Pędzą, pędzą sanie, a na nich nasz najlepszy z możliwych rząd z tabunem niewinnych i niesłusznie pomawianych, partyjnych, Misiaków, Gradów i różnego rodzaju Waltzów rozgniatających po drodze wszystkie napotykane przeszkody.
Za saniami podąża wataha medialnych wilków specyficznego rodzaju. Ich markowany pościg nie ma na celu dogonienia sań, lecz pozorowanie krwiożerczości i zadawalanie się tym, co powożący raczy rzucić na ochłap.
I tak mamy igrzyska kryjące przed miejscową gawiedzią sprawy istotne.
Właśnie w ostatnich dniach poseł Mojzesowicz z racji wystąpienia z PiS awansował w salonie z uprawiającego korupcję polityczną, wrednego karierowicza, na wybitnego specjalistę od rolnictwa i zasłużonego posła na Sejm RP. Przez kilka dni stał biedak nieustannie w blokach startowych gotowy do zaspakajania ciekawości długiej kolejki przenikliwych dziennikarzy.
Jakże inaczej i oszczędniej sączy się informacje o senatorze PO, Andrzeju Zarembie, który rzucił właśnie wczoraj partyjną legitymację w proteście przeciwko zlikwidowaniu przez PO polskich stoczni.
Zapowiadana przez niego dzisiejsza konferencja prasowa przed bramą stoczni „Nova” w Szczecinie może się zakończyć brutalnym aresztowaniem na zlecenie „młodego, dobrze wykształconego sądu z dużego miasta” w osobie sędzi Alicji Fronczyk, która zabroniła oskarżać o cokolwiek siłę przewodnią narodu.
Sejm pod kierownictwem marszałka Komorowskiego bierze na warsztat najważniejsze i palące problemy, jak ustawa kompetencyjna czy nakarmienie prywatnych nadawców tortem, jaki się ostanie z TVP.
Tymczasem w cieniu tych arcyważnych wydarzeń dzieją się rzeczy mniej istotne.
Trwa likwidacja polskiej armii i przemysłu zbrojeniowego. Zapanowała zmowa milczenia wobec bankowych opcji i ledwo przebija się wieść, że Polska może na tym geszefcie stracić nawet 60 miliardów złotych.
U Anieli Merkel radość, gdyż stocznia w Rostocku, na którą władze niemieckie nie szczędzą grosza, najprawdopodobniej wybuduje polskie gazowce niezbędne do zaopatrywania naszego terminalu na gaz skroplony w Świnoujściu.
Co prawda zadanie to mieli wykonać nasi stoczniowcy, ale w tej chwili są zajęci przekwalifikowując się na fryzjerów psów.
Właśnie w przerwie w szkoleniu ruszają na Warszawę, być może wraz z senatorem PO Zarembą, ale jak znam życie w tym samym czasie dojdzie do jakiegoś kolejnego arcyważnego wystąpienia męża stanu Janusza Palikota, które bez reszty pochłonie dziennikarską brać.
Wszystko zmierza, więc w dobrym kierunku, dlatego nie dziwią publikowane sondaże z nieustającym wysokim poparciem dla partii rządzącej.
Mądrość tego jakże doświadczonego przez historię polskiego narodu jest powalająca i rzuca mnie na kolana.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)