Kampanie wyborcze rozpalają zawsze aktywny elektorat obu głównych, konkurujących z sobą partii do czerwoności, a nawet białości. Warto jednak spojrzeć na to zjawisko trochę inaczej i zauważyć niekwestionowane korzyści, do których by nigdy nie doszło gdyby nie ten bratobójczy bój.
Pomijam tu Jarosława Kaczyńskiego, który oczywiście wszystko, co robi i mówi jest z gruntu fałszywe i niewiarygodne. Zmienić się po katastrofie smoleńskiej to mógł tylko Putin i Palikot.
W kampanii wyborczej 2005 taki na przykład Donald Tusk postanowił nagle wziąć ślub kościelny. Dzięki obecnej, spadkobierca tradycji Armii Krajowej, Bronisław Komorowski nawiedził po raz pierwszy w swoim życiu Muzeum Powstania Warszawskiego. Po raz pierwszy po wielu latach skorzystał również z zaproszenia na pielgrzymkę sołtysów, przez co jest już nie tylko „honorowym gajowym III RP”, ale i „Honorowym sołtysem”.
Co prawda Jarosław Kaczyński był w tym samym czasie na pielgrzymce mężczyzn do Piekar Śląskich, ale jako cyniczny gracz sprytnie zrezygnował z briefingu pod sanktuarium, co dobitnie świadczy, że w przeciwieństwie do Bronisława Komorowskiego, wykorzystuje bezczelnie kościół w kampanii wyborczej.
Gdyby nie obecna kampania wyborcza, zapewne skutki powodzi byłyby o wiele tragiczniejsze. Tylko czekać jak w TVN24 eksperci ocenią zbawienny wpływ udeptywania wałów przeciwpowodziowych przez Tuska i Komorowskiego z orszakami.
Bronisław Komorowski, z pochodzenia arystokrata, musi mieć bardzo wysublimowany gust. Myślę, że kto, jak kto, ale on miał prawo określić Dunki, kaszalotami. Z niecierpliwością czekam na zaprezentowanie nam przyszłej pierwszej damy, czyli małżonki Pana Marszałka. Myślę, że wszyscy wstrzymają dech.
Czekam również na moment, kiedy media zaprzyjaźnione z Andrzejem Wajdą i Komitetem Honorowym kandydata PO na prezydenta ogłoszą kolejny niekwestionowany sukces rządów PO-PSL, co zaowocuje zmianą wyborczego hasła Bronisława Komorowskiego na:
Miała być druga Irlandia, a jest druga Wenecja


Komentarze
Pokaż komentarze (11)