Kapliczka w Milanówku przy ul. Brwinowskiej. Fot. Robert Zybrant
Kapliczka w Milanówku przy ul. Brwinowskiej. Fot. Robert Zybrant
Rymek Rymek
357
BLOG

MIĘDZY MYŚLĄ A MATERIĄ

Rymek Rymek Kultura Obserwuj notkę 0

 

Przechadzając się po wschodnich obrzeżach Milanówka, w pobliżu granicy z Podkową Leśną, można wkroczyć w dość specyficzną przestrzeń. Jej punktem centralnym jest odgrodzona od ulicy niewielkim drewnianym płotem ceglana kapliczka. Pod względem wizualnym obiekt ten nie wyróżnia się niczym szczególnym na tle innych miejsc kultu w Milanówku. Co więc wpływa na wyjątkowość tej przestrzeni? Odpowiedź na to pytanie jest dość zaskakująca, gdyż dotyczy nie tyle samej kapliczki, rozumianej zarówno jako rzecz zmysłowo dostrzegalna, jak i duchowy portal przenoszący w świat transcendencji, co siadających w jej pobliżu  ludzi. Oczywiście przyciąganie i gromadzenie przez miejsce religijne wierzących jest czymś zupełnie normalnym. Należy więc zadać kolejne pytanie: czym szczególnym charakteryzują się  ci, którzy się tutaj zatrzymują?

Opisywana kapliczka znajduje się na końcu jednej z najbardziej  popularnych w Milanówku dróg spacerowych. Miejsce to staje się punktem odpoczynku dla strudzonych wędrówką przechodniów, którzy chcąc zregenerować swoje siły,  siadają na ławkach ulokowanych wokół kapliczki i podziwiają znajdujące się w jej pobliżu sosnowe lasy i rozległe łąki. Malowniczość tej części miasta od lat przyciąga mieszkańców Milanówka, dla których kapliczka nie koniecznie musi oznaczać sferę sakralną, ale coś zupełnie innego, np coś na kształt obserwatorium umożliwiającego zachwyt nad pięknem natury. Miejsce to staje się więc punktem ogniskującym uwagę  zarówno  wierzących, jak  i niewierzących, młodych i starych, miłośników historii i pasjonatów fizyki, malarzy i muzyków.  Kto wie? Może w cieniu kapliczki odpoczywał sam Jarosław Marek Rymkiewicz, który rozmyślając nad zdarzeniami już dawno minionymi, wyobrażał sobie kształt zaistniałej i na zawsze utraconej zarazem czasoprzestrzeni. Być może napisał w tym miejscu jeden ze swoich wierszy. Być może  wreszcie  patrząc na różnorodność przechodniów zatrzymujących się i siadających przy kapliczce, przechodniów czyniących z tej przestrzeni miejsce współistnienia mnogości sposobów definiowania rzeczywistości, milanowski poeta dostrzegł pewien element zbieżny z jego własną filozofią, dla  której wielość punktów widzenia nie jest wcale czymś obcym, a wręcz przeciwnie- stanowi jej istotny składnik.

Podmiotowość każdej jednostki określana jest poprzez niepowtarzalny związek zachodzący między tym, co ogólne, czyli tym, co przynależy do świata kultury i tym, co konkretne, czyli tym, co wynika ze skutków oddziaływania unikatowego wyposażenia biologicznego. Ze względu na ten prosty fakt, każda osoba posiada swój własny styl komunikacji z otaczającym go światem i swoją własną koncepcję interpretacji  rzeczywistości. Rzeczywistości, której teraźniejszość stanowi żałośnie znikomą cząstkę, nieskończenie szybko pojawiającą się i równie prędko znikającą w przeszłości. Mówiąc prościej, każda osoba zatrzymująca się przy kapliczce dostrzega w niej coś innego, przy czym różnice te są czasem na tyle subtelne, że nawet szczegółowa obserwacja nie umożliwia ich skutecznego wychwycenia. Różnice te jednak istnieją i determinują istnienie ogromnej różnorodności wizji rzeczywistości. Wydaje się, że również Jarosław Marek Rymkiewicz  przychyla się ku twierdzeniu, że każdy człowiek tworzy swój własny niepowtarzalny obraz świata. Co to jednak oznacza? Czy w takim razie istnieje tyle rzeczywistości, ile jest ludzkich umysłów? Czy kapliczka, o której tak się rozpisuje, funkcjonuje w niezliczonej ilości wersji? Czy świat, którego na co dzień doświadczamy znika, kiedy przestajemy o nim myśleć? Gdzie ulokowany jest prawdziwy byt: w umyśle czy poza nim?

