7 obserwujących
109 notek
26k odsłon
  392   4

Strzykwy i lekarze

W sierpniu 2021 r. opublikowano tzw. Rzymską Deklarację[1], którą podpisało dotąd ponad 15 tysięcy lekarzy i naukowców z całego świata. Wszyscy oni podkreślają lojalność wobec Przysięgi Hipokratesa. Sygnatariusze deklaracji uznali, że wykonywanie zawodu lekarza jest zagrożone i postanowili zaapelować o korektę niekorzystnego kierunku zmian. Ich zdaniem w ostatnim czasie lekarze odczuwają ograniczenia zdolności do opieki nad pacjentami, co ma negatywne skutki w postaci wydłużania się czasu choroby i rosnącej liczby zgonów.

Zniechęcanie lekarzy do otwartych dyskusji, i towarzyszącej im wymiany poglądów na temat pojawiających się chorób i sposobów ich leczenia, zagraża nie tylko rozwojowi zawodowemu lekarza, ale także życiu pacjentów. Tysiące lekarzy nie jest w stanie leczyć, bowiem bariery tworzone przez apteki, szpitale i agencje zdrowia publicznego uniemożliwiają im podjęcie skutecznej walki z chorobą. Doradzanie pacjentom pozostanie w domu (de facto pozwolenie na replikowanie wirusa) i powrót dopiero, gdy stan zdrowia się pogorszy, prowadzi do znacznego utrudnienia leczenia pacjentów, a nawet do ostatecznego niepowodzenia i zgonu. To nie jest medycyna. Tego typu postępowanie ma niewiele wspólnego z troską o zdrowie i życie pacjenta.

Mając to wszystko na uwadze sygnatariusze deklaracji domagają się przywrócenia relacji lekarz-pacjent, która jest podstawą leczenia. To bezpośredni kontakt z pacjentem pozwala najlepiej poznać sedno problemu i zaaplikować odpowiedni sposób leczenia, który gwarantuje największą szansę i najkrótszy czas wyzdrowienia. O to przecież chodzi, prawda?


„Lekarze i wszyscy świadczeniodawcy muszą mieć swobodę uprawiania sztuki medycznej i nauki o medycynie bez obawy o karę, cenzurę, oszczerstwo lub postępowanie dyscyplinarne, w tym możliwą utratę licencji i przywilejów szpitalnych, utratę kontraktów ubezpieczeniowych i ingerencję ze strony organów państwowych i organizacje – które dodatkowo uniemożliwiają nam opiekowanie się pacjentem w potrzebie. Bardziej niż kiedykolwiek należy chronić możliwość i prawo do wymiany obiektywnych informacji na temat odkryć naukowych, które pogłębiają nasze zrozumienie choroby”.
„Lekarze muszą bronić swojego prawa do decydowania o leczeniu, w oparciu o zasadę PO PIERWSZE NIE SZKODZIĆ. Lekarze nie mogą być powstrzymywani od stosowania bezpiecznych i skutecznych terapii. Ograniczenia nadal przyczyniają się do niepotrzebnych zachorowań i zgonów. Prawa pacjentów do akceptacji takich sposobów leczenia, po dokładnym poinformowaniu o zagrożeniach i korzyściach wynikających z zastosowania każdego z tych sposobów, muszą zostać przywrócone".[1]


Sygnatariusze Rzymskiej Deklaracji apelują „do lekarzy i wszystkich pracowników służby zdrowia, aby przyłączyli się do nich i w ten sposób poparli starania o przywrócenie zaufania, uczciwości i profesjonalizmu w medycynie”. Na tym powinno zależeć wszystkim. Tego nie da się wymusić.


ZAUFANIE

Las płonie szybko, a rośnie powoli. Podobnie jest z zaufaniem. Odzyskanie go nie jest sprawą łatwą. W Deklaracji jest też apel do naukowców z całego świata o... więcej odwagi, bo chyba tak należy rozumieć wezwanie osób „z doświadczeniem w dziedzinie badań biomedycznych, które przestrzegają najwyższych standardów etycznych i moralnych, aby w miarę swoich możliwości prowadziły i publikowały obiektywne, badania empiryczne bez obawy o to, że może to negatywnie wpłynąć na ich karierę, reputację lub zarobki”. W obecnej sytuacji wymaga to niezwykłej odwagi. Wszyscy wiemy dlaczego.


GROŹBA

Każdy krok, którego intencją jest poznanie prawdy, grozi... tak, nie bójmy się nazwać rzeczy po imieniu – grozi konsekwencjami: od ataków personalnych począwszy, do utraty pracy, a więc źródła utrzymania (swojego i rodziny) kończąc. Z wielu stron docierają informacje o lekarzach i naukowcach szykanowanych, a nawet pozbawianych prawa wykonywania zawodu. Do nich należą niewątpliwie dr Włodzimierz Bodnar z Przemyśla i dr Anna Prześlica-Martynowska z Lądka Zdroju. Pierwszy postanowił nie ulegać globalnej psychozie i leczyć pacjentów z podejrzeniem covid-19 amantadyną, na dodatek każdego wariantu wirusa, bez obaw o pozytywny skutek takiego działania (zbyt duże dawki amantadyny mogą być szkodliwe, ale to lekarz ma ustalić odpowiednią dawkę, i nie pierwszy to lek, który może zaszkodzić, a w odpowiedniej dawce skutecznie pomaga). Dr Bodnar przetestował działanie tego leku... na sobie. Naczelna Izba Lekarska (NIL) postanowiła „przesłuchać” dr Bodnara, grożąc sankcjami. Więcej w tekście na DoRzeczy.pl>>>. W swoich wywiadach lekarz podkreśla – jak sygnatariusze wyżej wspomnianej Deklaracji – potrzebę badania pacjenta osobiście, nie za pomocą słuchawki telefonu.

Lubię to! Skomentuj15 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale