Zostaw za sobą piękna ślady...
Szczęście to codzienne odczuwanie własnego wolnego istnienia
154 obserwujących
1732 notki
1354k odsłony
  378   1

OBECNY KRYZYS - OSZUSTWO CZY INDOLENCJA? (II)

 WPŁYW DZIAŁAŃ USA I FED 

"banki, za namową i udzieloną gwarancją kredytową przez FED i rządu USA, udzielały coraz więcej kredytów hipotecznych bez względu na to, jak niska była wiarygodność kredytowa kredytobiorców"... "za sprawą FED i popytowego interwencjonizmu państwowego, aż do roku 2007 wszyscy byli zadowoleni z błogostanu sztucznie nadętej gospodarki"

Witam wszystkich. Przedstawiam drugą część moich subiektywnych refleksji na temat obecnego kryzysu gospodarczego oraz obiektywnych jego przyczyn. Zachęcam przed tą lekturą zapoznanie się z pierwszą ich częścią i z góry przepraszam za zawiłość i obszerność tekstu (poniższa numeracja jest kontynuacją numeracji z poprzedniego postu).

IV. Omawiając czynniki powstania obecnego kryzysu finansowego i gospodarczego koniecznie trzeba również wspomnieć o nieszczęsnej ustawie: The Community Reinvestment Act, uchwalonej i wprowadzonej przez Jamesa Earla Cartera (Jimmiego Cartera) w 1997 roku. Umożliwiała ona de facto rozdawnictwo tanich kredytów (taniego dolara) osobom, które wcześniej nie posiadały zdolności kredytowej: w szczególności afro i latyno Amerykanom. Kredyty te gwarantowane były przez Państwo, co uwalniało od ryzyka zarówno banki jak i kredytobiorców (jakie to socjalistyczne). Rozdawano te kredyty na prawo i lewo a chętnych było coraz więcej. 

Zaczął królować tzw. pieniądz fiducjarny w nowym znaczeniu - jego wartość nie określał jakikolwiek parytet, ale wiara w "boską" siłę pieniądza ugruntowywana i kreowana przez państwo i banki (dla których było to spełnienie marzeń - wreszcie mogły zarabiać krocie, przy jednoczesnym umacnianiu swoich światowych wpływów na gospodarkę i politykę). Ustawa ta ponadto umożliwiała agencjom rządowym i bankowi centralnemu USA (FED) wywieranie presji na banki, by udzielały jak najwięcej tych kredytów hipotecznych bez względu na to, jak niska jest wiarygodność kredytowa kredytobiorców. 

Można powiedzieć, że prekursorem omawianych przeze mnie wcześniej decyzji Clintona była właśnie po części polityka Cartera, przy czym – dla usprawiedliwienia Cartera – jego decyzje były wynikiem skutecznych w owym czasie i efektywnych gospodarczo działań ekonomicznych opartych na teorii Johna Maynarda Keynesa (w skrócie: postulował on położenie przez państwo – szczególnie w dobie kryzysu – nacisku na zwiększenie globalnego popytu, co winno przyspieszyć tempo wzrostu gospodarczego i likwidować bezrobocie. Jako realizatora sterowania globalnym popytem wyznaczył państwo i jego politykę fiskalną oraz pieniężną – jego teoria stała się podstawą powstania tzw. interwencjonizmu państwowego w gospodarkę, co w konsekwencji spowodowało powstanie w/w pieniądza fiducjarnego oraz nieograniczonego poziomu kreacji pieniądza przez państwa i instytucje finansowe). Pomimo „upadku” wprowadzanych w życie działań opartych na teorii J. M. Keynesa (m.in. pojawienie się po raz pierwszy w historii USA deficytu budżetowego), w 1994 roku Clinton jeszcze rozszerzył działanie omawianej ustawy o obszary wiejskie i centra miast gwarantując przy rozszerzenie gwarancji rządowych. Twierdzę, że była to jedna najbardziej nieodpowiedzialnych decyzji gospodarczych administracji Clintona, która utwierdziła sektor finansowy w błogim przekonaniu o własnej nieomylności i uwalniającego ten sektor od ryzyka podejmowanych decyzji finansowo-gospodarczych (przecież, w razie kłopotów pomoże państwo), czego m.in. konsekwencją były ich nieracjonalne ekonomicznie działania w zakresie kreacji pieniądza i nielogicznego zwiększenia jego dostępności,
V. Kolejnym, bardzo istotnym i niejako uzupełniającym pozostałe, czynnikiem powstania obecnego kryzysu była (i chyba nadal jest) działalność amerykańskiego banku centralnego – FED – kierowanego wówczas przez Alana Greenspana. W 2001 roku – po załamaniu się sektora internetowego – ceny akcji na giełdach spadały bardzo drastycznie (potęgowane to było również poprzez tzw. kreatywną księgowość przedsiębiorstw – o czym później). Rodziło to obawy o wzrost gospodarczy. FED postanowił wobec tego – chcąc pomóc giełdowym inwestorom i uchronić USA przed (zapewne krótką i łagodną) recesją – zdecydowanie poluzować politykę monetarną i obniżył stopy procentowe (znowu interwencjonizm). Od stycznia 2001 roku do czerwca 2003 Rezerwa Federalna obniżyła stopę funduszy federalnych z 6,5% do zaledwie prawie 1%. POWSTAŁA SYTUACJA BĘDĄCA ANOMALIĄ EKONOMICZNĄ: STOPA INFLACJI BYŁA WYŻSZA OD OFICJALNYCH STÓP PROCENTOWYCH. 

