6 obserwujących
61 notek
29k odsłon
1116 odsłon

Fizyczka, fizyczek i superrotacja

Wykop Skomentuj60

W mediach społecznościowych zostałam ostatnio zarzucona stosem artykułów, linków, memów i zrzutów ekranu dotyczących tak zwanych feminatywów, czyli prościej mówiąc, żeńskich końcówek.

Ponadto od dłuższego czasu zdarza mi się natykać na artykuły poświęcone niejakiej Sabrinie Gonzalez-Pasterski.

Dzisiaj te dwa tematy spięły się w jeden, gdy ujrzałam następujący nagłówek: „Kardashianka świata nauki. Jak 26-latka stała się gwiazdą fizyki porównywaną do Einsteina”. I początek tekstu: „Nie pije, nie pali i nie ma chłopaka. 26-letnia fizyczka Sabrina Gonzalez-Pasterski to symbol tego, jak bycie naukowczynią staje się ideałem kariery”.

Zostawmy na koniec feminatywy i zacznijmy od najbardziej obraźliwej części. Kardashianka! Porównać człowieka nauki do celebryty! Ciężko o coś bardziej uwłaczającego. W dodatku nie do celebryty powszechnie szanowanego, a do rodziny o której słyszy się głównie w kontekście skandali i mocno specyficznego wyglądu. Kwestią sporną jest też to czy „celebryta powszechnie szanowany” to nie aby oksymoron. Zależy, czy przyjmiemy, że celebryta to ktoś znany z tego że jest znany, czy jednak włączymy w to grono popularnych aktorów, piosenkarzy etc. W pierwszym przypadku porównanie do jakiegokolwiek celebryty z definicji jest afrontem. W drugim, gdy uwzględniamy w tej kategorii również osoby z rzeczywistym talentem, tyle że scenicznym, to cóż, kto obraziłby się o zestawienie choćby z Keanu Reevesem?

Co jeszcze ciekawego w artykule?

Nasza fizyczka (jak chcą tego autorzy tekstu) jest czyniona symbolem. Właśnie, symbolem czego?

Wpisanie w wyszukiwarkę jej nazwiska wyrzuca całą serię artykułów o młodej-kobiecie-która-jest-fizykiem (lub jak wolą, fizyczką) i tym sposobem wywołuje efekt wręcz przeciwny od deklarowanego podobno nawet przez samą zainteresowaną celu.

image

Przypomina to pokazywanie w cyrku złapanego okazu „hej, patrzcie, kobieta w nauce!”. Nie, to nie pomaga. To nikomu nie pomaga. Nie buduje pozytywnego wizerunku istot płci żeńskiej w dziedzinie STEM (science, technology, engineering and mathematics). Podkreślanie za każdym razem „hej, są kobiety które zajmują się fizyką” kłóci się z tym, co sama obserwuję, a mianowicie z faktem, iż nie ma nic sensacyjnego w istnieniu kobiet prowadzących badania w zakresie nauk fizycznych. Pisanie kilkunastu artykułów o jednej i tej samej osobie oraz podawanie jej za każdym razem jako przykładu wywiera wrażenie że to jedna, dyżurna doktor fizyki, podczas gdy na każdym wydziale fizyki z którym miałam styczność obie płcie były reprezentowane, zarówno wśród prowadzących zajęcia, jak i wśród studiujących.

Jeszcze gorszą sprawą jest to, że z powodu tego całego szumu ciężko znaleźć informacje o prowadzonych przez dr Gonzalez-Pasterski badaniach czy jej publikacjach. Wpisanie samego jej imienia i nazwiska w wyszukiwarkę Google prowadzi do dwóch stron wyników w stylu „Einstein w spódnicy”, i dopiero gdzieś w połowie drugiej strony można się dostać na spis cytowań https://scholar.google.com/citations?user=En43PGAAAAAJ&hl=en

image

Tymczasem wyszukanie po nazwisku losowo wybranej prowadzącej posiadającej tytuł doktora z którą miałam zajęcia (sprawdziłam na kilku przykładach) prowadzi w pierwszej kolejności do uczelnianej strony należącej do danej osoby. Zatem coś, co mogłoby wyglądać na promowanie nauk ścisłych i zajmującej się nimi kobiety, w rzeczywistości jest szkodliwe dla wyszukiwania informacji naukowych i dla jej własnego wizerunku. Usłyszawszy jej nazwisko nie myśli się odruchowo: „A! To autorka publikacji o implikacjach superrotacji!”. Myśli się: „A! To ta o której piszą że jest fizyczką i że gdy miała 17 lat przyjęli ją na MIT” (ale ta druga informacja gdzieś tam schowana w tekście, w który dopiero trzeba się wczytać).

Dobrze, wróćmy do tej nieszczęsnej fizyczki. Formy, która razi mnie może irracjonalnie, ale moim zdaniem jednak w sposób uzasadniony. Słowa „fizyk”, „naukowiec” czy „astronom”, a nawet tytuły „inżynier”, „magister” czy „doktor” domyślnie obejmują przedstawiciela dowolnej płci. Absolutnie dowolnej. Jeśli dowiedzie się istnienia kolejnej, na przykład w wyniku odkrycia jakiejś innej formy życia, zdolnej do komunikacji, to nie trzeba będzie kłopotać się wymyślaniem adekwatnej formy – będziemy komunikować się z ich naukowcami, nie naukowcami, naukowczyniami i naukowczętami (?). Ale dość dygresji w klimacie science-fiction - tu odsyłam do “Dzienników Gwiazdowych” Lema. Z żeńskimi formami w języku polskim jest ten drobny problem, że te, które ludzie odruchowo tworzą, brzmią jak zdrobnienia. „Fizyczka” nie wydaje się feminatywem od słowa „fizyk”, lecz raczej od zdrobnienia „fizyczek” które oznaczałoby małego fizyka. W moich uszach jest to deprecjonujące. Jeszcze cięższa sprawa jest z „matematyczką”. Czy na to słowo widzimy oczami wyobraźni osobę która prowadzi wykłady, badania w zakresie teorii grafów albo geometrii nieeuklidesowych, dowodzi twierdzeń, czy może panią ze szkoły podstawowej, której łzy w oczach stawały gdy uczniowie mieli problem z dodawaniem albo z policzeniem pola trapezu? Nic nie mam do nauczycielek matematyki, po prostu mam wrażenie że określenie „matematyczka” tak ściśle się z nimi kojarzy, że gdyby użyć go do nazwania naukowca, byłoby to mylące.

Gdy zaś jeszcze media piszą o kimś tak pieczołowicie pilnując tych dziwnych form, nie zaś tematyki badań, można wysnuć wniosek że dziennikarzy w gruncie rzeczy w ogóle praca naukowa nie zainteresowała. Być może jej nie zrozumieli. I z tchórzostwa, że się wygłupią, przyznając się do niezrozumienia, i z lenistwa, uciekli w pisanie o tym, jaka jest autorka tychże badań, a nie o meritum jej osiągnięć. Chętnie dowiedziałabym się czegoś więcej o pracy naukowej dr Gonzalez-Pasterski, lecz wymaga to nieproporcjonalnego wysiłku w omijaniu artykułów plotkarskich. Na szczęście istnieje researchgate.


Wykop Skomentuj60
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Technologie