Zygmunt Jan Prusiński
MOJA RECENZJA – DEBIUT !
-
-recenzja:PrusińskiZygmuntJan:Złodziejeczereśni. Akcent 1992 nr 1 s. 144-147
|
Dział bibliografii: |
Hasła osobowe (literatura polska) |
|
Rodzaj zapisu: |
recenzja |
|
Hasło osobowe: |
Lizakowski Adam - szczegóły |
|
Autor: |
Prusiński Zygmunt Jan - szczegóły |
|
Tytuł: |
Złodzieje czereśni |
|
Adnotacje: |
z not. o Adamie Lizakowskim |
|
Źródło: |
Akcent, 1992 nr 1 s. 144-147 - szczegóły |
|
Numer zapisu: |
169911 |
-
-artykuł:PrusińskiZygmuntJan:Ach ! Być dżdżownicą, pić słodycz życia...Kresy 1991 nr 7 s. 158-160
|
Dział bibliografii: |
Hasła osobowe (literatura polska) |
|
Rodzaj zapisu: |
artykuł o utworze |
|
Hasło osobowe: |
Lizakowski Adam - szczegóły |
|
Autor: |
Prusiński Zygmunt Jan - szczegóły |
|
Tytuł: |
Ach! Być dżdżownicą, pić słodycz życia... |
|
Źródło: |
Kresy, 1991 nr 7 s. 158-160 - szczegóły |
|
Numer zapisu: |
140048 |
|
|
|
Polskość w Ameryce to hobby
Z poetą
Adamem Lizakowskim rozmawia Małgorzata Kiesz
O twórczości Adam Lizakowskiego pisali:
Poeci i krytycy starszego i średniego pokolenia:
Czesław Miłosz, Wacław Iwaniuk, Mieczysław Orski, Adriana Szymańska,
Kazimierz Braun, Anna Frajlich - Zając, Wojciech A. Wierzewski,
Marek Skwarnicki, Aleksander Nawrocki
Poeci i krytycy młodszego pokolenia:
Karol Maliszewski, Stanisław Dłuski, Jerzy Sikora, Zygmunt Prusiński,
Andrzej Dudzinski, Aleksander Bilik, Wiesław Setlak, Janusz Drewnowski
_____***____
ZIARNO W LITERATURZE NA EMIGRACJI. WSPOMNIENIA
Odpowiedź:
List od Mirosławy Marii Kruszewskiej !
Książkę Kucharskiego znam. Sporo w niej niedociągnięć. Chociażby ta definicja pt. „rdzenna Austria”. Czegoś takiego nigdy nie było. Austria była zawsze zlepkiem różnych ziem i narodowości, a to, co my widzieliśmy, to już tylko nikłe szczątki dawnych Austro-Węgier. Niestety.
W przeciwieństwie do Pana, ja Wiednia nie musiałam zdobywać. Moja rodzina przemieszkiwała tam od zawsze. Emigrowałam więc niejako do siebie, na swoje śmieci. Mój dziad, Ignacy, miał apartament przy Friedrich-Schmied Platz blisko Ratusza. Ja przemieszkiwałam w 23-ciej dzielnicy, we włączonym już do Wiednia maleńkim, przeuroczym miasteczku Kalksburg. Naokoło jest słynny Lasek Wiedeński. I mój dziad, i ja kochaliśmy przesiadywać na Grinzingu przy szklaneczce młodego wina. Teraz moi synowie tam zaglądają niemal każdego lata. Mamy w Wiedniu małe mieszkanie, aby być u siebie.
Kontakty z tzw. emigracją polską w Wiedniu (a nie „we Wiedniu”, jak Pan łaskawie z krakowska przejęzycza) starannie ograniczałam. A to z tego względu, iż można było wpaść łatwo w łapy Bezpieki. Tak samo, jak w Londynie, tak i w Wiedniu, emigracja polityczna z zasady nie bywała w Instytucie czy też Domu Polskim. Noga nasza nie mogła też stanąć w ambasadzie polskiej ani nigdzie, gdzie szarogęsiła się komuna.
Nie znaczy to, że nie żyliśmy Polską. Wręcz przeciwnie. Z tego okresu datuje się moja przyjaźń z Józefem Mackiewiczem, którego regularnie odwiedzałam w Monachium i przekazywałam mu różne pomoce organizowane przez amerykański Pomost. Te spotkania w ubożuchnym mieszkanku Pisarza były moją szkołą życia i nauką patriotyzmu.
Od księży trzymałam się z daleka. To oni wypełniali raporty do „Systemu Polonia”. Dzieci wychowałam po katolicku, ale z daleka od Towarzystwa Chrystusowego, które wysyłało na Zachód swych wysłanników w wiadomym celu i z błogosławieństwem Kremla. Pan o tym nie wiedział, bo i skąd. Czerwone hrabiny nie mogły Pana ostrzec. One łowiły ludzi na pożarcie. W domu też Pana nie ostrzeżono. A mój dom był specyficzny, więc wiedziałam, jak się zachować, by nie przynieść jej wstydu i samej nie zeszmacić się.
Hrabia Ledóchowski. Tak, tak. Był jeszcze jeden taki tam hrabia. Miał na nazwisko Sas jakiś tam. Farbowane lisy. Trzymali się blisko tego wszystkiego, od czego ja trzymałam się z daleka.
O ile pamiętam, to Cyrankiewicz zmarł w roku 1989 w Warszawie.
Tak więc była emigracja i emigracja. Różniły się od siebie wszystkim. Dosłownie.
Literaci, proszę Pana, ci prawdziwi literaci przez duże „L” bardzo niechętnie „się integrują”. Ten pan Łyżwa był pewnie jednym z nich. Pan Edward Dusza też jest takim literatem. Zamknął się w samotni i tam pisze do szuflady, bo nie chce rzucać pereł przed wieprze. Kilka lat temu próbowano uzupełnić jego notę biograficzną w Słowniku Biograficznym IBL-u i ze zdumieniem dowiedziano się, że Edward Dusza, ostatni bard emigracji niepodległościowej, wciąż żyje. Plotkę o jego śmierci rozpuścił maniak Lizakowski. Ten, który sam siebie nazywa skromnie Jedynym Poetą Emigracyjnym. Ha ha. Bardzo proszę nie wymieniać tego śmiecia z naszymi wielkimi Patriotami. Norwid, Słowacki, Mickiewicz, to nie jest towarzystwo dla padalców.
Mnie Zachód niczym nie zapachniał. I nie uciekałam z Polski jako poetka. Ja wywoziłam z niewoli moich synów. Jeden miał 22 miesiące, a drugi urodził się trzeciego dnia od przekroczenia przez nas bramy Traiskirchen. Urodził się jako Wolny Człowiek. Wyrósł na wspaniałego chłopaka. Jego starszy brat także. Oni są ziarnem tej ziemi, która nas w ramiona przyjęła.
Gdyby nie dzieci nigdy bym z Polski nie wyjechała.
Pozdrawiam.
Mirosława Kruszewska
Seattle, 2008


Komentarze
Pokaż komentarze