68 obserwujących
142 notki
420k odsłon
426 odsłon

Wędrujący aktor, Opis Obyczajów w 15 leciu ... - LXVII

Wykop Skomentuj

Zaproszona przez Kwaśniewskiego i Sikorskiego Rosja robi porządki u siebie i gotuje się na do inspekcji także europejskiego NATO-wskiego ogródka ?  Dla mnie to było 15 lat Ogródka Teatralnego. Dla Szawarzyńskich też  15 lat trwającej  rowerowej wędrówki z teatrem  po świecie. 

poprzedni pierwszy następny

 


Opis Obyczajów w 15-leciu Międzysojuszniczym 1989 - 2004

Rozdz.LXVI I

Wędrujący aktor

 

Jego przodkowie wywodzili się z Polski. Nazywali się Szawarzyńscy. Dziś mieszka w Ivanowie 300 km. na północny wschód od Moskwy. To miasto włókiennicze. Przed pierwszą wojną można je było może porównywać z polsko, rosyjsko, żydowsko, niemiecką – Łodzią. I tam spotykały się  cztery kultury, aż je jedna sowiecko-komunistyczna antykultura rozpędziła na cztery wiatry.

Byłem tam. Jechałem pociągiem do Moskwy, a stamtąd autobusem przez bezkres włodzimierskiej obłasti zmierzałem w stronę Ivanova trasą, którą Siergiej zwykł pokonywać … rowerem !

Tu inaczej toczą się koła
Tu inaczej toczą się koła

Tak to sobie wymyślił. Pięnaście bez mała lat Siergiej wędruje czy raczej wędrował po świecie na rowerze z laptopem, podłączony do internetu. Zdawał relacje sponsorom i Ivanowskim fanom ze swoich wojaży. Coraz częściej w towarzystwie żony Tani, która z oddaniem tylko Rosjankom znajomym pędziła za nim na kraj świata. Dopadła w Warszawie, zmuszając mnie bym jej znalazł wypożyczalnię rowerów by mogła za ukochanym pognać na Maltę -  do Poznania.

GLAVNAYA

Kto mi nie wierzy niech zajrzy na http://shavari.narod.ru/velo95rus.htm, gdzie o szaleństwach tego Tespisa na Bicyklu można więcej poczytać. Ale to nie koniec talentów jego. Poza tym, że wynalazł sponsorów i fanów dopingujących go w okołoświatowej podróży pozyskł też środki by w smutnym Ivanovie

Ivanovo
Ivanovo

-  w „mieście dziewczynek”, królestwie przemysłu tekstylnego jakim w istocie jest ten odpowiednik naszej Łodzi, urządzać iście hollywoodzką galę nazwaną „Biała Wrona”. Jestem taką wroną. Człowiekiem, który nie przystaje do swego środowiska, zwraca na siebie uwagę. Odwiedziłem Ivanowo po trzech latach znajomości z Tanią i Sergiejem. W lutym 2003 gnałem do nich pociągiem przez Białoruś i Rosję. Zatrzymałem się w Moskwie, oglądałem szerokie prospekty i szosy, gdzie trup staruszki z prowincji leży nie zakryty, a kierowca dzikiej taksówki, jaką mi zafundowano, za nieopatrzny skręt w lewo przez dwie godziny trzęsie się ze strachu ( a ja czyli 'inastraniec' – czekam)  nie wiedząc czy wyląduje (?-my – może obaj!?)  w gułagu czy jednak zostanie wreszcie  przyjęta przez kałmuckiego milicjanta łapówka.

Byłem w Moskwie  w Trietiakowskiej Galerii, gdzie pojąłem czym jest rosyjski z ziemią związany naturalizm.  W pełnej włoskich arcydzieł Puszkinskiej Galerii, zrozumiałem,  jak na tej nieludzkiej  ziemi dalekimi się zdają -  włoskie lazury. I pierwszy raz z dogłębnym zrozumieniem powtarzałem, za Miłoszem ze "Sieny" że „słodyczy dosyć – ale ta słodycz od ziemi odpycha”.  Patrzyłem na  Moskwę, w której panienka w metrze sprzedaje na dziko rozmowy z automatycznej budki w cenie 50 impulsow karty za prawo do  jednej rozmowy. I nikt jej nie aresztuje. I ktoś ją widać ochrania. Przyglądałem się oszołomiony  Moskwie gwarnej i dzikiej,  gdzie tylko na starym Arbacie przypominającym nieco deptak w Sopocie czy Krupówki w Zakopanem można poczuć się jak w przedsionku ( wschodniej rzecz jasna) - Europy. Trafiłem też do Teatru na Tagance, tam gdzie się dusza otwiera.

Stary Arbat w Moskwie
Stary Arbat w Moskwie

Wreszcie dotarłem do Ivanowa. Dziewiętnastowiecznej stolicy przemyslu włókienniczego  zrujnowanego przez Stalinowców bardziej niż francuski Brest przez normandzką inwazję. Wkroczyłem do wielkiego jak hala sportowa  kinoteatru, w którym Siergiej grać za nic nie chciał ale musiał, skoro odmówiono mu sali kameralnego „kukolnego” (lalkowego) teatru - i… zabrzmiała muzyka  i  girlsy zatańczyły.

Nagle za sprawą Szawarzyńskiego znalazłem  się w Moulin Rouge czy na Manhattanie. Miejscowy lekarz śpiewał jazz otoczony pląsającymi nimfami niby amerykański notabl. Aktor dowcipkował jak przy wręczaniu Telewizyjnej Emmy. Zwycięzca olimpiady, nastolatek, był  obsypany spadającymi z sufitu balonami – a niżej podpisanego, powitano – ku memu absolutnemu zaskoczeniu- rozbrzmiewającymi na całą salę, a ściągniętymi z internetu w formacie mp3  mymi własnymi ogródkowymi piosenkami. Ku swemu zdumieniu wygłosiłem w tym momencie éloge w znienawidzonym rosyjskim języku ze zręcznością jaką tylko takiej laurce zawdzięczać można:[1]

Hollywood w Ivanovie
Hollywood w Ivanovie

Laurka, no właśnie - święto!  Balanga i śpiew, aż do rana. Patrząc na nich nie wiedziałem czy widzę przed sobą Komediantów Bergmana czy Zesłańców z Dostojewskiego.  Czy ten rozśpiewany Siergiej to Dymitr Karamazow, który dla tańca, wyprawy, spektaklu – poświęci własne, a może każde życie ?  Czy to Rosyjski los czy trop wszystkich  wędrowców – kuglarzy ? A biegnąca za nim Tania, z roku na rok z większym trudem, niezmiennie zakochana – wielka artystka, która dla Siergieja poświęciła moskiewską karierę na Tagance,  lecz w której jej jeden telefon wciąż wszystkie drzwi pootwiera ?

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale