To już chyba naprawdę ostatnie podrygi zdychającej ostrygi. Tusk ogłosił po dzisiejszym spotkaniu klubu PO, że na jutrzejszym posiedzeniu sejmu zgłosi wniosek o votum zaufania dla swojego rządu. W obliczu coraz ostrzejszej krytyki w mediach, rosnącej niechęci i spadku notowań postanowił sprawdzić karty uczestników rozgrywki i ich gotowość do rzucenia żetonów na stół.
"Jutro po informacji złożę wniosek o wotum zaufania, który będzie głosowany na tym samym posiedzeniu."
"Jutro położymy karty na stół i przekonamy się, czy ważniejsze są jakieś wirtualne rzeczywistości, czy istnieje Sejm z większością, z rządem, który ma rządzić. Ja jestem przekonany, że wotum zaufania potwierdzi mandat, jaki dostaliśmy rok temu od wyborców."
"Wbrew temu, co mówi jeden z liderów opozycji, jutro opozycji wystarczy połowa głosów plus jeden, żeby udowodnić, że to oni mają rację."
Na co liczy?
W pierwszym rzędzie oczywiście na spacyfikowanie buntowników we własnej kamaryli i na sprowadzenie do parteru koalicjanta Waldka z jego pomocnikiem Gienkiem. Po drugie Tuskowi zależy na odzyskaniu inicjatywy, a do tego niezbędne jest pokazanie "kto tu rządzi". Gdyby pozwolił PiSowi, ewentualnie SP, na głosowanie wniosku o konstruktywne wotum nieufności, mogłoby się okazać, że PSL, a może i część klubu PO w obliczu narastających lawinowo kłopotów i spadku poparcia woli nowe rozdanie. Ujawnienie rozłamu podczas głosowania, jeśli nawet nie doprowadziło by na jutrzejszym posiedzeniu sejmu do obalenia rządu Tuska, na pewno uruchomiło by proces rozpadu PO i w następstwie mielibyśmy wcześniejsze wybory.
Czy to zagranie powiedzie się Tuskowi?
Może tak, może nie. Być może tak, bo nie sądzę, aby Kaczyńskiemu, Ziobrze, Millerowi, bądź Palikotowi udało się do tej pory ustawić przychylnie część posłów PO do jakiejś konkretnej nowej koncepcji. Zapewne również "grupa trzymająca władzę" nie wypracowała jeszcze klarownego pomysłu, czym/kim zastąpić tonącą brygadę Tuska. A kiedy panuje niepewność, większość trzyma się najczęściej kurczowo tego, co ma. Możliwa jest jednak również nieoczekiwana wolta części posłów PO, szczególnie tych, którzy oceniają realnie, że przy spadających sondażach nie załapią się w dotychczasowej łajbie na dalszy rejs. Do tej grupy należy zaliczyć przede wszystkim tych, którzy podpadli w jakiś sposób ludziom Tuska. Gdyby ostatnie głosowanie w sprawie projektu SP dotyczącego ustawy o ochronie życia poczętego było nie tylko aktem sumienia, czy politycznej kalkulacji, ale i efektem niejawnego porozumienia pomiędzy częścią PO a np. środowiskiem SP, to moglibyśmy być jutro świadkami nieoczekiwanych wydarzeń. No, ale to tylko moje gdybanie, nie sądzę bowiem, aby Ziobro z Kurskim potrafili dogadać się choćby z Gowinem. Na to trzeba kogoś takiego jak Kaczyński, który potrafi ustąpić taktycznie miejsca sojusznikowi, by w odpowiedniej chwili znów go przesunąć na właściwe dlań miejsce.
Tak naprawdę liczę na postępujące znużenie jałowością tuskowych rządów, na to, że nic już nie będzie w stanie powstrzymać niechęci ludzi do obecnej władzy. A to już następuje, czary przestały działać, wszyscy widzą, że Tusk jest nagi.


Komentarze
Pokaż komentarze (19)