklad kadry profesorskiej oraz na adiunktów), tej kuźni kadr politycznych oraz socjotechnicznych III RP, w której aż roi się od osób o tak zdecydowanych poglądach politycznych III RP sprzyjających, że aż naruszających niejednokrotnie powagę tytułu naukowego, musi budzić co najmniej zdziwienie.
I obawy o zwyczajną rzetelność oraz wiarygodność przytaczanych opracowań. W naukach społecznych nie ma bowiem czegoś takiego, jak obiektywny, niezależny od nastawienia badacza dowód matematyczny na prawdziwość wyników prezentowanych badań oraz głoszonych przez niego poglądów.
Czy Pani Fedyszak-Radziejowska takich obaw nie ma i jest nam w stanie ową wiarygodność zagwarantować? To w takim razie chciałbym się zapytać, na jakiej podstawie?
Restytucja PRL w sferze polityki to coś, z czym można walczyć. Ale jeśli będzie się ona dokonywała od "głowy" (nauka i edukacja) to rzeczywiście jesteśmy w d. A wspomnniany Instytut jest doskonałym przykładem okrągłostołowego zasiewu pod postpeerelowski plon.
Na wiele rzeczy wpływu w tej chwili nie mamy, ale zwrócić uwagę doradczyni Jarosława Kaczyńskiego, która obficie sięga do dorobku naukowego kolegów innej, mam nadzieję że byłej doradczyni, słynnej z tego że Braci, którym doradzała, publicznie oskarżyła o faszystowskie rządy, chyba trzeba.
Inne tematy w dziale Polityka