Każdy w zależności, po której stronie politycznej barykady stoi, interpretuje to, co stało się na szczycie NATO po swojemu nie biorąc pod uwagę faktów.
Leszek Miller, który zapewne sympatią do Lecha Kaczyńskiego nie pała, wyjaśnił jasno wszystkim, co to jest „stanowisko rządu” dotyczące negocjacji.
Jest to, więc dokument zatwierdzony przez Radę Ministrów odpowiednio opieczętowany i zaopatrzony gryfem „tajne”.
Ponad wszelką wątpliwość dziś wiemy, że rząd Tuska takiego stanowiska nie wypracował i prezydentowi nie przekazał.
Te wszystkie dzisiejsze wrzutki jakiś sugestii zawartych na kilku kartkach papieru to próba ratowania twarzy i przy okazji ujawnianie całemu światu kuchni polskiego MSZ.
Gdyby rząd Tuska przekazał stanowisko rządu prezydentowi to nie miałby możliwości, aby go skompromitować.
A tak udzielając w rozmowie telefonicznej poparcia Rasmussenowi 1 kwietnia i jednocześnie próbując wpuścić Lecha Kaczyńskiego w awanturniczą próbę zablokowania jubileuszowego szczytu i wyboru Rasmussena, miałby w niedziele okazję do ukazania narodowi i światu wielkiego szkodnika i awanturnika.
Po apelu Kownackiego o odtajnienie notatki z rozmowy Tuska i Rasmussena histerycznie zareagował Nitras. Prosił, aby wyciszyć całą tą awanturę i niczego nie odtajniać. Czego się boi?
Co do Radosława Sikorskiego to od pamiętnego momentu, kiedy poskarżył się mediom, że pożyczył prezydentowi pieniądze na tacę, a ten mu nie oddał, wiedziałem, że mamy do czynienia z przyszłym wielkim mężem stanu.
W Polsce mamy tylko dwóch słynnych Radziów, ale prawdziwe jaja ma tylko ten od Dody.
Co do Donaldów, to poważniej wypada ten od Disneya.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)