Zygmunt Jan Prusiński
EMIGRACYJNA PIEŚŃ W PLEŚNI !
List do Mirosławy Marii Kruszewskiej
Pani Mirosławo, korespondowałem z panem Kazimierzem Braunem, jak mieszkałem w Wiedniu. - Chyba on odnalazł mnie i pamiętam jego słowa, żeby Adamowi Lizakowskiemu pomóc. Byłem wówczas trochę zdziwiony, bo gdzie Chicago a gdzie Wiedeń. Myślałem, iż znając osobiście i bywając w domu w San Francisco u Czesława Miłosza, to A. Lizakowski już niepotrzebuje żadnych referencji i innych na siłę pacierzy...
Byłem zgoła zdziwiony tymi słowami wszak znanego w świecie teatru i literatury K. Brauna. Dziękowałem mu, że w ogóle mnie znalazł w tym tumulcie emigrantów w świecie. Wówczas my, nazywaliśmy się, "Solidarnościową emigracją". - Gdyby dotarły te słowa do p. Brauna, to serdecznie go pozdrawiam, ale już nie z Wiednia a z Ustki.
Kilka wierszy Tadeusz Nowak (śp.) moich opublikował, właśnie w warszawskim "Tygodniku Kulturalnym". Pamiętam, że obok mnie był wiersz Adama Lizakowskiego - (1980). Nie wiedziałem że go korespondencyjnie poznam na emigracji.
Fakt, dałem wraz z kolegami z Klubu Pisarzy Polskich w Wiedniu - którego byłem założycielem, a faktycznie dokładna nazwa to, Korespondencyjny Klub Pisarzy Polskich "Metafora", bo chciałem dotrzeć do emigracyjnych literatów, (od Ziemi Ognistej aż do Sybiru i od Nowej Zelandii aż do Alaski) proszę patrzeć na Kulę Ziemską ze strony Europy, to jako pomysłodawca "Wiedeńskiej Nagrody Literackiej im. Marka Hłaski", otrzymał Lizakowski tę Nagrodę za "Złodzieje czereśni". Zadaniem było nagradzać tomiki wierszy autorów żyjących na Obczyźnie. A szczególnie debiutantów.
Pani Mirosławo, czy poezja może oszukiwać znawców poezji...? Czy Adam Lizakowskim był takowym literackim hochsztaplerem ? Pamiętam moje lata w szkole podstawowej nr 1 im. Władysława Reymonta przy ul. Karczewskiej 14 w Otwocku - razem uczęszczałem do klasy A wraz z Piotrem Sommerem u szlachetnej i przedwojennej nauczcielki i naszej wychowawczyni, pani Marii Pieczyńskiej, i kiedy przerabialiśmy twórczość Juliusza Słowackiego, powiedziałem wtenczas do wieszcza: Kurde, Juliuszu, ja taki wiersz napiszę, i przyglądając się Jego Słowom w tym wierszu, pisałem "swoje słowa", aczkolwiek ktoś ze znawców przedmiotu, rozponałby zapewne że zapis mój był sztuczny. Poezja takich nie pożąda, to dopiero stwierdziłem po latach. Prawdziwy twórca ma swój teren działania, i chyba i skład słów których używa. Także symbole, jak widziałem to w wierszach Zbigniewa Jerzyny.
Jeszcze o Marku Hłasce. Kiedy ogłosiłem w roku 1990 Konkurs Literacki na prozę i poezję i zapoznając o "Wiedeńskiej Nagrodzie Literackie im. Marka Hłaski", to z południowych stron Polski napisał do mnie Marka cioteczny brat, Andrzej Czyżewski - z zawodu architekt. Marka mama i A. Czyżewskiego mama, to były dwie rodzone siostry. Pan Andrzej ogromnie mi dziękował, że taka Nagroda Literacka imieniem jego brata powstała. Wymieniliśmy kilka listów - mam te listy u siebie. Z tego miejsca, pozdrawiam pana Andrzeja Czyżewskiego !
Mogę dodać, że Marek Hłasko, (pośmiertnie zrobił karierę) właśnie w tych moich konkursach, bo w I edycji brało udział 882 autorów, a w II edycji aż 1073 autorów !!! To chyba rekord w historii polskich konkursów literackich. Jak pamiętam, chodzi o drugą edycję, to w dziale prozy było około 1200 opowiadań a w dziale poezji było ponad 10 000 wierszy.
- Co za talent mają Polacy !
Dobrze powiedział mi w Warszawie wspaniały poeta i kumpel Roman Śliwonik, że w Polsce co drugi to... "poeta"!
Pozdrawiam wszystkich Czytelników i Poetów także.
Pani Mirosławo, całuję Pani rączki. Dziękuję za to, że raczy Pani ze mną korespondować na kilku portalach, ale i za to że prowadzimy prywatną korespondencję. Pozdrowienia dla męża i syna.
Zygmunt Jan Prusiński
Prezes Stowarzyszenia "Biały Blues Poezji"
Ustka. 9 Września 2008 r.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)