Piszę, czytam, analizuję
"Płynie się zawsze do źródeł, pod prąd. Z prądem płyną śmiecie" - Zbigniew Herbert
17 obserwujących
65 notek
151k odsłon
5901 odsłon

W co gra Wojciech Sumliński?

Wykop Skomentuj19

Sprawą Wojciecha Sumlińskiego i tak zwanej „afery marszałkowej” zainteresowałem się kilka lat temu. Poza ostatnią jego książką pt. „Oficer” przeczytałem wszystko co dotąd napisał, do tego wysłuchałem kilku jego wystąpień na spotkaniach autorskich i przeczytałem ileś tam wywiadów z nim. A także to co co się pisze o tym dziennikarzu w sferze publicznej, z lewa jak i prawa. Jaki wypływa z tego wszystkiego wspólny mianownik?

Ano taki jak to z reguły bywa w polityce. Prawda zawsze leży gdzieś pomiędzy a to prawie nikogo nie obchodzi bo liczy się teza, wojna i propaganda a nie jakaś tam prawda. Czyli pomiędzy tym co mówią jego hejterzy medialni pokroju Czuchnowskiego („nie ma żadnej afery marszałkowej, to wymysł prawicowych mediów” - napisał ów pan dowcip roku!), Majewski czy inni żurnalisci mainstreamu a ślepo zapatrzeni w Sumlińskiego jego prawicowi wyznawcy, zwłaszcza na facebooku. „Panie Wojciechu, został pan przysłany przez Boga” - napisał jeden z nich w komentarzu na profilu Sumlińskiego, najwyraźniej człowiek ten dawno nie był u lekarza, podobnie jak Wojciech Czuchnowski bo ci ludzie stanowią przeciwległe bieguny tej samej choroby. Tyle, że Czuchnowski robi to z czystego cynizmu bo jako redaktor "Gazety Wyborczej" inaczej po prostu nie może, ten drugi zaś z czystej głupoty i zaślepienia.

Zresztą, internet pełen jest rozmaitych sekt, które wielbią swych guru. Swoich sekciarzy ma lewaczka Środa, ma prawicowy radykał Cejrowski, mają ich Korwin-Mikke, Balcerowicz i ma ich Wojciech Sumliński. Sekta ma to do siebie, że nie myśli tylko wierzy. Co rzecze guru z automatu staje się niepodważalnym dogmatem. Stąd wszelkie debaty z tego typu ludźmi nie mają żadnego sensu. Do sekty można należeć albo nie. Kropka.

Jeśli przyjrzeć się historii i na tyle ile to możliwe osobowości pana Sumlińskiego to sprawa wydaje się – jak to zwykle bywa – bardzo złożona. Hejterzy i wrogowie redaktora przez lata niszczonego przez mafiokrację III RP będą mu jedynie wytykać potknięcia i wpadki bądź też żonglować insynuacjami ale za żadne skarby nie wdadzą się w rzeczową polemikę z faktami, którymi operuje Wojciech Sumliński. Gdyż fakty są zbyt przerażające o czym większość, zwłaszcza hejterów opłacanych przez swe redakcje doskonale wie.

Dobrym przykładem jest artykuł Jakuba Majmurka w „Krytyce politycznej” - „Keyser Soze reportażu czyli co odkrył Sumliński?”. Autor zarzuca Sumlińskiemu wiele, zwłaszcza, że pisze, iż Bronisław Komorowski rozmawiał z oficerami wywiadu językiem znanym z kryminałów. I koniec. Teza jest taka, że Sumliński to „Don Kichot z powieści Cervantesa”, który ma urojenia. Majmurek jednak nawet słowem nie zająknie się o tym, że przesadne ubarwianie przez Sumlińskiego treści książek przez czerpanie z kryminałów (plagiat?) to jedno ale istotne jest tutaj coś zupełnie innego – to czy były prezydent RP w ogóle spotykał się i rozmawiał potajemnie z oficerami wywiadu? A wiemy ponad wszelką wątpliwość, że tak było co sam Komorowski zeznał w prokuraturze. Jednak Majmurek stawia sobie bezpieczną granicę, gdyż wdanie się w polemikę z faktami było by nie po linii jego redakcji i kazało skupić się na prawdziwym obliczu Komorowskiego a nie na ubarwieniach Sumlińskiego. Tego zaś Majmurkowi zrobić nie wolno tak jak nie wolno było puścić w szeroki obieg medialny przesłuchania Bronisława Komorowskiego w Pałacu Prezydenckim gdyż zmowa milczenia mainstreamowych mediów wokół „afery marszałkowej” i medialna ochrona Komorowskiego były celem nadrzędnym. Gdyby nie Michał Rachoń z TV Republika i jego telefon, w ogóle byśmy nie mogli ujrzeć jak potworna amnezja dręczy byłego lokatora Belwederu i ojca – koordynatora przestępczej prowokacji wymierzonej w komisję weryfikacyjną WSI, której celem pośrednim stał się Sumliński.

Jakub Majmurek i tak jest w miarę przyzwoity w pisaniu o Sumlińskim bo mimo wszystko do pewnego stopnia pisze rzeczowo i nie rzuca najgorszymi obelgami, on tylko trzyma się z daleka od meritum, które jest zbyt niebezpieczne. W podobny sposób zachowują się inni, jak choćby Dominika Wielowiejska, kolejna persona z Czerskiej, którą dopadł blady strach gdy Jarosław Gowin napisał na twitterze, że przyjdzie do TOK FM gdy Wielowiejska wcześniej zaprosi tam Sumlińskiego. Pani Dominika odparowała: „A ile osób w Polsce wie kim jest redaktor Sumliński?” zupełnie cynicznie przechodząc do porządku dziennego nad faktem, że jeśli większość Nowaków i Kowalskich o Sumlińskim nigdy nie słyszała to właśnie dzięki takim jak ona.

Tyle na korzyść bohatera tego artykułu. Opisywanie tutaj historii Sumlińskiego, działań WSI i kulis "afery marszałkowej" nie ma żadnego sensu. Teza jaką stawiam jest następująca: wrogowie Sumlińskiego jak diabeł święconej wody lękają się debaty o faktach bo układ zacząłby się chwiać i skrzypić a do tego dopuścić nie wolno, po prostu. Stąd przypinanie mu łatki „spiskowego oszołoma” i wariata cierpiącego na urojenia. A Wojciech Sumliński zrobił wiele, bardzo wiele dla ujawnienia prawdziwego oblicza post magdalenkowej „demokracji” i „państwa prawa” zwanego III RP. Przeszedł prawdziwe piekło, niszczono go latami, jego żona Monika i dzieci przeżyły traumę, którą nie każdy by przetrwał. Z tego powodu mam do redaktora Sumlińskiego duży szacunek co nie zwalnia od krytycznego myślenia. Nawiasem mówiąc, jednak podkreślam, to tylko moje przypuszczenie – nie wierzę, że Sumliński naprawdę chciał się zabić w kościele św. Stanisława Kostki w 2008 roku, co uchroniło go przed aresztem wydobywczym. Bardziej ufam znanej w kryminologii teorii o tym, że człowiek doprowadzony do ostateczności pozoruje próbę zamachu na własne życie licząc, że tym sposobem jego sytuacja ulegnie poprawie. Ale mogę się mylić, prawdę zna tylko sam Wojciech Sumliński.

Wykop Skomentuj19
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale