Urodziłem się i wychowałem na Mokotowie, ale związałem się już z Kabatami. Tytułowy Heimat postu to jednak skrawek jeszcze mniejszy: obwód wyborczy nr 618 - kwartał bloków na północ od zachodniej części Wąwozowej, a na zachód od KENu.
Większość bloków w okolicy powstała chyba w II połowie lat 90. Nigdy nie było tanio, ale nie była to też okolica zanadto szpanerska. Frekwencja zawsze wysoka: po 2000 r. niie było chyba wyborów, lokalnych, parlkamentarnych czy europejskich, w których nasz okręg nie byłby w pierwszej trójce nie tylko Ursynowa, ale i całej Warszawy.
Tym razem poprzeczka zawisła wysoko. Na całym Ursynowie (113 tys. uprawnionych, o 1/5 więcej niż w Opolu) frekwencja wyniosła 80% bez ułamka, oczywiście najwięcej w Warszawie (choć Wilanów i Bemowo były blisko). Zaś w moim obwodzie - 86.12%. Świetnie? Na Ursynowie znalazło się aż sześć obwodów z wyższą frekwencją. Głównie w tej samej okolicy po drugiej stronie Wąwozowej, ale jeden na "starym" Ursynowie.
Wyniki - bez niespodzianek i znaczniejszych odstępstw od dzielnicowej średniej. Mecz PO-PiS przyniósł wynik 11:2, zaś Donald Tusk pokonał Jarosława Kaczyńskiego 5:1. LiD zdobyła 9%, ostatni Piotr Gadzinowski (nr 22) pokonał wszystkich prócz czołowej pary listy. Reszta w granicach 1.1%, przy czym LPR o włos pokonała PSL, Wojciech Popiela (LPR nr 1) wygrał zaś z Łukaszem Foltynem (PSL nr 1).
Moja mała kabacka ojczyzna niczym szczególnym się nie wyróżniła. Ale takiej frekwencji już raczej nigdy nie będzie. A w każdym razie nieprędko.


Komentarze
Pokaż komentarze (33)