0 obserwujących
16 notek
5339 odsłon
  90   0

Sławomir Skrzypek ma nosa

Widać to w jego ostatnim wywiadzie dla Wyborczej. Podoba mi się podejście prezesa NBP, choć się z nim nie zgadzam. Pod koniec listopada powiedział on:

"Wchodzimy w trudny okres, to już nie jest okres niskiej inflacji globalnej.
Ostatnio zauważalne są czynniki, które wpływają na inflację i mają charakter
podażowy, a więc takie, na które instrumenty polityki pieniężnej mają
ograniczone działanie" - podkreśla prezes NBP

"Z jednej strony mamy problemy pogodowe, które od kilku lat są zjawiskiem
stałym, ale z drugiej zmienia się również popyt na żywność w krajach, które
traktowane były jako niedożywione. Przy podnoszeniu się stopy życiowej w tych
krajach popyt na żywność rośnie" - powiedział Skrzypek.

W moim przekonaniu globalny wzrost cen żywności i surowców nie ma charakteru
podażowego, lecz jak najbardziej monetarny. Wzrost cen żywności i surowców na
światowych rynkach (cen wyrażonych w dolarach) jest drugim objawem inflacji
dolara. Pierwszym jest zawsze wzrost cen złota. Próbowałem to udowodnić w mojej magisterce, szczególnie w rozdziale 2.6

Jeśli FED nie ograniczy podaży pieniądza albo rząd Stanów Zjednoczonych nie
zrobi czegoś, by zwiększyć popyt na dolary (co objawi się spadkiem cen złota i
zaraz potem surowców i żywności), inflacja pojawi się też w amerykańskim CPI i
wtedy nikt nie będzie miał wątpliwości jaka jest natura problemu.

Dlaczego więc mi się podoba to co Skrzypek mówi? Prezes NBP najwidoczniej widzi, że Polska po prostu "importuje" globalną (dolarową) inflację i zdaje sobie
sprawę, że bez masakrowania polskiej gospodarki właściwie nic nie może poradzić na to, że w Polsce rośnie CPI (indeks cen konsumpcyjnych – najpopularniejsza, ale najbardziej zwodnicza miara inflacji). Postanowił więc się tym nie przejmować i poczekać (aż się Amerykanie opamiętają, miejmy nadzieję).

Podobną sytuację mieliśmy w feralnym 1999 kiedy CPI spadł poniżej upragnionej
granicy 10%, a potem, na skutek dramatycznego wzrostu ceny ropy na rynkach
światowych, z powrotem wzrosło powyżej 10%. Skutki pamiętamy aż za dobrze.
Pierwsza Rada Polityki Pieniężnej podniosła stopy z 13% do 19% w szczytowym
punkcie. Kredyty hipoteczne kosztowały w szczytowym punkcie 24%! Banki miały
wtedy 20% złych kredytów. Danych dotyczących wzrostu gospodarczego przypominać nie trzeba.

Członkowie pierwszej Rady pewnie dalej upierają się przy stanowisku, że dobrze
zrobili i to na skutek ich zdecydowanego działania inflacja w końcu spadła, ale
wystarczy popatrzeć na wykres inflacji netto w tym czasie, by stwierdzić, że to
nie może być prawda - inflacja netto niemalże idealnie płynnie spadała od 1998
roku do 2004 (kiedy weszliśmy do UE).

Gdyby tylko pierwsza Rada rozważyła możliwość, że problem rosnącego
CPI w Polsce ma przyczynę globalną, gdyby na przykład wiedziała o istnieniu i
chciała posłuchać wytłumaczeń Wanniskiego dlaczego ropa tak wtedy podrożała, przełom wieków w Polsce mógłby być znacznie mniej bolesny, a sfrustrowany elektorat nie musiałby wysłać Samoobrony do Sejmu, by dać wyraz swojemu uzasadnionemu niezadowoleniu z polskiej klasy politycznej (i ekonomicznej).

Skrzypek najwidoczniej chce zapobiec powtórzeniu błędu, który popełniła pierwsza
Rada. Duży plus dla niego - i za rozpoznanie sprawy i za odwagę w stawianiu się
ekonomistom, którzy dalej rozumują na zasadzie: wzrost CPI = wzrost inflacji =
konieczność podniesienia stóp procentowych.

Wydaje mi się też, że dopiero w świetle tego wywiadu można docenić przenikliwość Kaczyńskiego by „na siłę” zainstalować Skrzypka w fotelu prezesa NBP. Nie sądzę, żeby Kaczyński miał jakieś wyrobione poglądy na temat polityki monetarnej, ale musiał dojść do (słusznego moim zdaniem) wniosku, że polityka monetarna w wydaniu tych, którzy się nią do tej pory w Polsce zajmowali, nie zawsze działa. Jeśli więc mamy nie powtarzać tych samych błędów, to trzeba do Rady wpuścić kogoś:

1. z odmienną (może być też bez wyrobionej perspektywy i doświadczenia, ale z
otwartą głową) niż dominująca perspektywą, ale kto nie jest „antyBalcerowiczem”
czyli osobą, która zawsze robi dokładnie na odwrót niż sugeruje ekonomiczny
mainstream bez względu na okoliczności (bo to powiększyłoby ryzyko zrobienia
błędów, których szczęśliwie uniknęliśmy dzięki Balcerowiczowi i ludziom, którzy myślą tak jak on),

2. na tyle niepokornego, że nie będzie się wahał postawić się, jeśli zajdzie taka konieczność.

Myślę, że tak rozumował Kaczyński wybierając Skrzypka. Wybór ten, moim zdaniem,
właśnie okazuje się dobry, więc także Kaczyńskiemu tu należy się duży plus.

Lubię to! Skomentuj8 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale