W poprzedniej notce dotyczącej bojkotu rządu Janukowicza starałem się wykazać za pomocą cytatów, że od dawna życzeniem nie tylko Zachodu, ale i Moskwy jest wprowadzenie do Unii Europejskiej wszystkich państw satelickich Związku Sowieckiego. Plan ten realizowany od co najmniej od lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku ma na celu przejęcie i podporządkowanie państw zachodniej Europy przez bolszewicką mafię (bolszewicką, nie znaczy wyłącznie moskiewską, bo to globalna szajka). To nie jest zresztą żaden nowy cel, tą ideą kierowali się bowiem bolszewicy od czasów Lenina. Nie udało się tego dokonać metodami polityczno-militarnymi, to wysmażono długoletni proces opanowywania kolejnych działów gospodarczych, w tym szczególnie sektora energetycznego, medialnego i komunikacyjnego, no i teraz właśnie jesteśmy przedmiotem grilowania.
Ta sowiecka akcja, zwana za czasów Gorbaczowa pieriestrojką, spotyka się z entuzjastycznym często odzewem elit zachodnioeuropejskich. Można podejrzewać, że oprócz stada pożytecznych idiotów, nakręcają tę atmosferę "współpracy" kacapsko-zachodniej liczni sowieccy agenci działający na Zachodzie oraz wyzuci z jakichkolwiek zahamowań chciwi kasy i zafiksowani ideą globalnej władzy osobnicy ze środowisk biznesowo-naukowo-politycznych.
No i w szprychy tego euroazjatyckiego tandemu wrzuca od czasu do czasu swoją garść żwiru Jarosław Kaczyński. Teraz, korzystając z okazji, dołączył do chóru krytyków opresyjnej władzy ukraińskiej bynajmniej nie po to, by wespół z Niemcami walczyć o "prawa człowieka" (czytaj: Julii Tymoszenko), tylko by choć odrobinę utrudnić światowej mafii zrealizowanie planu sowietyzacji obszaru Euroazji. Po histerycznych reakcjach lokalnych pachołków widać jak trafne jest to posunięcie. Namęczyli się bidusie lata całe, przećwiczyli setki geszeftów przy okazji akcji "Euro 2012" i teraz nagle plan się sypie. To po to dawali kasę na wprowadzenie swoich posłów do polskiego parlamentu, po to zapraszali tabunami polskojęzycznych geszefciarzy na "swabodną Ukrainę", snuli misterne nici powiązań unijo-wschodnich, by teraz z powodu jakiejś Tymoszenko wszystko szlag trafił? Znów lata raboty w plecy i wujek Władimir z wujkiem Gerardem przy wsparciu niemieckich generałów, francuskich towarzyszy i włosko-hiszpańskich bojowców będą musieli się trudzić nad odbudowaniem europejskiego domu.
Na koniec słów kilka o intencjach polityków niemieckich wzywających do bojkotu Ukrainy. Tylko wyjątkowo naiwny człek wierzyć może, że ruszyło ich nagle sumienie i dlatego postanowili walczyć o demokrację oraz o prawa człowieka na wschodzie Europy. Powód "protestu" jest znacznie bardziej przyziemny, np. wiedza o tym, że masowa impreza sportowa o zasięgu europejskim na Ukrainie nie wypali ze względu na fatalną infrastrukturę turystyczno-komunikacyjną oraz ze względów bezpieczeństwa. Albo jeszcze bardziej oczywisty powód: Janukowycz i jego mafijny klan są tej kategorii co Łukaszenka, a więc nie dają nadziei na szybkie włączenie Ukrainy do UE na warunkach zachodnich elit polityczno-biznesowych. Albo: świadomość, że tak czy tak żaden kraj wielkości i typu Ukrainy nie zostanie sfederowany z UE, bo ta nie jest w stanie zharmonizować i ustabilizować swego obecnego wielonarodowego organizmu. Sytuacja jest taka po prostu (na szczęście dla nas), że proces poszerzania Unii i utrwalania władzy Brukseli w europejskim imperium stanął z powodu tzw. przyczyn obiektywnych, czyli niewydolności systemu opartego na centralnej kontroli.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)