Ludzie, postępując racjonalnie, zaczęli poszukiwać korzystnego lokowania swoich kapitałów (po co trzymać środki finansowe na nieopłacalnych lokatach, albo inwestować w tracące na wartości papiery wartościowe?). I okazało się, że idealnym przedmiotem alokacji walorów pieniężnych stały się nieruchomości. Ich ceny zaczęły stopniowo piąć się w górę. Jednocześnie niskie stopy procentowe skłaniały do zaciągania coraz większej ilości kredytów hipotecznych, gwarantowanych ponadto pośrednio (o czym już pisałem) przez instytucje państwowe. Popularne stało się zarabianie na nieruchomościach za pomocą kredytu. Stopa zwrotu z nieruchomości wynosiła w owym czasie od kilkunastu do kilkudziesięciu procent (przy tylko kilkuprocentowym zwrocie z inwestycji np. w lokaty bankowe). Zgłodniałe zarobków – poczuwszy niespotykaną dotychczas możliwość zdobycia „bez wysiłku” ogromnych kapitałów – tabuny agentów bankowych, sterowane przez Zarządy swoich banków, namawiały na kredyt osoby o niskich dochodach. 

W efekcie amerykańskie banki zostały zalane ogromną ilością tanich dolarów (według portalu: Bankier.pl - w okresie zaledwie 3,5 roku podaż pieniądza M3 wzrosła o 28%, osiągając wartość 9.300 mld dolarów. W marcu 2006 r. Rezerwa Federalna zaprzestała publikacji tego wskaźnika – a dlaczego? zapytają niektórzy – ale, według szacunków organizacji pozarządowych, we wrześniu 2008 r. agregat ten M3 osiągnął wartość aż 13.600 mld dolarów). TAK WIĘC, POD „CZUJNYM” OKIEM WŁADZ MONETARNYCH (FED) ORAZ ZA „JEGO” PRZYZWOLENIEM I NAMOWĄ RÓSŁ KOLEJNY (PO INTERNETOWYM) „BĄBEL SPEKULACYJNY” – TYM RAZEM NA RYNKU NIERUCHOMOŚCI. 

Sztucznie wykreowany rynek zachowywał się kompletnie nieracjonalnie. W 2005 roku ceny domów w niektórych stanach (Arizona, Kalifornia, Floryda) rosły po ok. 25% r/r. W latach 2000-2006 indeks (dane za: Bankie.pl) S&P/Case-Shiller (mierzący ceny domów w 20 amerykańskich metropoliach) wzrósł o prawie 90%. I dalej o FED. Po dwóch latach luzowania polityki pieniężnej (od 2001 do 2003) FED zaczął stopniowo podnosić stopy procentowe aż do 2007 roku. Podniesienie stóp procentowych do poziomu prawie 5% powodowało znaczne zwiększenie obciążeń odsetkowych od zaciągniętych już kredytów hipotecznych, przy jednoczesnym zmniejszeniu atrakcyjności lokowania kapitału w nieruchomości. Ceny nieruchomości zaczęły więc (zgodnie z prawem popytu i podaży) spadać. Banki zaczęły zajmować niespłacane hipoteki a próbując sprzedać nieruchomości przyspieszyły proces obniżania ich cen. Wobec takiego obrotu sprawy FED, kierowany już przez Bena Bernanke, w 2007 obniżył gwałtownie stopy procentowe do poziomu 2%. Miało to na celu obniżenie obciążeń kredytowych i ponowne wpompowanie w rynek taniego pieniądza. Ruch ten był reakcją na ponowne pęknięcie giełdowej bańki spekulacyjnej powstałej w branży internetowej. 

Tak, więc (częściowo powtarzając moje wcześniejsze spostrzeżenia), ZA SPRAWĄ FED I POPYTOWEGO INTERWENCJONIZMU PAŃSTWOWEGO, AŻ DO ROKU 2007 WSZYSCY BYLI ZADOWOLENI: BUDOWNICTWO I KONSUMPCJA NAPĘDZAŁY WZROST PKB (NA KREDYT), BANKI I INWESTORZY ZARABIALI DZIESIĄTKI MILIARDÓW DOLARÓW, A NA WALL STREET TRWAŁA HOSSA. MILIONY NIEZBYT BOGATYCH AMERYKANÓW MOGŁY SOBIE POZWOLIĆ NA ZAKUP WYMARZONYCH DOMÓW (MYŚLĄC, ŻE ICH WARTOŚĆ ZAWSZE BĘDZIE ROSŁA, WIĘC BANKI POZWOLĄ ZREFINANSOWAĆ KREDYT NOWYMI POŻYCZKAMI). A TO WSZYSTKO WIRTUALNIE, NA KREDYT… aż do września 2008 roku, kiedy to bańka pękła – rząd USA (poprzez wymienianą ją wcześnie agencję Fannie Mae) stracił zdolność gwarantowania pożyczek hipotecznych, kredytobiorcy zaprzestali spłacać raty kredytu (po prostu są zbyt biedni, żeby podołać spłatom), inwstorzy giełdowi zaczęli tracić zainwestowane w obligacje Fannie Mae pieniądze i podjeli decyzje o wycofywaniu kapitału z giełdy, co dało początek całemu kryzysowi finansowemu. A wszystko to przy niesamowicie rosnącym długu wewnętrznym w USA (w 1980 roku wynosił on jedynie 0,29 bln USD, co stanowiło 33% PKB; w 2008 roku wynosił on już 10 bln USD, co stanowiło aż 70% PKB) i gospodarczo słabnącej roli USA w świecie (czy USA mogą więc zbankrutować?).

Reasumując drugą część (i przepraszając za być może zbytnią jego zawiłość) moich refleksji kolejnymi ważnymi, szczegółowymi przyczynami obecnego kryzysu są: nieodpowiedzialna polityka finansowo-gospodarcza USA (gloryfikująca popytowy interwencjonizm państwowy) realizowana na rynku finansowym przez nieracjonalne działania FED oraz jego szefa Alana Greenspana. W następnej części: dalsze, równie ważne przyczyny kryzysu: m.in. wpływ wydatków wojskowych USA na obecny kryzys (w tym wpływ kosztów wojen w Iraku, Afganistanie… a także kiedyś w Wietnamie), skutki odejścia od parytetu złota wobec dolara, wpływ na kryzys międzynarodowych instytucji finansowych (MFW, Bank Światowy), istota wpływu na ten kryzys powstałej 7 lutego 1992 Unii Europejskiej (pozwoliła na legalne zadłużanie się państw); ocena wpływu na kryzys zsocjalizowanej obecnie gospodarki globalnej, wpływ na kryzys tzw. "kreatywnej księgowości" a także skrótowe przedstawienie moich refleksji na temat źródeł i skutków kryzysu wynikających z działań międzynarodowego lobbingu finansowo-godpodarczego (w tym: żydowskiego). 
 

Pozdrawiam
P.S. Część I i II - pisałem do kwietnia 2009 

Część III i IV - pisane są na bieżąco i bedą miały premierę w Blogmedia24 i Salonie24 (13 i 20 lipca) - niestety ze wzgledów zaangażowania się w społeczny projekt debaty nad stanem i reformami w  polskiej ochronie zdrowia teriny te zostaja przeniesione na wrzesień 2009 roku!

 

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale