korczak113 korczak113
29
BLOG

Po co Polsce prezydent?

korczak113 korczak113 Polityka Obserwuj notkę 0

Zlikwidujmy urząd prezydenta jako całkowicie niepotrzebny, a czasami wręcz szkodliwy.

 

Namnożyło się w Rzeczpospolitej urzędów co niemiara. Namnożyło się urzędów bez sensu, a może nawet wbrew sensowi jakiemukolwiek. Konstytucja przewidziała całe mnóstwo rozwiązań ustrojowych i całe mnóstwo urzędów, których w Polsce nie było od dawna lub nie było ich nigdy.

Rozszerzanie i określanie uprawnień społeczeństwa to czynność z reguły pożyteczna. Rozwiązania demokratyczne mają to do siebie, że przyznają elektoratowi prawa, których się domagał i które mu obiecano. Na ogół rzecz biorąc, każde normalne społeczeństwo bardzo skrupulatnie domaga się wykonania wszystkiego co mu kiedykolwiek obiecano – nawet ustnie. Nie jesteśmy widocznie normalnym społeczeństwem skoro podlegamy manipulacji kłamstwem wyborczym, mając na dodatek pełną tego świadomość. Nie jesteśmy normalnym społeczeństwem, skoro nie potrafimy się upomnieć o realizację politycznych zobowiązań.

 W okresach kampanii wyborczych każda z partii niesie wysoko sztandar obietnic (bo w żadnym wypadku nie zamierzeń!). Od wielu lat poczesne miejsce na wyborczych sztandarach zajmują obietnice zniesienia Senatu i Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.

Obietnice kończą się zawsze w tym samym momencie, a mianowicie po wyborach. Senat i Krajowa Rada mają się dobrze i pożyją jeszcze długie lata. Być może do momentu kiedy elektorat nie wymusi na ustawodawcy ustanowienia normy prawnej pod nazwą kłamstwo wyborcze i nie zacznie szczegółowo rozliczać swoich wybrańców z obietnic.

Senat ustanowiono w ramach porozumień Okrągłego Stołu jako parlamentarną izbę refleksji. Jako ciało doradcze Sejmu, składające się ze 100 mędrców. Zamierzenie było być może słuszne. Tyle tylko, że okazało się prędko, iż nie sposób doszukać się wśród elit politycznych 100 mędrców. Senat stał się ciałem, w którym partia sprawująca aktualnie władzę stara się poprawić rządowe lub koalicyjne projekty ustaw, których niedostatki prawne wyszły na jaw podczas czytań sejmowych. W Senacie poprawia się sejmowe buble.

Jeżeli rolą Senatu ma być korekta sejmowego matołectwa, to rodzą się zasadnicze pytania . A mianowicie: co robią niedouczeni posłowie w ławach sejmowych; czy aby naprawianie błędów Sejmu nie odbywa się zbyt wielkim kosztem; czy można mieć zaufanie do wiedzy i dobrych intencji senatorów. Odpowiadam po kolei: nie wiem co robią posłowie (oni też tego nie wiedzą); nie można mieć zaufania do senatorów; koszty przekraczające 100 mln złotych są zbyt wielkie.

Mimo tego Senat trwa w swoich okopach i trwać będzie długo jeszcze, ponieważ ugrupowanie wygrywające wybory, uzyskuje absolutną większość w Senacie.

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji stoi na straży wolności słowa, prawa do informacji oraz interesu publicznego w radiofonii i telewizji.

Tako rzecze Konstytucja Rzeczypospolitej Polskie (art. 213 ust.1). A jak jest w rzeczywistości? Czym zajmuje się Krajowa Rada? Kilkunastoletni okres działalności KRRiT pokazał, że Rada stała się politycznymi szrankami. Toczą się walki między partiami o dominację nad telewizją publiczną i innymi mediami. Na które to media Rada, jako organ konstytucyjny, ma wielki wpływ.

Poza wewnętrznymi politycznymi rozgrywkami Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji zasłynęła również jako wylęgarnia dziwacznych i bynajmniej nie leżących w "interesie publicznym" projektów aktów prawnych. Jakiś czas temu groziło nam, iż do naszych domów będą wdzierać się kontrolerzy o uprawnieniach policji, by sprawdzać, czy zapłaciliśmy abonament radiowo-telewizyjny.

Był też kuriozalny projekt, który nakładałby abonament na posiadaczy komputerów podłączonych do Internetu! Myślano również o zmuszeniu internetowych stacji radiowych do uzyskiwania koncesji na nadawanie w Sieci!

Jednocześnie KRRiT nie zajmuje się tym co istotne - przygotowaniami do cyfroizacji mediów, które tuż, tuż za drzwiami (2012).

Z założenia Rada ma być ciałem apolitycznym. Ustawodawca chyba zaśmiewał się w kułak stanowiąc o apolityczności Rady i decydując o sposobie wybierania jej członków. Od pierwszych chwil swego istnienia Rada jest areną walki politycznej, na której cierpią media i ich widzowie czy słuchacze.

Senat i Radę obiecywano zlikwidować już wielokrotnie (ech, czegóż to nam nie obiecywano?) Urzędu Prezydenta RP zlikwidować nikt jeszcze nie zamierza; w każdym bądź razie jeszcze tego nie ogłosił.

Będę zatem liderem. Zlikwidujmy urząd prezydenta jako całkowicie niepotrzebny, a czasami wręcz szkodliwy.

Ugoda Okrągłego Stołu przywróciła w Polsce urząd Prezydenta RP. Było to nawiązanie do przedwojennej tradycji. I – jak mniemam – był to jedyny logiczny powód, dla którego urząd taki w Polsce 1989 roku powstał.

Czterech kolejnych (Jaruzelski, Wałęsa, Kwaśniewski, Kaczyński) z mniejszym lub większym powodzeniem pełniło swoje funkcje. O Wojciechu Jaruzelski – prezydencie możemy zapomnieć. Lech Wałęsa pełnił swoje prezydenckie obowiązki przez całą kadencję, Aleksander Kwaśniewski – przez dwie kadencje, Lech Kaczyński – piastuje urząd od 2 lat.

Obowiązująca konstytucja poświęciła urzędowi Prezydenta RP osobny rozdział (V) z artykułami od  126 do 145. Mnogość artykułów nie uregulowało w rozsądny sposób prezydentury. Najwybitniejsi specjaliści prawa konstytucyjnego spierają się o pozycję i rolę prezydenta. Przepisy, które opisują zasady funkcjonowania urzędu są bowiem nieostre.

Usytuowanie Prezydenta RP, obok urzędu premiera musi rodzić scysje na linii premier-prezydent. Rodzi je w szczególnie dotkliwy sposób kiedy oba urzędy obsadzane są przez przedstawicieli rywalizujących ze sobą partii. Z sytuacją nieustannego konfliktu mamy do czynienia kiedy prezydentem jest Lech Kaczyński a premierem Donald Tusk. Ofiarami konfliktu są obywatele RP, którzy wybrali prezydenta i dali premierowi przepustkę do jego urzędu.

Cóż nam zatem pozostaje? Nie wierze w mądrą zmianę konstytucji. Żadnej z partii, które znalazły się w parlamencie nie stać na rozwagę i uwolnienie się od partykularnych interesów politycznych. Trwanie w ustawicznym sporze premier-prezydent szkodzi Polsce. Na poprawę stosunków PO – PiS, a w konsekwencji prezydent-premier liczyć nie można. Pozostaje zatem apelować (i być może zacząć już zbierać podpisy) o likwidację urzędu Prezydenta RP.

 
korczak113
O mnie korczak113

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka