Jeszcze jest cicho, jeszcze jest spokojnie. Właściwie nic nie wydaje się zapowiadać burzy. Ta jest jednak nieuchronna. Jak będzie potężna, nie wiem. Oby został po niej kamień na kamieniu. A raczej kot na kocie.
Pamiętacie Kota G.? Pojawił się u nas we wrześniu 2007. Spędził tu 10 miesięcy ze swego długiego żywota. Czas chyba szczęśliwy i pożyteczny, np. z punktu widzenia edukacji mojej córy. Przed rokiem Kot G. wrócił jednak do rodzinnego domu.
Ale oto w owym rodzinnym domu znów zawirowania i G. znów nie ma się gdzie podziać. Musimy go ponownie przygarnąć na czas jakiś. G. jest już w drodze, będzie tu za parę godzin.
Czy pozna to miejsce? To samo, ale jakże inne. Wszak rychło po wyjeździe G. zadomowiły się u nas rudzielce. Teraz Canon i Nikon mają po 11 miesięcy, czują się gospodarzami, choć współmieszkających człowieków tolerują, a nawet jakby lubią.
Jak zareagują na przyjazd cięższego od nich o połowę czarnego 12-latka? Czy zechcą się podzielić miską i kuwetą, czy dadzą mu się powylegiwać tam, gdzie on lubił - i gdzie one oczywiście też lubią? Na razie nic nie przeczuwają, choć próbowałem im wyjaśnić, co się święci. Uznały to za bajkę na dobranoc. Canon ziewnął pilnując pilota do TV, Nikon łypał z oddali.

Inne tematy w dziale Rozmaitości