Nikt mnie nie chciał słuchać.
Nawet Redaktor Janke mojej pomocnej dłoni, walającej się po pokładzie, nie raczył zauważyć.
Choć jako zbliżony do kół (niekoniecznie "Wesołego Autobusu") mógłby ową dłoń gdzie trzeba podrzucić, troską się wykazać i co z jego punktu widzenia trzeba wesprzeć.
A napisałem tyle - Donald Tusk może po Polsce krążyć już wyłącznie jako widmo.
Realny zbiór komórek pod tym nazwiskiem raczej nie powinien opuszczać swojego naturalnego środowiska, czyli telewizyjnego ekranu.
Po pierwsze - skumulowane wstrząsy poznawcze po stronie zjadaczy tefałenu na widok zmaterializowanego Widma, oraz tegoż Widma na widok potencjalnych "milionów plantatorów papryki" mogą przynieść efekt zbliżony do reakcji łańcuchowej.
Po drugie - kibole.
Donald Tusk uległ typowej dla pewnego rodzaju władców pokusie pełnego zawierzenia swoim ministrom, służbom oraz nagrzanej zawartości sędziowskich uniformów.
Kibole? Jacy kibole?
Problem? Jaki problem?
A tymczasem wystarczy po kilkunastu-kilkudziesięciu w każdej, odwiedzanej przez jego "Wesoły Autobus" miejscowości, żeby triumfalny objazd królewskich włości zamienił się w katastrofę. Jak choćby tutaj.
No bo co z tym zrobić? Pacyfikować każde miasto i wioskę? Będzie jeszcze gorzej, bo tego się już dobrze pokazać po prostu nie da, a co sobie miejscowi zapamiętają, to zapamiętają.
Trzeba było wyruszyć w tournée po filmowym atelier, albo wykorzystać komputerową animację.
Inne tematy w dziale Polityka