Zygmunt Jan Prusiński
BLUES POETY Z USTKI
- Gdzie jest dziś czytelnik ? Onegdaj był w bibliotekach. Pamiętam jak mijałem na ulicy ludzi dorosłych i młodzież, którzy po kilka książek dzierżyli w rękach wracając lub idąc do biblioteki. Tak, tamtejszy ów człowiek czytał kilka książek tygodniowo. Dzisiaj rzadki obrazek. Prawie niewidoczny, ba... nienormalny.
Jakież to było urocze, kiedy spacerowałem po parku a tu siedzi kobieta na ławce i czyta książkę, tam naprzeciwko znowu druga osoba, i też czyta. Dla mnie twórcy słowa w literaturze, to tak jakbym ujrzał kwiaty. I ci ludzie, takowymi kwiatami byli - dla mnie.
Dziś technologia zawładnęła całkowicie człowiekiem. Nie trzeba wychodzić z domu, tylko tworzyć i wysyłać, pisać i wysyłać. Jeśli jesteś znanym poetą czy pisarzem, znajdą cię w sieci... Internet, to takie światło świata.
Kiedy niedawno umarł w podeszłym wieku pisarz w Ameryce, Jerome David Salinger, poświęciłem mu dwa wiersze. Dzięki Internetowi, wczytałem się w jego biografię, poznawałem go tak, jakby mi osobiście o sobie opowiadał. To miłe. Choć mnie już nie pozna. Ale może mu tam w Niebie powiedzą o poecie z Ustki, który postarał się wierszem skromnie dopowiedzieć, choćby i to...
DWA WIERSZE dla Jeromego Davida Salingera
Zygmunt Jan Prusiński
JEŚLI BUSZOWAŁ W TKANKACH LITERATURY...
Motto: "W 1965 r. pisarz podjął ostateczną decyzję, żę już nic więcej nie opublikuje"-Jerome David Salinger.
Jeśli buszował w tkankach literatury, to zaprzestał.
Jak drzewo w cieniu na wzgórzu zgubiło liście na zawsze.
Tylko połyskujące lusterka, huba pozostała w nim -
pocieszona mistyfikacja pajęczyną zarosła.
Jak mawiał, "...nie chcę być częścią
ich pełnego obłudy świata". Tak,
wypędzał od siebie każde zło - szlifował swój świat
wedle temperamentu cichego wróbla.
"Buszujący w zbożu" - to tragedia Johna Lennona.
- Czy książka może zabić, być w psychice inspiracją ?
Marka Davida Chapmana poniosła wyobraźnia...,
zabił swojego z "The Beatles" idola !
W DOMU NA WZGÓRZU...
W domu na wzgórzu, kilka pustych butelek,
osierocone myśli układają się na podłodze.
Tam w środku zamieszkała cisza.
Orientowało się słońce - samotny pisarz,
więc pukało promieniami do drzwi.
Czasem wyszedł nago gospodarz, pozdrowił
poranek złocisty, przyjął zapach z drzew.
W sercu rysował mowę ziemi.
Raz się skaleczył o drut, wystawał
jakby chciał rosnąć do nieba...
Samoczynne układanie się brył.
Pamiętajcie, jeśli zawitacie do Cornish
w New Hampshire, napotkacie
Jeremego Davida Salingera.
4.02.2010 - Ustka
- Powiem tak, mam szacunek dla odchodzących . Dlatego to moje zaangażowanie, by tych wszystkich szlachetnych, moim wierszem jak płomień świecy na grobach, obudzić i, pamiętać.
10 Lutego 2010 r.


Komentarze
Pokaż komentarze