Prawdopodobnie zarzucono już próby zrobienia z niego wariata.
Zbyt wieie, zbyt szczegółowych, wypełnionych dobranymi z policyjną pedanterią i doświadczeniem faktami i dowodami - listów. W dodatku rozesłanych tam, gdzie już nie można ich zniszczyć, zarekwirować lub utajnić.
Ich treści niestety nie da się pogodzić z medialnym wizerunkiem obłąkania, bo bardzo łatwo za obłąkanie mogliby takie próby uznać widzowie i czytelnicy.
Tym bardziej, że wszyscy, podkreślam wszyscy niezależnie od politycznych sympatii doskonale zdają sobie sprawę z tego, że Andrzej Żydek w tych listach miał rację. Nie że wszystkie opisane tam przez niego fakty są dokładnie takie, jakimi je przedstawił, ale że miał rację na temat korupcji, nepotyzmu, lekceważenia obowiązków, urzędniczej przestępczości i gnojenia ludzi, którzy się odważą wychylić.
Odbijające się od kanciastej rzeczywistości dzienni...wki rzuciły się więc w inną stronę, próbując Andrzeja Żydka oskarżyć o...terroryzm.
I przedobrzyły.
Czyn terrorysty, terroryzm zawsze budzi silne emocje. Oczywiście u tych, u których cokolwiek może jakąkolwiek emocję wzbudzić.
Wariat - lekceważenie, politowanie, obojętność.
Silne emocje w zderzeniu z faktem, że ten czlowiek - poza sobą i rodziną, jak każdy samobójca - żadnej niewinnej osobie szkody nie zrobił, częściej mogą u tych, do których kierują swoje posłania dzienni...wki wzbudzić podziw niż odrazę. A już z całą pewnością nie wywołają tak charakterystycznego dla aktów prawdziwego terroryzmu lęku.
Najgorsze jednak dla rzuconych na ten odcinek propagandy politrukow jest prawdopodobnie to, że szkody jakie sobie i najbliższym wyrządził Andrzej Żydek, są w stanie zrozumieć i potępić prawie wyłącznie ci, którzy doskonale czują i rozumieją jego desperację.
Namysł nad odpowiedzialnością za siebie i innych wymaga bowiem poważnego traktowania etyki chrześcijańskiej, a nie hołdowania zasadzie "moje ciało należy do mnie" lub "eutanazja na życzenie".
To jednak oznacza również zdolność zrozumienia takich kategorii jak poświęcenie i rozpacz, rodząca się z bezsilności w sytuacji gdy to, o co walczymy, jest dla nas czasem ważniejsze niż nasze życie.
I tak jak my, starający się przestrzegać 10 przykazań i biorący serio chrześcijańską moralność, choć grzeszni przecież, mamy swoich męczenników, poświęcających życie i dobro bliskich dla idei, tak eutanazjaści mają swoich terrorystów.
Jedynie realne postacie z ich świata, które potrafią jednostkowym czynem wzbudzić u nich graniczący z lękiem podziw.
Czy aby na pewno o to spoconym w pogoni za premią pryszczatym z ulicy Czerskiej chodziło?
Inne tematy w dziale Polityka