Ktoś mógłby zarzucić Rymkiewiczowi niekonsekwencję. Pisarz z jednej strony w swoich wypowiedziach gloryfikuje wartości obiektywne i trwałe, z drugiej zaś w książkach powstrzymuje się od wygłaszania sądów obligatoryjnych, nieustannie posługując się trybem przypuszczającym. Mogło być tak, ale mogło też być tak. Czy może być zdanie celniej opisujące twórczość Rymkiewicza? Można by rzec, że milanowski poeta, kiedy posługuje się słowem ustnym, dostrzega świat istniejący nawet wówczas, gdy nie  obserwuje go  żaden podmiot, świat niezmiennej transcendencji pozostającej w wiecznej relacji nadrzędnej względem jakiejkolwiek jednostki poznającej, zaś Rymkiewicz posługujący się słowem pisanym widzi jedynie  szereg zanurzonych w tekście ludzkich umysłów, które tworzą równorzędne, aczkolwiek skrajnie odmienne wizje czasu i przestrzeni, czyli interpretacje owego tekstu. Wydaje się, że Rymkiewicz ustny dostrzega jedną kapliczkę, zaś Rymkiewicz pisemny ich całe aleje. Niekonsekwencja ta jest jednak tylko pozorna, zaś mówienie, że podstawowym elementem filozofii wyłaniającej się z książek autora Kinderszenen jest teza, iż granice rzeczywistości są tożsame z granicami poznawczymi człowieka, co w konsekwencji prowadziłoby do uznania istnienia wielości równorzędnych rzeczywistości ( każdy człowiek posiada jedyne w swoim rodzaju zdolności poznawcze ), czyli mówiąc prościej ogromnej ilości kapliczek, jest sporym nadużyciem. Rzeczywistość dla Rymkiewicza nie sytuuje się w ani umyśle, ani  w tekście, lecz gdzieś pomiędzy materią a myślą, w sferze czegoś na kształt przestrzeni matematycznej. Matematycznej, gdyż dotyczy określonego na podstawie dość obiektywnych składników ( oczywiście według Rymkiewicza pełen obiektywizm nigdy nie będzie możliwy ) prawdopodobieństwa. Poeta podaje wprawdzie liczne możliwości realizacyjne określonej sytuacji, lecz zawsze dokonuje ich gradacji, podkreślając wersję najbardziej prawdopodobną. Nie oznacza to jednak, że wersje mniej prawdopodobne, które zapewne nigdy nie zaistniały, nie są składnikiem owej rzeczywistości i dlatego też rymkiewiczowski sposób pojmowania świata nie powinien być definiowany w całości przez sferę materii. Autor Zachodu słońca w Milanówku dopuszcza więc istnienie licznych realizacji struktury istnienia, co nie oznacza zgody Rymkiewicza na postmodernistyczną ideę równorzędności sposobów odczytywania świata, a co za tym idzie zgody na ulokowanie prawdziwego i podstawowego bytu w świadomości, lecz wynika z uznania niezwykłej złożoności rzeczywistości, która zawiera w sobie zbiór potencjalnych rozwinięć i przeobrażeń. Wszystko to stanowi zadziwiający konglomerat.   

Czy świat znika, kiedy przestajemy o nim myśleć? Czy kapliczka staje się nicością, kiedy na nią nie patrzymy? Jarosław Marek Rymkiewicz odpowiedziałby zapewne, że tak nie jest. Rzeczywistość nie tylko nie przestaje istnieć, kiedy nie znajdzie się żaden ciekawski podmiot chcący zaprzątać nią sobie zarówno swoje zmysły, jak i umysł, ale wręcz przeciwnie, rozrasta się, stając się gigantyczną, wypełnioną przez materialny rdzeń chmurą prawdopodobieństwa. Prawdopodobieństwo to  jest nie tyle efektem  niepewności wynikającej z niedoskonałości organów poznawczych człowieka, lecz , o czym pośrednio była już mowa wcześniej,  natury samego bytu. Patrząc na świat dostrzegamy jedynie jego niewielką część stanowiącą produkt skomplikowanego procesu, w którym wyznaczane są granice naszego sposobu pojmowania istnienia. Ludzki umysł nigdy nie powiela rzeczywistości, ale ją upraszcza i zniekształca, zaś świat, którego doświadczamy na co dzień, jest niczym wobec świata funkcjonującego poza nami. Złożoność rzeczywistości jest zbyt ogromna, by  mogła się ona stać uświadomionym elementem umysłu jakiejkolwiek, chociażby najbardziej wybitnej i widzącej najwięcej jednostki, która skazana jest na wieczną podrzędność względem trwałej transcendencji. Trudno polemizować ze stwierdzeniem o indywidualnym obrazie świata konstruowanym przez ludzki umysł. Niemniej jednak objawem pychy byłoby mówienie , że rzeczywistość pozaumysłowa przestaje istnieć, kiedy podmiot przestaje o niej myśleć. Prowadziłoby to do niesłusznej deprecjacji tego, co względem nas nadrzędne, sytuując   ów świat  poniżej nas samych, podczas gdy nasz mózg jest jedynie małym, popękanym lusterkiem, nie dość, że odbijającym jedynie skrawek bezkresnej przestrzeni, to jeszcze ją deformującym.

 

Robert Zybrant
     

Rymek
O mnie Rymek

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura